Sfinks po polsku, chińsku i arabsku

Autor: Redakcja
Kategoria:

Obiecujący start i dynamiczny rozwój, a później... widmo bankructwa, bunt franczyzobiorców i trwające do dziś trudności z odzyskaniem rentowności przez spółkę – tak w skrócie można przedstawić historię największej sieci gastronomicznej z segmentu casual dining w Polsce.

Duże firmy niewątpliwie wydają się atrakcyjne dla franczyzobiorców, którzy marzą o powtórzeniu ich sukcesu. Duży wydaje się pewny, stabilny, rzetelny i sprawdzony. Duży ma za sobą historię, renomę i doświadczenie. Tak jak Sfinks Polska, właściciel sieci Sphinx, WOOK i Chłopskie Jadło. W szczytowej fazie rozwoju zaufało mu aż 61 franczyzobiorców, dziś jednak jest ich niespełna 30.

Co kryje się za tak niespodziewanym zwrotem wypadków? I jak radzi sobie dziś spółka, która najgorsze chwile wydaje się mieć za sobą, choć wciąż jednak nowym otwarciom restauracji towarzyszą zamknięcia innych, zaś pozyskiwaniu do współpracy kolejnych franczyzobiorców – wykruszanie się z sieci tych dawniejszych?

Pierwsze kroki

Historia Sfinksa liczy już 17 lat i początkowo składało się na nią pasmo sukcesów. Pierwsza restauracja Sphinx powstała w 1995 roku w Łodzi przy ul. Piotrkowskiej 175 i działa w tym miejscu do dziś. Otworzył ją Tomasz Morawski, łódzki przedsiębiorca, który, pomimo późniejszej oszałamiającej kariery sieci powstałej według jego konceptu, pozostał jednym z najbardziej tajemniczych ludzi polskiego biznesu.

Wiadomo, że jest absolwentem Politechniki Warszawskiej, a jednym z ważniejszych faktów w jego karierze było zarządzanie w latach 80. XX wieku spółką Interabra Trading B.V., która miała swoją siedzibę w Holandii i zajmowała się m.in. eksportem pieczarek. Obecnie, oprócz zasiadania w radzie nadzorczej Sfinksa, biznesmen zaangażował się w projekty deweloperskie. Pomysł otwarcia restauracji nawiązującej stylistycznie i kulinarnie do klimatów Bliskiego Wschodu, zbliżonej cenowo do fast foodów, ale jednocześnie posiadającej obsługę kelnerską zrodził się podobno przypadkiem. Inspirowany był licznymi podróżami zagranicznymi Tomasza Morawskiego.

Ale to nie geneza pomysłu jest najważniejsza. Liczy się to, że Sphinx znakomicie trafił w gusta Polaków. W ciągu 17 lat dorobił się zresztą licznych naśladowców. Jednak żadnemu nie udało się rozbudować sieci do takich rozmiarów. Pod marką Sphinx działa obecnie ok. 100 restauracji, co plasuje ją na piątym miejscu na rynku gastronomicznym w Polsce pod względem liczby lokali, po McDonald's, KFC, Da Grasso i Telepizzy. W segmencie casual dining Sphinx zajmuje od lat pierwsze miejsce, mimo iż nie jest teraz u szczytu swoich możliwości.

Spełnione sny o potędze

Szybki rozwój sieci stał się możliwy w dużej mierze dzięki franczyzie. Pierwszego franczyzobiorcę Sphinx pozyskał już w 1997 roku. Potem siecią zainteresowali się kolejni, co pozwoliło jej zaistnieć w całej Polsce. W 1999 r. firma, która funkcjonowała do tej pory jako działalność gospodarcza Tomasza Morawskiego, została przekształcona w spółkę akcyjną Sfinks Polska. Rok ten zakończyła z 8 lokalizacjami, zaś w połowie 2002 r. – kiedy to Sfinksowi udało się pozyskać pierwszego dużego inwestora finansowego w postaci funduszu Enterprise Investors – sieć liczyła już 25 lokali.

Dziś Sfinks Polska nadal kojarzy się głównie z marką Sphinx, choć posiada i rozwija poprzez franczyzę także dwie inne sieci – od 2006 roku restauracje z kuchnią azjatycką WOOK, zaś od 2008 roku Chłopskie Jadło serwujące dania tradycyjnej kuchni polskiej. Żadna z tych sieci nie została jednak zbudowana przez spółkę od podstaw, ale pozyskana w wyniku przejęcia.

Milowym krokiem w historii Sfinksa było także wejście spółki na giełdę w 2006 roku. Wtedy sieć Sphinx liczyła już blisko 80 lokalizacji. Upublicznienie spółki wiązało się m.in. z koniecznością regularnego publikowania jej wyników finansowych oraz raportowania o ważniejszych wydarzeniach. Dzięki temu jej działalność jest w pełni transparentna. Z raportu za trzy kwartały 2012 roku możemy dowiedzieć się na przykład tego, że spółka miała w tym okresie 128 mln zł przychodów i ponad 9 mln zł straty netto, przy czym strata wynika przede wszystkim z obciążeń odsetkowych z tytułu kredytow i amortyzacji. Sprzedaż w restauracjach pozwoliła wygenerować 13,3 mln zł zysku brutto, co oznacza wzrost o 85 proc. Z raportu możemy dowiedzieć się również wiele na temat franczyzy, np. tego, że od stycznia do września bieżącego roku Sfinks pozyskał do współpracy siedmiu nowych franczyzobiorców, jednocześnie tracąc dziesięciu dawniejszych.

