
Jak narodził się pomysł na stworzenie marki A-EYE Gallery? Skąd inspiracja do oferowania tego rodzaju usług?
To był tak naprawdę przypadek, ale uwielbiamy tę historię. Dwa lata temu polecieliśmy z okazji Walentynek do Barcelony i spacerując uliczkami trafiliśmy na podobny lokal. I zakochaliśmy się w tej koncepcji od pierwszego wejrzenia 🙂
Od razu po wyjściu, z wydrukiem naszych tęczówek w ręce, zaczęliśmy szukać informacji o fotografii oka i to było niesamowite. Okazało się, że właściwie w każdym europejskim mieście są tego typu lokale, a w niektórych jak Barcelona, Paryż, Londyn po kilka-kilkanaście różnych lokali. Od międzynarodowych sieci franczyzowych po prywatne, małe studia. A w Polsce? W tamtym momencie były tylko 2 studia w Krakowie należące do międzynarodowej sieci. Już w tamtej chwili wiedzieliśmy, że to jest to. To, czego szukaliśmy. Oboje zajmowaliśmy się przez lata marketingiem, a oprócz tego prowadziliśmy największą w Polsce fundację pomagającą Powstańcom Warszawskim, ale jak wiadomo z tego nie da się wyżyć. Resztę pobytu spędziliśmy już na analizowaniu rynku i potencjału tego biznesu.
Jak wyglądały początki działalności?
Po powrocie z Barcelony postanowiliśmy w pierwszej kolejności znaleźć najlepszą możliwą lokalizację. Wiedzieliśmy, że to jest najważniejsze, żeby ten biznes się udał. I tutaj znowu okazało się, że mieliśmy dużo szczęścia. Na warszawskiej Starówce lokale się praktycznie nie zwalniają, ale akurat w styczniu, po kilku latach działalności, zamknął się mały salon optyczny. Stanęliśmy do licytacji i - mając już gotowy model finansowy - wygraliśmy. Potem trzeba było „tylko” opracować system.
Jakie były największe wyzwania na starcie?
Największym wyzwaniem było stworzenie systemu, który będzie gwarantował najlepszą jakość zdjęć, ale również pozwoli na skalowanie biznesu. Kluczowe było opracowanie automatyzacji procesów, dzięki którym dostarczymy niezapomnianych przeżyć i stworzymy piękny projekt, ale w czasie poniżej 10 minut - czyli tak jak największe sieci międzynarodowe. Zajęło nam to kilka miesięcy, współpracowaliśmy ze specjalistami z różnych dziedzin i udało się. Dopiero po tym, jak udało się stworzyć idealny produkt mogliśmy myśleć o kolejnych krokach.
Co wyróżnia A-EYE Gallery?
Tak jak wspomnieliśmy wcześniej: jakość i czas obsługi. Śledzimy rynek i widzimy, że powstaje coraz więcej lokali oferujących zdjęcia tęczówki oka. Jednak wiele z nich prezentuje taką jakość zdjęć, że aż czujemy zażenowanie i chętnie zaprosilibyśmy ich klientów do siebie. Ponadto nikt nie opracował formuły obsługi klientów bez rezerwacji. W dzisiejszych czasach oferowanie usług tego typu z rezerwacją na kilka dni czy tygodni wprzód to strzał w kolano. Klienci cenią spontaniczność. Chcą wejść do nas podczas randki i wyjść z unikalnym dowodem ich miłości i relacji w postaci obrazu. I po prostu wiemy, że miesiące naszej pracy nad automatyzacją i kilka bardzo nieoczywistych rozwiązań opłaciły się. Nasza konkurencja jest w stanie obsłużyć jedynie kilka par dziennie. Rezerwacje są często nieodwoływane, więc terminy przepadają. My nie mamy górnej granicy. W weekend walentynkowy ponad 170 par wyszło od nas z piękną pamiątką i niezapomnianym wspólnym przeżyciem.
