Sens brania franczyzy

Data dodania: 15 kwietnia 2014
Kategoria:
Foto: sxc.hu

Wiosną i jesienią każdego roku odbywają się w naszym kraju targi franczyzowe. Impreza wiosenna odbywa się w Poznaniu a jesienna w stolicy. Organizatorzy targów w Warszawie z lubością na każdym kroku podkreślają jej wieloletnią tradycję i prestiżowy, w ich opinii, charakter. Byłem jej współorganizatorem przez kilka edycji, począwszy od pierwszej podczas której wystawiło się trzech franczyzodawców. Cieszyliśmy się jak dzieci z każdego sprzedanego stoiska i nikomu wówczas w najśmielszych marzeniach nie przeszło przez myśl nazywanie tej imprezy prestiżową. Liczyło się to, że w ogóle się odbyła. Ale ja nie o tym.

Franczyzodawcy biorący udział w targach franczyzowych w charakterze wystawcy dzielą się na trzy podstawowe grupy. Pierwsza to sieci o wyrobionej marce i ustalonej reputacji, które udział w targach traktują rzeczywiście w kategoriach prestiżu rozumianego w ten sposób, że raz do roku warto się pokazać na branżowym forum publicznym. A jeśli przy okazji uda się pozyskać jednego czy drugiego franczyzobiorcę to świetnie. Takich wystawców jest niestety najmniej.

Kolejna grupa to franczyzodawcy, którzy również funkcjonują na rynku od dłuższego czasu, ale na targach pojawiają się nieregularnie. Te firmy mają, jak to w biznesie bywa, wzloty i upadki, ale poniżej pewnego progu biznesowej przyzwoitości zazwyczaj nie schodzą. Na targach wystawiają się wtedy, gdy jest im to rzeczywiście potrzebne, ponieważ są albo w fazie dynamicznego wzrostu albo odbudowy sieci po okresie turbulencji, których, z różnych przyczyn zaznały. Niestety ta grupa również nie jest dominująca wśród wystawców.

Najliczniej na każdych targach reprezentowani są franczyzowi nowicjusze nazywani niekiedy z przekąsem „meteorami” lub „planktonem franczyzowym”. Ta grupa składa się z dwóch podgrup. Pierwsza to franczyzodawcy zagraniczni, których marki z reguły nic nie mówią polskiemu klientowi, i którzy za swoje licencje oczekują często abstrakcyjnych kwot nierzadko liczonych w dziesiątkach tysięcy euro. Liczą na łut szczęścia, że się uda, ale zazwyczaj się nie udaje.

Druga, liczniejsza grupa to polskie firmy, które postanowiły spróbować swego szczęścia we franczyzie. W końcu śpiewać każdy może. Są to zazwyczaj firmy małe reprezentujące przeróżne branże, niekiedy zupełnie egzotyczne. Większość z nich nigdy więcej na targach się nie pojawia a zapytana o losy ich oferty franczyzowej udaje, że nigdy nie myślała o franczyzie na poważnie i tylko testowała rynek.

Chęć podzielenia się z Czytelnikami tymi przemyśleniami wywołała u mnie próba ustalenia co się stało z jedną z takich firm, która, co trzeba przyznać, przez jakiś czas próbowała budować sieć franczyzową. Jej nazwę litościwie przemilczę, choć wygląda na to, że jedyną po niej pozostałością jest działająca jeszcze strona internetowa i dyskusje na forach internetowych prowadzone przez osieroconych franczyzobiorców, których szczęśliwie wielu nie było. O dziwo wśród utyskiwań na nierzetelnego franczyzodawcę pojawił się też i głos rozsądku. Otóż jeden uczestników dyskusji zadał przytomne i poniekąd retoryczne pytanie: „Jaki jest sens brania franczyzy od marki, której rozpoznawalność jest zerowa?”. No właśnie.

Andrzej Krawczyk

Zobacz nasz katalog sieci franczyzowych i upewnij się która franczyza będzie dla Ciebie najlepsza.

Dołącz do newslettera

Copyright © ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl  Skład magazynu Franczyza & Biznes: Aera Design