Rozstania z franczyzobiorcami mogą wynikać z różnych przyczyn, między innymi z konieczności dostosowania treści umów do obecnie obowiązujących w tym zakresie standardów. Zdarzają się również naruszenia zasad umowy franczyzowej przez restauratora lub zmiana oczekiwań wobec współpracy. W ramach restrukturyzacji zamykamy także niektóre restauracje, choć warto zauważyć, że wycofanie się z danej lokalizacji nie zawsze oznaczało zakończenie współpracy z franczyzobiorcą - mówi Mariola Krawiec – Rzeszotek, wiceprezes Sfinks Polska.

Rozstania i powroty

Nie da się jednak ukryć, że w ostatnich latach w sieci zaszło sporo zmian związanych z franczyzobiorcami, co niewątpliwie było pochodną kondycji samej spółki. W okresie największej świetności sieci, w roku 2007 i 2008 współpracowało z nią odpowiednio 55 oraz 61 franczyzobiorców. Na koniec 2009 roku zostało ich już jednak tylko 39, zaś rok później liczba ta skurczyła się do 29. Na koniec czerwca 2012 r. było ich 31, zaś w ciągu kolejnych trzech miesięcy liczba ta ponownie spadła do 29.

Co było powodem masowego wychodzenia prywatnych przedsiębiorców z inwestycji w Sphinx'y, począwszy od 2009 roku? Nie bez znaczenia były tutaj zmiany właścicielskie, zmiany zarządu i związana z tym zmiana polityki działania spółki.

Problemy zaczęły się na przełomie 2008 i 2009 roku, tuż po zmianie głównego akcjonariusza Sfinksa. Został nim wówczas restauracyjny gigant AmRest, który rozwija w Europie Środkowo-Wschodniej takie sieci jak Pizza Hut, KFC, Burger King czy Starbucks. Nowy główny akcjonariusz powołał nowy zarząd, a ten wkróce ogłosił, iż spółka ma poważne problemy i nie jest w stanie regulować swoich zobowiązań. W lutym 2009 roku do sądu trafił wniosek o ogłoszenie upadłości spółki.

Wówczas do gry powrócił Tomasz Morawski, który wciąż miał 28 proc. akcji. Rozpoczął batalię o uratowanie Sfinksa, a sojusznika znalazł w Sylwestrze Cacku, założycielu Dominet Banku (sprzedanego w 2006 roku Fortis Bankowi), znanym inwestorze, który inwestuje także m.in. w odzieżową spółkę Redan oraz łódzki klub sportowy Widzew. W marcu 2009 r. AmRest sprzedał swoje 33 proc. akcji Sfinksa na rzecz spółki należącej do Cacka. Nowy inwestor dokapitalizował spółkę, umożliwił jej spłatę najpilniejszych zobowiązań oraz umorzenie postępowania upadłościowego.

Bunt na pokładzie

Do tego czasu spółka zdążyła się jednak nabawić sporych kłopotów. Przede wszystkim utraciła kilkanaście ważnych lokalizacji z powodu zaległości w opłatach za czynsze. Zepsuła się też opnia o sieci wśród konrahentów oraz klientów, którzy zauważyli obniżenie jakości serwowanych potraw. Zaczęli się również wykruszać z niej franczyzobiorcy.

Jednak to nie wniosek o upadłość, ale zmiany, jakie zaczął wdrażać zarząd pod przewodnictwem Morawskiego i Cacka, spowodował masowy exodus franczyzobiorców. W drugiej połowie 2009 roku Sfinks zdecydował się na zmianę warunków w umowach franczyzowych, tłumacząc to tym, że potrzebuje skuteczniejszych narzędzi w egzekwowaniu obowiązków franczyzobiorców oraz większej kontroli nad przestrzeganiem jakości w restauracjach. Zmianie uległy też zasady wynagradzania franczyzobiorców. Partnerzy dostali też, ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu, dodatkowe faktury związane z niewłaściwą polityką kosztową w prowadzonych przez nich restauracjach.

Skutkiem tych działań było wypowiedzenie umów przez 16 franczyzobiorców prowadzących w sumie 34 restauracje. Doszło do tego w ciągu zaledwie kilku tygodni. Wciąż wylizujący się z powstałych wcześniej ran gigant został postawiony przed kolejną ciężką próbą. Aby nie utracić lokali, musiał je przejąć. I tym razem się udało.

Odejście tak dużej liczby franczyzobiorców spowodowane nagłą i, w ich opinii, negatywną zmianą warunków współpracy to tylko jedna strona medalu. Warto również zauważyć, że aż połowa franczyzobiorców związanych obecnie ze spółką współpracuje z nią przynajmniej od 5 lat. Tak więc nie dla wszystkich zawirowania właścicielskie, wniosek o upadłość czy wreszcie zmiana warunków współpracy franczyzowej, jaka nastąpiła za czasów obecnej ekipy rządzącej spółką, okazały się przeszkodą w rozwijaniu własnych biznesów pod szyldem Sphinx. Paradoksalnie to ci, którzy podejmowali współpracę ze spółką w ostatnim czasie, gdy właściwie można mówić o względnie stabilnej i klarownej sytuacji, często nie byli w stanie wytrwać długo w biznesie.

Adam Banaś, franczyzobiorca z Rzeszowa współpracuje ze Sfinksem już od 11 lat. Wspomina, że w tym czasie w firmie zachodziło wiele zmian, do których należało się po prostu przyzwyczaić. Najważniejsze dla niego było to, że restauracje prosperują, klienci chętnie je odwiedzają, a jego biznes może się rozwijać.

Sfinks przeszedł bardzo duże zmiany i to nie tylko jako spółka, ale też jako franczyzodawca. Można powiedzieć, że po roku 2009 r. nastała nowa era. Zawsze, kiedy dochodzi do tego typu zmian, pojawia się pewien niepokój, ale to dotyczyło przede wszystkim okresu zanim nastały nowe władze, czyli z końca 2008 r. i początku 2009. Wtedy przez chwilę nie było wiadomo, jak rozwinie się sytuacja. Potem pojawił się nowy zarząd, a wraz z nim inne zasady współpracy. Potrzeba było trochę czasu, zanim wszyscy przyzwyczaili się do nowego, ale z mojego punktu widzenia były to zmiany na lepsze. Prowadzone przeze mnie restauracje dobrze funkcjonują. Co więcej, niedawno otworzyłem czwartego Sphinxa w Rzeszowie i dziś tamte czasy wydają się już bardzo odległe, teraz przede wszystkim patrzę w przyszłość – mówi Adam Banaś.

Franczyzobiorcy poszukiwani

Sfinks nieustannie rekrutuje, bowiem jego celem jest jak najszybszy rozwój sieci. Na koniec września spółka miała 89 restauracji Sphinx, w tym 45 franczyzowych, 7 własnych oraz 37 w modelu operatorskim (lokale zarządzane przez menedżerów na zasadach zbliżonych do franczyzy), a także 4 własne lokale Sphinx Express. Ponadto w ramach spółki działały także sieci WOOK (7 restauracji, wszystkie franczyzowe bądź operatorskie) oraz Chłopskie Jadło (8 restauracji: 4 franczyzowe, 3 operatorskie i 1 własna).

Sfinks nie wymaga od franczyzobiorców doświadczenia w branży gastronomicznej ani specjalistycznego wykształcenia. Liczy się przede wszystkim przedsiębiorczość, inicjatywa i umiejętność organizowania pracy sobie i innym, a także chęć osobistego zaangażowania się w nadzór nad prowadzoną działalnością. Nie jest też wymagane posiadanie lokalu pod restaurację. Sfinks jako franczyzodawca zajmuje się pozyskiwaniem lokalizacji, a następnie – wspólnie z franczyzobiorcą - adaptacją, wystrojem i wyposażeniem restauracji. Sfinks odpowiada także za opracowywanie i wdrażanie menu oraz receptur dań oferowanych we wszystkich restauracjach sieci, analizuje i dokonuje wyboru głównych dostawców towarów i produktów oraz zarządza polityką cenową w restauracjach.

Warto dodać, że Sfinks wpiera franczyzobiorców także w sfinansowaniu inwestycji. Udało mu się ściąć nakłady potrzebne do otwarcia restauracji z kwoty rzędu 800 tys. zł – 1,2 mln zł do kwoty mieszczącej się w przedziale 400 – 750 tys. zł.

Franczyzobiorca nie musi mieć całej kwoty w gotówce, a jedynie jej część, resztę finansując np. za pomocą kredytu bankowego lub leasingu. Ponadto franczyzobiorca, przystępując do sieci, ponosi opłatę wstępną w wysokości minimum 20 tys. zł. Zaś w trakcie współpracy co miesiąc wnosi 6 proc. od wartości sprzedaży netto oraz 1 proc. z przeznaczeniem na działania marketingowe wspierające sprzedaż w sieci - mówi Mariola Krawiec – Rzeszotek.

Tak mocne zależności powodują, że pomimo tego, iż pomiędzy Sfinksem a spółkami jego franczyzobiorców nie ma powiązań właścicielskich i kapitałowych, to Sfinks traktuje je jako swoje spółki zależne. Franczyzobiorcy mają obowiązek korzystania z biura rachunkowego wyznaczonego przez spółkę, ta zaś ma prawo do kontroli w każdym czasie zarówno lokalu jak i dokumentacji franczyzobiorcy.

Joanna Cabaj - Bonicka

Zobacz nasz katalog sieci franczyzowych i upewnij się która franczyza będzie dla Ciebie najlepsza.

Dołącz do newslettera

Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram