Ile wart jest Bruce Lee?

Autor: Redakcja
Data dodania: 3 czerwca 2014
Pomnik Bruce'a Lee. FOT.: Lee Yiu Tung / Shutterstock.com

Pomnik Bruce'a Lee. FOT.: Lee Yiu Tung / Shutterstock.com

Popularność nieżyjącego od 40 lat aktora ciągle rośnie. W styczniu tego roku na aukcji w Hongkongu żółty kostium Bruce’a Lee z filmu „Game of Death” został sprzedany za kwotę 84 tys. dolarów. Początkowa wycena została przebita o 116 proc.

Wyeliminuj nieczyste myślenie i funkcjonuj na bazie swoich korzeni” – mówił do swoich uczniów legendarny Bruce Lee. Tajniki tej filozofii przekazywał nie tylko poprzez obrazy filmowe, w których grał, ale też bezpośrednio. Ćwiczyć z nim chcieli najsłynniejsi aktorzy amerykańskiego kina. Magazyn „Time” nazwał go największym mistrzem sztuk walki wszechczasów i jedną z głównych gwiazd kina XX wieku. Bruce Lee jak nikt inny przyczynił się do rozpropagowania sztuk walki i filozofii wschodniej. Jest gwiazdą, która nie zgasła w sercach milionów fanów na świecie. Wciąż ma nad nimi magiczną moc. Po raz kolejny świat przekonał się o tym w styczniu tego roku. Podczas aukcji w Hongkongu padł rekord sprzedaży pamiątek po celebrycie. Żółty kostium Bruce’a Lee, który gwiazdor miał na planie filmu „Game of Death” został kupiony za 84 tys. dolarów. Początkowa wycena została przebita o 116%.

Poprzedni rekord sprzedaży padł w 2011 roku. Pamiątka, która została wystawiona na aukcję również była związana z filmem „Game of Death”. Kostium noszony przez Bruce’a Lee sprzedano za 77 tys. dolarów. Trochę mniejszą sumę uzyskano za nunczako. Jest to rodzaj broni obuchowej w formie dwóch pałek połączonych ze sobą za pomocą łańcucha lub linki. Ten przedmiot został sprzedany podczas ostatniej aukcji w Hongkongu za 58 tys. dolarów.

Podobnie jak w przypadku amerykańskiej gwiazdy filmowej Marilyn Monroe czy aktora Jamesa Deana, śmierć „przysłużyła” się do unieśmiertelnienia idola kilku pokoleń. Każdy z wystawionych przedmiotów jest unikalny i był używany przez samego mistrza. Ponadto ma związek z ważnym wydarzeniem z jego życia. Często też kupno tych przedmiotów stawało się świetną inwestycją. Według danych brytyjskiej firmy Paul Fraser Collectibles w ciągu ostatnich 11 lat autografy Bruce’a Lee drożały w tempie ok. 17% rocznie. Lista sprzedanych pamiątek jest dłuższa. W 2011 roku zlicytowano list Bruce’a Lee do przyjaciela Taky Kimury za 51 tys. dolarów. W nim Lee dzielił się swoimi nadziejami związanymi z pracą w serialu „Green Hornet”. To był początek filmowej kariery Lee. Mimo że produkcja nie odniosła spektakularnego sukcesu w USA, po pewnym czasie dała mu sławę właśnie w Hongkongu. Serial został zakupiony przez tamtejszą stację telewizyjną i stał się prawdziwym przebojem. Praca nad nim zaowocowała też kontaktami z hollywoodzkimi gwiazdami.

Bruce Lee uczył sztuki walki m.in. Jamesa Coburna i Steve’a McQueena (w latach 60. ten aktor był u szczytu popularności). Jak podaje Klub Miłośników Kina, ambitny mistrz chciał być sławny, jak jego znany uczeń i zarabiać jeszcze więcej od niego. Steve McQueen z kolei pragnął posiąść takie umiejętności w sztukach walki, jakimi dysponował
Lee. Niestety nie udało mu się choćby zbliżyć poziomem wyszkolenia w sztuce kung-fu do perfekcji i szybkości Bruce’a Lee.

POPULARNOŚĆ LAWINOWO ROŚNIE

Popularność nieżyjącego od 40 lat aktora wciąż rośnie. Dowodem na to może być rychłe powstanie w Seattle Bruce Lee Action Museum. Dodatkowo Hong Kong Heritage Museum tworzy swoją kolekcję pamiątek z nim związanych. O posiadanie należących do gwiazdora przedmiotów walczą nie tylko instytucje kultury, ale również prywatni kolekcjonerzy. Biorąc pod uwagę, że Bruce Lee żył zaledwie 32 lata, pamiątek nie jest tak dużo. Tym też można tłumaczyć kwoty, za które są sprzedawane te przedmioty. W odniesieniu do ogromnego popytu jest ich po prostu za mało. Radosław Pyffel z Centrum Studiów Polska-Azja na antenie Polskiego Radia podkreślił, że Bruce Lee jest istotnym elementem światowej popkultury. Przypomniał, że nim świat poznał go jako karatekę, Lee był bardzo popularnym dziecięcym aktorem. Zagrał w ponad 20 filmach dla dzieci i młodzieży. Był też nastoletnim mistrzem tańca cha-cha. W ocenie eksperta łączył w sobie wiele pozornie przeciwstawnych elementów. „Był Chińczykiem z Hongkongu, ale urodzonym w Stanach Zjednoczonych. Dzieciństwo spędził w Hongkongu, później wyjechał do Stanów Zjednoczonych i dzięki temu łączył w sobie elementy różnych kultur”.

Bruce Lee był też pisarzem i filozofem. Napisał książkę i wynalazł własny system walki. „Wiemy, że był trudnym dzieckiem, mocno się buntował. Między nim a kolegami z liceum dochodziło do bójek, były też problemy z gangami. Dlatego, kiedy miał 18 lat, rodzice postanowili mu zmienić otoczenie, wysyłając go znowu do USA – opowiadał Radosław Pyffel. Wyszło mu to na dobre. To właśnie w Stanach  Zjednoczonych najprężniej rozwinęła się filmowa kariera Lee. Przyszły gwiazdor próbował łączyć sztuki walki z show biznesem. Choć początkowo wydawało się to dziwnym pomysłem. „Odniósł jednak sukces i był prekursorem połączenia filmów akcji z walkami wschodnimi. W efekcie jego rola wyszła daleko poza kino, bo Chińczykom przywracał wiarę w siebie pokazując, że mogą odnieść sukces na świecie” – mówił gość Trójki.

Jak przystało na perfekcjonistę, Bruce Lee zaangażował się w realizację filmu „Game of Death” nie tylko jako aktor, ale również jako reżyser, producent, choreograf walk i scenarzysta. Pracę nad tym obrazem przerwała jego nagła i tajemnicza śmierć w 1973 roku.

BRUCE LEE POWRÓCIŁ W CYFRZE

Bruce Lee powraca - głosiły nagłówki wielu zachodnich, a szczególnie chińskich portali około pół roku temu. Jak się okazało aktor powrócił w reklamie whisky. Gwiazdor kultowych filmów kung-fu wystąpił w chińskiej reklamie Johnny Walkera. Postać Bruce’a Lee została wygenerowana cyfrowo. Reklamowa przemowa mistrza to rozmaite cytaty, które aktor wypowiedział za życia. Prace nad cyfrowym  wskrzeszeniem Lee trwały około 9 miesięcy. Wybór bohatera dla tej reklamy oczywiście nie był przypadkowy. Firma szukała dla swojej kampanii tzw. „game changera”. Czegoś, co całkowicie odmieni jej losy. Wystarczył tydzień od dnia pojawienia się spotu w sieci by zawrzało w Internecie. Reklama podzieliła fanów na zachwyconych wskrzeszeniem legendarnego wojownika i na tych, którzy twierdzili, że to „hańba dla marki”. Ci drudzy twierdzili, że reklama jest zakłamana. Aktor nie pił alkoholu i promował zdrowe odżywanie. Zdaniem wielu na pewno nie wystąpiłby w reklamie whisky. Wśród osób, które  publicznie potępili tę reklamę był m.in. Edwin Lee, znany w Hongkongu filmowiec. „Animacja faktycznie wygląda jak Bruce Lee. Ale żeby wykorzystywać cały ten talent, żeby sprzedawać alkohol? Moim zdaniem to hańbiące. Przecież on stronił od alkoholu” – mówił Edwin Lee, cytowany przez South China Morning Post. Według filmowca wskrzeszanie Bruce’a Lee po to by promował styl życia, który potępiał jest niemoralne. Zaznaczył on, że to pokazuje najwyższy stopień zdeprawowania masowego marketingu. „I to wszystko tylko po to, by wbić się z produktem na chiński rynek” – krytykował.

Nie pomogły też zapewnienia producentów spotu, że chcieli pokazać mistrza wschodnich sztuk walki z należytym szacunkiem. Liczyli oni, że sukces produkcji zapewni pomoc współpracującej z nimi Shannon Lee, córki legendarnego „smoka”. Jak wyjaśniał po premierze szef produkcji reklamy Joseph Kahn, jej obecność była potrzebna, dla pewności, że obraz został odpowiednio wykreowany. Filmowcy zapewniają, że chcieli uszanować legendę. Premiera tego filmu odbyła się w 40. rocznicę śmierci Bruce’a Lee.

ODEJŚCIE „SMOKA”

Bruce’a Lee pochowano na cmentarzu Lake View w Seattle. W ubraniu, które nosił w filmie „Wejście smoka”. O jego odejściu krążą legendy. Jedna z nich głosi, że aktor został skrytobójczo zamordowany przez wysłannika tajnej rady klasztorów. Motywem zbrodni miała być zemsta za ujawnianie tajników starochińskiej sztuki walki. Podobno zabójca miał zadać „cios opóźniony” według reguł „wibrującej dłoni”. Jego skutek ujawnia się po czasie. Jak mówi inna wersja, w ciele Lee odkryto ślady alkoholu i narkotyków. Przedwczesna śmierć stała się udziałem również syna Bruce’a – Brandona Lee, który zginął dokładnie 20 lat później. W pistolecie, z którego do niego strzelano na planie filmu „Kruk”, wśród ślepych nabojów znalazł się jeden prawdziwy.

Dołącz do newslettera

zobacz więcej

Data dodania: 20 kwietnia 2022
Smacznie, zdrowo i z zyskiem
Data dodania: 23 marca 2022
Franczyza na usługach
Data dodania: 10 stycznia 2022
Przed jakimi wyzwaniami stoi rynek franczyzy?
Data dodania: 3 stycznia 2022
Te 30 franczyz najbardziej interesuje Polaków
Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram