Atlantic - to już koniec znanej marki

Autor: Redakcja
Data dodania: 8 lutego 2016
Kategoria:
Foto: Atlantic
Atlantic - bankuctwo firmy i koniec znanej marki

Wydawało się, że to może się udać. Sąd zdecydował inaczej – ponad 20 lat historii firmy Atlantic zostało zaprzepaszczone. Jak to możliwe, że dobra, znana firma skończyła na dnie?

Atlantic rozpoczął działalność w roku 1993 i od razu w branży bieliźnianej. Właścicielem i szefem firmy był Wojciech Morawski. Zaczynał jeszcze jako student od importowania odzieży z Tajlandii. W roku 1993 zdecydował się na specjalizację w bieliźnie porzucając handel innymi rodzajami odzieży. Był to ponoć przypadek, a nie wyrachowana i precyzyjnie wyliczona kalkulacja. Firma rosła w zawrotnym tempie. Wbrew pozorom Atlantic nie miał własnych szwalni, zlecał produkcję na zewnątrz, ponoć głównie Azji. Dwa lata po starcie na rynek trafiła pierwsza własna kolekcja, a za kolejne 12 miesięcy firma weszła na rynek rosyjski i ukraiński.

Pewną przewrotną ciekawostką jest to, że w roku 1998 Atlantic stał się bardzo mocny w Rosji, dzięki kryzysowi finansowemu, czyli sytuacji, która wbiła ostatni gwóźdź do jego trumny 17 lat później. Wtedy jednak kryzys na wschodzie osłabił konkurencję i pozwolił rozwinąć skrzydła firmie z dobrymi jakościowo, ale stosunkowo tanimi produktami. W roku 2000 Atlantic rozszerzył nieco swą działalność, wypuszczając na rynek pierwszą kolekcję kostiumów kąpielowych. Firma ciągle się rozwijała, stając się jednym z naszych dóbr narodowych. W roku 2004 uplasowała się na 59. miejscu w rankingu  najdroższych marek polskich prowadzonym przez „Rzeczpospolitą”. Sklepy firmowe były ulokowane głównie w galeriach handlowych i prestiżowych punktach miast. Sam Morawski w latach 2003 – 2004 trafił na prestiżową dla niektórych listę najbogatszych Polaków, sporządzaną przez tygodnik „Wprost”.

Dla Atlantica rynki rosyjski i ukraiński były już wtedy bardzo ważne. W 2007 roku Wojciech Morawski założył tam swoje spółki zależne. W roku 2010 powstał sklep internetowy firmy. W 2012 roku Atlantic został przekształcony ze spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w spółkę akcyjną. Niedługo później zaczęły się problemy. Większość produkcji trafiała na wspomniane wcześniej dwa wschodnie rynki – mniej więcej 60%. I Wojciech Morawski zbyt zaufał temu kierunkowi. W 2013r. mocno zainwestował w rozwój sieci sprzedaży na wschodzie. Otworzył 11 salonów na Ukrainie i 39 w Rosji, rok później chciał wejść na Białoruś i do Kazachstanu. W Polsce miał prawie 140 salonów sprzedaży (60 własnych i 80 partnerskich). Sieć zagraniczna składała się ze 150 placówek, z czego ponad 80 znajdowało się już wtedy sytuacja finansowa firmy była kiepska. Być może gdyby wszystko szło dobrze, wyszłaby na prostą.

W tych latach problemy mieszały się z sukcesami. Słabe finanse i duże zadłużenie szły w parze z odświeżeniem sklepu internetowego, z uznaniem Atlantica za najlepszy monobrand w kategorii bielizna przez rosyjski branżowy magazyn „Profashion”, z nagrodą Najwyższa Jakość Quality International 2014. Jednocześnie wartość rubla leciała na łeb na szyję, Ukraina przechodziła wewnętrzną rewolucję, a potem została zaatakowana przez Rosję. To kompletnie załamało sprzedaż na Wschodzie i faktycznie zablokowało działalność Atlantica. Ukraińskie centrum dystrybucji znajdowało się w Kijowie, więc blokada tego miasta sparaliżowała dystrybucję bielizny.

Wystarczy dodać, że Atlantic działał też w Odessie (na Krymie) i w Donbasie. Błędem okazała się budowa własnych centrów dystrybucyjnych. To w Kijowie zostało zablokowane, polskie zaś było jedną wielką katastrofą finansową. Od początku nie było opłacalne. Kiedy fundusze Atlantica zaczęły się mocniej chwiać, leasingodawca (ze względu na opóźnienia w płatnościach) wypowiedział umowę i zażądał zapłacenia 18 mln zł. A skarbówka wystawiła notę od tej transakcji na 4 mln zł. A trzeba przypomnieć, że to tylko część świadczeń, jaką Atlantic powinien zapłacić Skarbowi Państwa. Morawski próbował negocjować rozłożenie podatku na raty, ale fiskus nie chciał o tym słyszeć i zablokował konta firmy. Prezes 1 czerwca złożył więc w sądzie wniosek o upadłość z możliwością układu. Podczas bodaj dwóch rozpraw los firmy został przypieczętowany. Wojciech Morawski walczył o układ, przekonując, że jest dogadany z wierzycielami. 10 mln w gotówce miał obiecane od funduszu inwestycyjnego, banki były gotowe poczekać na pieniądze, podobnie jak inni wierzyciele. Porównywał swoją sytuację do rolników, którzy – gdy załamały się rynki wschodnie – otrzymali pomoc od państwa. On chciał tylko czasu na naprawę.

Są jednak fakty, które prezes Morawski przemilczał. Kłopoty firmy nie pojawiły się wraz z rozchwianą sytuacją ekonomiczno-polityczną na Ukrainie i w Rosji. Centrum dystrybucyjne było drogie i od początku poważnie obciążało rachunek Atlantica. Firma miała też kłopoty z płatnościami w galeriach handlowych. Dość powiedzieć, że z 60 własnych salonów w roku 2014, tuż przed upadkiem zostało jedynie 20. Jednym z większych wierzycieli była na przykład Galeria Kazimierz, w której mieścił się jeden z salonów.

Prezes Morawski od dawna był wrogiem publicznym organizacji walczących o prawa pracowników. Zarzucali mu na przykład żonglowanie formą zatrudniania, przerzucanie pracowników z jednej spółki do drugiej, by przez niezachowanie ciągłości zatrudnienia uniknąć konieczności przyjmowania na etat. Firma nie płaciła na czas, zaległości w pensjach sięgały kilku miesięcy. Kiedy więc Wojciech Morawski przedstawiał przed sądem plan restrukturyzacji, nie brzmiał wiarygodnie mówiąc, że z pracownikami chce się rozliczyć do końca roku. Mieliby przez następne kilka miesięcy pracować za darmo? A co z zaległościami? Upadłość firmy była więc na rękę byłym pracownikom. Dzięki temu dostaną swoje pieniądze poprzez Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Wielu ekonomistów i polityków zżymało się po decyzji sądu o upadłości Atlantica, mówiąc o tym, że „wygrała u nas kultura likwidacji”. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy Wojciech Morawski wykorzystałby daną mu szansę. Może tak, może nie. Skoro uwierzyli mu wierzyciele, banki i fundusz, dysponujący lepszymi księgowymi, niż sąd, można wierzyć, że tak. Uratowano by wtedy fajną polską firmę, z 20-letnią tradycją i o olbrzymiej wartości marketingowej. Wszak sam znak towarowy przedstawia wartość idącą w setki tysięcy czy miliony złotych. W badaniach znajomości marki plasuje się ona bardzo wysoko.

A z drugiej strony zadłużenie Atlantica było bardzo poważne. Zobowiązania firmy szacuje się na ok. 57 mln zł, zaś majątek spółki (zapasy w magazynach, znak towarowy oraz udziały w spółkach zależnych) to ok. 54 mln zł. Nic nie wiemy o tym, by jakiś zewnętrzny podmiot próbował kupić upadającą spółkę. A przecież powinna stanowić łakomy kąsek dla funduszy. Być może nie było ofert kupna, być może nie było oferty sprzedaży... Wojciechowi Morawskiemu niestety powinęła się noga, ale też nie wdrożył na czas programu naprawczego. Cóż, szkoda firmy, szkoda ludzi.

Dołącz do newslettera

Pozostałe artykuły - O tym się mówi

zobacz więcej

Data dodania: 30 listopada 2022
Polacy chcą żyć zdrowo, przedsiębiorcy mogą na tym zarobić
Data dodania: 28 września 2022
Analiza założeń do projektu ustawy o umowie franczyzy
Data dodania: 2 września 2022
Piękno i pieniądze
Data dodania: 12 lipca 2022
Pomysły na biznes w domu
Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram