
Prowadzenie gospodarstwa rolnego w Polsce i Europie wiąże się dziś z coraz większym ryzykiem finansowym. Jak alarmują przedstawiciele producentów rolnych, kluczowym problemem sektora przestały być wyłącznie sezonowe wahania cen skupu. Doszło do trwałego zachwiania relacji między wysokimi kosztami produkcji a końcowymi przychodami. W efekcie dla wielu gospodarstw to nie bezpośrednia sprzedaż płodów rolnych, lecz dopłaty unijne oraz krajowe instrumenty publiczne stały się podstawowym elementem stabilizującym budżet.
Presja kosztowa, z którą mierzą się rolnicy, jest niezwykle silna. Najlepiej obrazują to oficjalne kalkulacje Wielkopolskiej Izby Rolniczej (WIR) opracowane za kwiecień 2026 roku. Dane te uwzględniają większość realnych obciążeń ekonomicznych, w tym amortyzację sprzętu:
– Rentowność gospodarstw jest dzisiaj bardzo mocno zachwiana. Szczególnie widać to w kalkulacjach prowadzonych przez Wielkopolską Izbę Rolniczą, z których wynika, że od kilku sezonów nie zarabiamy na produkcji zbóż – mówi Mateusz Stankiewicz, ekspert Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych. – Dziś to przede wszystkim kwestia skali pozwalającej obniżać koszty determinuje nadwyżkę finansową, którą gospodarstwo jest w stanie wypracować. Pewną rolę stabilizacyjną pełnią instrumenty wspólnej polityki rolnej, jednak konieczna jest praca nad stworzeniem mechanizmów, które przywrócą rentowność sektora.
Problem drastycznego spadku opłacalności nie ogranicza się wyłącznie do polskiego rynku. Z danych Eurostatu wynika, że w 2024 roku realny dochód z działalności rolniczej w przeliczeniu na pełnozatrudnionego w całej Unii Europejskiej wzrósł średnio zaledwie o 0,6 proc. (w ujęciu rok do roku). W tym samym czasie w Polsce odnotowano spadek o 1,3 proc. Podobne tendencje spadkowe dotknęły również innych kluczowych producentów żywności w UE, m.in. Francję, Niemcy, Rumunię oraz Holandię.
Eksperci wskazują jednak, że poszczególne rynki wewnętrzne reagują na kryzys w różny sposób. Dobrym przykładem są Włochy, gdzie silny popyt wewnętrzny oraz gigantyczny ruch turystyczny napędzają konsumpcję. Tamtejsze rolnictwo opiera się na małym, lokalnym przetwórstwie, które w takich realiach radzi sobie znacznie lepiej. W Polsce struktura rynku jest zupełnie inna, co wymaga wypracowania nowych form równowagi między producentami a potężnymi sieciami handlowymi.
Zdaniem producentów klucz do poprawy sytuacji leży w sprawiedliwszym podziale zysków w całym łańcuchu dostaw. Obecne dysproporcje są dla rolników krzywdzące – przykładowo ziemniaki są sprzedawane w skupie za kilkadziesiąt groszy za kilogram, podczas gdy konsument w sklepie musi zapłacić za nie 2–2,50 zł.
Wzmocnieniem pozycji rolników od lat zajmuje się Komisja Europejska. Unijna dyrektywa bezwzględnie zakazuje 16 nieuczciwych praktyk handlowych. Z raportów KE wynika, że w 2023 roku w państwach członkowskich wszczęto około 1500 postępowań dotyczących nadużyć, z czego 17 proc. zakończyło się nałożeniem kar. Najwięcej naruszeń wykryto na poziomie detalicznym. W Polsce nadzór nad tym obszarem sprawuje UOKiK, a za nieuczciwe wykorzystywanie przewagi kontraktowej grozi kara do 3 proc. rocznego obrotu firmy.
W celu zwiększenia transparentności Bruksela uruchomiła unijne obserwatorium łańcucha rolno-spożywczego (AFCO), które monitoruje ceny, koszty oraz podział marż „od pola do stołu”. Trwają także zaawansowane rozmowy nad kształtem Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) po 2027 roku. Komisja zaproponowała, aby w nowym budżecie zabezpieczyć co najmniej 300 miliardów euro bezpośrednio na wsparcie dochodów rolników oraz zarządzanie kryzysowe.
Jedną z metod radzenia sobie z dyktatem cenowym pośredników jest skracanie łańcucha dostaw. W Polsce prężnie rozwija się Rolniczy Handel Detaliczny (RHD), który pozwala rolnikom na legalne przetwarzanie i sprzedaż własnych produktów bezpośrednio konsumentom końcowym pod nadzorem inspekcji sanitarnych i weterynaryjnych.
Choć ceny w gospodarstwach bywają znacznie atrakcyjniejsze niż na półkach supermarketów, dla całego sektora sprzedaż bezpośrednia wciąż stanowi jedynie uzupełnienie dochodów, a nie rozwiązanie systemowe.
– W swoistym trójkącie – rolnicy, sektor zakupowy i państwo – potrzebne jest wsparcie regulacyjne, które unormuje relacje między rolnikami, pośrednikami a handlem. Dziś praktycznie każdy, kto porównuje ceny u rolnika i w sklepie, zadaje sobie pytanie, z czego wynika tak duża różnica – zwraca uwagę Mateusz Stankiewicz. – Mamy propozycje dotyczące lokalnych półek czy większego korzystania z produktów wytwarzanych lokalnie, ale do tego potrzebna jest zgoda i zaangażowanie wszystkich stron. Bez wspólnego działania nie uda się trwale poprawić sytuacji dochodowej gospodarstw.
Dołącz do newslettera
Pozostałe artykuły - Aktualności
Ważne linki
Na skróty
Katalog franczyz
Kwoty inwestycji