Jak klienci przyjęli Wasze usługi?
Wystarczy spojrzeć na opinie w Google. Tylko przez pierwsze pół roku ponad 500 opinii 5-gwiazdkowych. Ale to co jest najpiękniejsze to pozytywne opinie na miejscu właściwie każdego dnia. Domyślamy się, że może to brzmieć jak tania reklama, ale zobaczyć swoje oczy w taki sposób to jest naprawdę wyjątkowe doświadczenie, w szczególności dla zakochanych. I nawet dzisiaj, kiedy mamy już zespoły pracowników w Warszawie i Wrocławiu, lubimy czasami sami usiąść na pół dnia i robić zdjęcia i pokazywać klientom, bo te zachwyty, emocje i komentarze to jest coś, co naprawdę daje pozytywnego kopa.
Czy A-EYE Gallery to marka o lokalnym charakterze, czy planujecie ekspansję?
Jeszcze rok temu nie pomyślelibyśmy, że tak szybko uda nam się dojść do takiego poziomu. Na razie skupiamy się na polskim rynku. Ale podczas każdej z naszych podróży odwiedzamy zagraniczne lokale oferujące zdjęcia tęczówki oka i widzimy, że w wielu miejscach moglibyśmy pobić konkurencję naszą jakością i obsługą klienta.
A dlaczego właśnie rozwój przez franczyzę?
Zdecydowaliśmy się na to z dwóch powodów. Po pierwsze nawet najlepszy i najbardziej rentowny biznes może upaść przez czynnik ludzki. Nie mamy jeszcze tak dużego doświadczenia w zarządzaniu ludźmi. Dlatego stawiamy na zrównoważony rozwój. Ale wiemy też, że jest to niesamowicie atrakcyjna nisza i chcemy zdobyć jak najszybciej znaczną część rynku.
Co oferujecie potencjalnym franczyzobiorcom?
Przede wszystkim pełne know-how, szkolenia wstępne i cykliczne, pełne wsparcie przez cały okres - w tym pracownika z centrali na pierwsze dni otwarcia do pomocy. Mamy też w planach rozwój naszej oferty: wprowadzenie biżuterii, zdjęcia oczu zwierząt, druki wielkoformatowe i kilka innych rozwiązań. Jednak celowo nie robimy tego od razu. Nasi klienci raczej nie są klientami powracającymi (ale zdecydowanie polecającymi!), dlatego rozwijając ofertę stopniowo mamy szansę na powtórną sprzedaż. Mamy też kilka pomysłów na rozwój sieci w przyszłości, ale nie będziemy tego na razie zdradzać.
Jaki jest koszt uruchomienia placówki A-EYE Gallery?
Całkowity koszt waha się od 120 do 140 tysięcy złotych w zależności od powierzchni lokalu i jego stanu. Opłata wstępna oraz sprzęt (fotograficzny, drukarka, komputer) i podstawowe wyposażenie to 105 tysięcy złotych brutto. Reszta to kwestia adaptacji lokalu. Jeden z naszych Franczyzobiorców wynajął lokal w Łodzi w idealnym stanie i jego całkowity koszt inwestycji nie przekroczył 110 tysięcy złotych. Ale zazwyczaj trzeba zakładać jakiś minimalny remont czy odświeżenie.
Czy to jest opłacalny biznes?
Nasz pierwszy lokal osiągnął zwrot z inwestycji w niecałe 5 miesięcy, ale otworzyliśmy go pod koniec września, więc jesienne miesiące były prawdopodobnie najsłabsze w skali roku. Drugi lokal we Wrocławiu prawdopodobnie pobije ten wynik. Dlatego też ograniczyliśmy liczbę potencjalnych lokalizacji dla franczyzy, bo chcemy też otworzyć jeszcze kilka punktów własnych.
Czym Wasz koncept wyróżnia się na tle innych firm usługowych?
Hmmmm, to jest właściwie bezkonkurencyjna usługa. Ludzie w dzisiejszych czasach szukają bardzo osobistych, spersonalizowanych i unikalnych pamiątek, czy pomysłów na randkę, rocznicę, ważne święta. Dlatego ten koncept cieszy się tak dużą popularnością i jest też bardzo viralowy.
Czy są jakieś innowacje technologiczne, które wprowadziliście w proces realizacji usług?
Tak, ale nie zdradzamy tego publicznie, bo to jest właśnie nasza przewaga, która pozwala łatwo skalować biznes w każdej lokalizacji.
Jak pozyskujecie klientów?
Oboje zajmowaliśmy się marketingiem, w szczególności w mediach społecznościowych, przez wiele lat. Głównie stawiamy na Instagrama i TikToka, ale oczywiście nie zapominamy również o SEO czy marketingu lokalnym. Jednak ten produkt sam w sobie ma ogromny potencjał marketingowy. Mamy wielu Klientów, którzy wracali już kilkukrotnie przyprowadzając swoich bliskich i znajomych na niespodziankę. Rekordzistka wykupiła w ciągu 2 miesięcy ponad 10 voucherów dla różnych przyjaciół.
Jaka była najbardziej zaskakująca lub trudna sytuacja, z jaką przyszło Wam się zmierzyć budując ten koncept?
Jedynie to, o czym już mówiliśmy. Czyli opracowanie systemu, który pozwoli skalować biznes. Poza tym to jedynie kwestie jak w każdym biznesie: inwestycje, rekrutacje, płynność finansowa.
Jakie są Wasze plany na rozwój w najbliższych latach?
Planujemy otworzyć lokale własne lub franczyzowe w każdym dużym mieście. Zaczęliśmy również współpracę przy organizacji imprez firmowych i wesel. Również w przypadku eventów każdy franczyzobiorca ma wyłączność na swój region.
Co Was najbardziej motywuje w prowadzeniu firmy?
Naszą największą motywacją jest poczucie, że to, co robimy, ma znaczenie — że nasza praca wywołuje emocje, buduje wspomnienia i daje ludziom coś naprawdę wyjątkowego. Przed założeniem A-EYE Gallery prowadziliśmy „Fundację Nie zapomnij o nas” wspierającą Powstańców Warszawskich, więc idea działania z sercem i odpowiedzialnością społeczną towarzyszy nam od zawsze. Zresztą od samego początku część zysków przeznaczamy na cele charytatywne. I tak jak już wspominaliśmy: emocje naszych klientów, ich wzruszenie i zachwyt napędzają do dalszej pracy. Dlatego po prostu lubimy dalej sami obsługiwać klientów, bo to daje nam siłę, by rozwijać się dalej.
Czy zawsze chcieliście być przedsiębiorcami, czy to był bardziej spontaniczny wybór?
Po kilku latach prowadzenia Fundacji - gdzie przecież też trzeba pozyskiwać środki na realizację projektów, prowadzić kampanie marketingowe, zarządzać ludźmi - czuliśmy się wypaleni. Szczególnie, że oprócz tego oboje cały czas braliśmy zlecenia zawodowe związane z marketingiem. Prowadzenie Fundacji, wbrew powszechnej opinii, że jest to piękne i szlachetne, jest tak naprawdę bardzo stresujące i wyczerpujące. Dlatego od dłuższego czasu szukaliśmy kolejnego ciekawego projektu i trafienie na ten koncept podczas podróży było zrządzeniem losu.
Czego można Wam życzyć w najbliższym czasie?
Wakacji! 🙂 Teraz rozumiemy, że pewnie każdy przedsiębiorca o tym marzy.
Dziękuję za rozmowę
Andrzej Krawczyk
Dołącz do newslettera
Ważne linki
Na skróty
Katalog franczyz
Kwoty inwestycji