Dlaczego w Polsce pojawia się tak mało nowych marek?

Autor: Redakcja
Data dodania: 28 kwietnia 2014
Kategoria:
Retail Vision. Andrzej Krawczyk (ARSS), Herculano Rodrigues (CACI), Beata Kokeli (CBRE), Zuzanna Łukaszewska (Fashion HouseGroup). Foto: Franczyzawpolsce.pl

Retail Vision. Andrzej Krawczyk (ARSS), Herculano Rodrigues (CACI), Beata Kokeli (CBRE), Zuzanna Łukaszewska (Fashion HouseGroup). Foto: Franczyzawpolsce.pl

- Rozsądni i doświadczeni franczyzobiorcy, chcą, by ich zagraniczni partnerzy podzielili się ryzykiem. Franczyzobiorca nie chce już tylko kupić brandu, towaru i szkolenia personelu i podejmować całego ryzyka – mówił Andrzej Krawczyk, partner zarządzający Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych na 15. Konferencji Powierzchni Handlowych Retail Vision.

W ramach tej konferencji gościliśmy na panelu zatytułowanym „Nowe marki – nowe nadzieje”. Jego celem było ustalenie, czy centra handlowe mają szansę przyciągnąć do siebie nowe marki i odświeżyć swoją – bardzo powtarzalną dziś – ofertę. Nieznane u nas brandy sprzedają swoje towary na Łotwie czy w Bułgarii, w polskich centrach panuje zastój.

Moderująca dyskusję Beata Kokeli z CBRE pytała czy widać potencjał w rozwoju nowych marek na polskim rynku. Elżbieta Powierza z Powierza Family Company odpowiedziała ostrożnie: - Każda marka ma szansę wejść na nasz rynek, ale trzeba zauważyć, że lata boomu ekonomicznego, lata 90. mamy już za sobą. Marki, które wtedy weszły do naszego kraju umocniły się i zapewniły sobie miejsce na mapie handlowej Polski. Tak zrobiły np. marki włoskie, z którymi współpracuję, ich napływ w latach 90. był ogromny. Dziś mają silną i stabilną pozycję. Zauważyła jednak, że jest wiele marek, które do nas nie weszły i luka na rynku jest ogromna. Sytuacja nie sprzyja jednak ich ekspansji.

Na pytanie jakie przeszkody czyhają na marki chcące wejść na polski rynek, odpowiedział Andrzej Krawczyk: - Mamy styczność z wieloma firmami, które chciałyby wejść na polski rynek, najchętniej poprzez masterfranczyzę, bo nie chcą ponosić dużego ryzyka związanego z rozwojem marki w naszym kraju. W segmencie fashion do tej pory mieliśmy stosunkowo łatwe zadanie – gdy zgłaszała się do nas silna, rozpoznawalna w Europie czy na świecie marka, mówiliśmy „Idźcie do Empiku”. Dziś odpowiedź na pytanie jest dużo trudniejsza, bo jest niewiele takich firm jak prowadzona przez panią Elżbietę „Powierza Family Company”, które są w stanie podołać temu zadaniu. A z drugiej strony mają one na tyle dużo doświadczenia i pracy, że niekoniecznie muszą i chcą coś nowego na rynek wprowadzać. Jest więc na rynku luka – sporo firm chciałoby wejść do Polski, ale jest mało partnerów, którzy wiedzą jak to robić i chcą.

- Na dodatek Powierza Family Company i moja firma, zajmują się segmentem premium, markami, które u nas są postrzegane jako luksusowe – dodał Tomasz Wasiucionek z GPOLAND. Zwrócił też uwagę na spore obowiązki masterfranczyzobiorców: - Naszym zadaniem jest odpowiednia selekcja partnerów, musimy zwrócić uwagę na lokalizację punktu, wystrój, ekspozycję towaru. Problemem jest też znajomość marek. Pominąwszy kilka brandów, w Polsce nie są znane marki oferujące solidną jakość w dobrej cenie. Jako franczyzodawca nie mogę myśleć tylko o otwarciu salonu w Warszawie czy Sopocie, ale i 17 innych miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. Ale nigdy nie otworzę w ich 200-metrowych salonów, choć popyt na markę jest. Rozwiązaniem są koncepty multibrandowe, ale to proces długotrwały – dodał.

Paneliści Retail Vision: Andrzej Krawczyk (ARSS), Herculano Rodrigues (CACI), Beata Kokeli (CBRE), Zuzanna Łukaszewska (Fashion HouseGroup), Elżbieta Powierza (Powierza Family Company), Tomasz Wasiucionek (GPOLAND). Foto: Franczyzawpolsce.pl

Uczestnicy podkreślili wagę szkolenia personelu do obsługi punktu, stałej kontroli jakości, spójności z innymi salonami marki. Poruszyli również wątek Grupy EMF (Empiku), która całkowicie wycofała się z segmentu modowego. - Przypadek Empiku jest bardzo ciekawy – mówił Andrzej Krawczyk. - Firma nie była w stanie kontrolować dwóch istotnych obszarów ryzyka. Jeden to pogoda, drugi to asortyment - czyli to, co dostają, czym mają handlować. Ta kwestia jest na ogół narzucana przez zagranicznego franczyzodawcę a niekoniecznie dostosowana do oczekiwań i możliwości polskiego klienta. Chodzi nawet o rozmiary ubrań. W często spotykanym modelu współpracy masterfranczyzobiorcy i masterfranczyzodawcy, ten drugi narzuca cały koncept i zatowarowanie a zadaniem biorcy – mówiąc prozaicznie - jest sprzedawanie. Między innymi dlatego w Europie powoli odchodzi się od masterfranczyzy. Wszystko zmierza w kierunku szeroko rozumianego joint venture. Rozsądni i doświadczeni franczyzobiorcy, chcą, by ich zagraniczni partnerzy podzielili się ryzykiem. Franczyzobiorca nie chce już tylko kupić brandu, towaru i szkolenia personelu i podejmować całego ryzyka. Masterfranczyzobiorca potrzebuje przecież choćby pomocy w wypromowaniu marki, bo wiele zagranicznych nazw statystycznemu polskiemu klientowi nic nie mówi.

Podkreślił również nierówności ekonomiczne występujące wewnątrz europejskiego rynku: - Często tłumaczymy naszym klientom i partnerom, że nasza siła nabywcza to jest mniej więcej 60% średniej unijnej. Muszą więc dostosować swoje oczekiwania co do opłat licencyjnych i poziomu sprzedaży do tej prostej informacji. Kiedy klienci mówią o opłatach rzędu 100 – 200 tysięcy euro, mówimy: „Ok, ale zmieńmy walutę na złotówki, bo inaczej znajdziemy niewielu partnerów, którzy w perspektywie 3 lat i tak sobie nie poradzą”. Informacje, że wiele marek chce wejść na nasz rynek trzeba więc skonfrontować z tym, że nie chcą ponosić ryzyka inwestycyjnego. Trzeba więc zrobić to, co w Europie już się dzieje – przesunąć ten środek ciężkości i odciążyć franczyzobiorcę.

Opinię tę podzielił Tomasz Wasiucionek: – Faktycznie, coraz więcej firm decyduje się na partycypowanie w kosztach. Ostatnio jedna ze znanych marek sama kupiła elementy identyfikacji wizualnej, inna po raz pierwszy zgodziła się zamówić u polskiego producenta meble do swoich salonów.

Prowadząca panel Beata Kokeli zapytała co należy zrobić, by kolejne marki trafiły na nasz rynek. Czy inny model biznesowy, niż franczyza zwiększy tę szansę? - Niekoniecznie. Warto podkreślić, że wiele firm oczekuje, iż ich lokalny partner będzie miał wiedzę i silną pozycję na swoim rynku a z drugiej strony nie chcą go słuchać. Wielkie marki często popełniają grzech pychy i próbują narzucać swoje zdanie i model. Oczywiście – stoi za nimi udokumentowana historia sukcesu, ale nie mogą traktować partnerów znających się na upodobaniach swoich klientów i swoim rynku jako kogoś, kto ma tylko kupić od nich konkretną partię towaru i ją sprzedać – podsumował Andrzej Krawczyk.

Dołącz do newslettera

Pozostałe artykuły - O tym się mówi

Data dodania: 5 lipca 2022
Polska przedsiębiorczość w zapaści
Data dodania: 9 maja 2022
Kupować czy pożyczać? – oto jest pytanie
Data dodania: 25 kwietnia 2022
Czy grozi nam wojna o wodę?
Data dodania: 28 marca 2022
Doceniliśmy pracę zdalną

zobacz więcej

Data dodania: 20 kwietnia 2022
Smacznie, zdrowo i z zyskiem
Data dodania: 23 marca 2022
Franczyza na usługach
Data dodania: 10 stycznia 2022
Przed jakimi wyzwaniami stoi rynek franczyzy?
Data dodania: 3 stycznia 2022
Te 30 franczyz najbardziej interesuje Polaków
Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram