Byli franczyzobiorcy oskarżają Sweet Gallery

Data dodania: 5 września 2025
Punkt franczyzowy Bafara Kebab

Sweet Gallery to firma oferująca takie koncepty franczyzowe, jak Lodolandia, Kołacz na okrągło czy Bafra Kebab oraz Good Chicken. Rozwija też sieć Beef Bus. Na papierze oferty franczyzowe firmy wyglądają niezwykle obiecująco. Wystarczy naprawdę niewielki wkład, by móc prowadzić własną działalność w leasingowanej przyczepie i sprzedawać kołacze, lody czy kebaba albo smażone kurczaki. Udało nam się porozmawiać z kilkorgiem byłych franczyzobiorców firmy, którzy przekonują, iż rzeczywistość nie jest różowa.

Pojawiają się zarzuty o brak informacji, wydumane opłaty, niespodziewanie wysokie marże i po prostu wykorzystywanie franczyzobiorców. Kilka osób cytowało wręcz prezesa firmy Marcina Olesiaka, który miał zapowiadać “odcinanie tlenu”, czyli finansowania, niesfornym franczyzobiorcom.

Zbuntowani biorcy franczyzy doszli już do takiego momentu, że o praktykach firmy powiadomili UOKiK, prokuraturę i inne organy. Oto co zarzucają franczyzodawcy.

Zarzut 1: koszty otwarcia

Kiedy patrzymy na oferty franczyz Sweet Gallery rzucają się w oczy stosunkowo niskie kwoty wejścia w biznes. Już od 10 tysięcy, 15 tysięcy złotych - czytamy. Oczywiście kluczem jest fraza “od”, ale ona i tak jest mało realna.

To jest nieprawda. Jeśli przyczepa gastronomiczna kosztuje 200 tysięcy złotych, to na sam leasing trzeba na początek wpłacić 20 procent, czyli 40 tysięcy. Dodajmy do tego zatowarowanie, pierwszy czynsz za miejsce plus dwumiesięczna kaucja. I nagle się robi z tego 60 tysięcy. A przecież zdarza się tak, że po podpisaniu umowy okazuje się, że… przyczepy jeszcze nie ma. A leasing trzeba płacić, chociaż nie ma na czym zarabiać - mówi w rozmowie z  nami Maciej Maciejewski, były franczyzobiorca firmy.

Dodaje, że franczyza jest reklamowana jako biznes o niskim pułapie wejścia. W rzeczywistości przedsiębiorcy bez poduszki finansowej mogą sobie nie poradzić. Z informacji, które nam przekazuje wynika, iż mnóstwo franczyzobiorców jest zadłużonych.

Maciejewski opowiada o tym, że wśród osób, które przejechały się na franczyzie, robił zrzutkę na prawnika. Okazało się, że wielu ludzi nie jest w stanie wysupłać 200 złotych na pomoc prawną.

“Koszty wejścia we franczyzę Sweet Gallery zaczynają się od 10 000 zł. Jednak ostateczna kwota  zależy od czynników niezależnych od nas. W szczególności dotyczy to kosztów leasingu, gdzie kluczowe znaczenie ma historia kredytowa przedsiębiorcy i staż działalności potencjalnego franczyzobiorcy. W przypadku, gdy kandydatowi brakuje takiej historii banki i firmy leasingowe mogą wymagać wkładu własnego w wysokości 30-40 tys. zł” - czytamy w odpowiedzi na pytania, jakie zadaliśmy przedstawicielom Sweet Gallery.

“Jest to jednak kwota zupełnie niezależna od nas i można ją poznać dopiero po rozpatrzeniu wniosku złożonego do instytucji finansowej przez przedsiębiorcę” - dodają.

Zarzut nr 2: nierealny biznesplan

Wiem, że pod kreską są ci, którzy wybrali Bafrę Kebab. Są franczyzobiorcy, którzy przez rok nie widzieli żadnych zysków. Moim zdaniem franczyzodawcy z pełną świadomością, intencjonalnością, chodziło o pozyskanie pieniędzy od franczyzobiorcy. Wiedział, że ten franczyzobiorca nie zarobi. Od byłych pracowników firmy, dowiedziałem się, że zakładali się oni, ile czasu wytrzyma przedsiębiorca w danej lokalizacji. Zakładali się na terminy od trzech miesięcy do roku. Rok to było w ich warunkach bardzo długo - mówi nam Michał Filipek, były franczyzobiorca Sweet Gallery.

Maciej Maciejewski zapewnia, że zebrał już grupę 60 franczyzobiorców, którzy pracują nad złożeniem zawiadomienia do prokuratury o nieuczciwych działaniach franczyzodawcy.

Dodaje, że w grupie poszkodowanych są osoby, które straciły 50-80 tysięcy złotych, są i tacy, którzy są pod kreską na 200 tysięcy. Maciejewski i Filipek podają też przykład jednego z kolegów, który prawdopodobnie z powodu długów targnął się na swoje życie.

Chłopak przez rok nie miał chyba miesiąca, w którym wyszedłby na plus. Zapożyczał się u wielu osób, żeby finansować biznes. Nie udało się - opowiada Michał Filipek.

Kilka osób wyjechało za granicę, uciekając przed długami - dodaje.

Rodzi się jednak pytanie: dlaczego przedstawiane przez franczyzodawcę biznesplany są tak dalekie od rzeczywistości?

Franczyzobiorcy Bafry czy Good Chicken, żeby wyjść z kosztami na czysto, muszą mieć obroty około 55 tysięcy złotych. To w wielu miejscach jest po prostu nierealne - wskazuje Maciejewski. Dodaje, że zna przykład, gdzie koszty stałe miały wynosić ok. 15 tysięcy złotych miesięcznie, finalnie okazały się dwa razy wyższe.

Michał Filipek stawia tezę, że w pewnym momencie franczyzodawcy przestało zależeć na franczyzobiorcy i towarze, a szło o to, żeby sprzedać mu przyczepę, dać go nawet na niedochodową lokalizację.

W odpowiedzi przedstawicieli Sweet Gallery na pytanie dotyczące realności biznesplanów czytamy, że jej przedstawiciele “sami zaczynali od prowadzenia kilku punktów gastronomicznych, a Sweet Gallery ma dzisiaj ponad 350 punktów własnych”.

“Na podstawie uśrednionych kosztów u naszych franczyzobiorców i punktów własnych jest przygotowany ramowy biznes plan, który zainteresowani otrzymują w momencie rozpoczęcia prac nad swoim biznesplanem” - piszą, nie odnosząc się w pełni do istoty problemu.

Zarzut nr 3: zawyżanie kosztów

Na to narzeka wielu franczyzobiorców, którzy zapewniani byli, iż otrzymają doskonały produkt w świetnej cenie. Rzeczywistość okazała się inna. Franczyzobiorcy nie muszą płacić procentu od obrotu lub dochodu, zobowiązani są jednak zaopatrywać się u franczyzodawcy. I widzą, że zapewnienia o świetnych cenach nijak się mają do rzeczywistości. W teorii dawca franczyzy powinien kupować hurtowe ilości półproduktów i móc zarabiać na przykład na upustach. Jako duży odbiorca ma bowiem niższe ceny, niż mniejsi przedsiębiorcy.

Okazuje się jednak, że ceny produktów są często o wiele wyższe, niż w tzw. detalu.

Podam panu przykład zwykłej Nutelli. W Kauflandzie, Biedronce, wszystkich podobnych sklepach słoik kosztuje ok. 12 złotych. A Sweet Gallery sprzedawało go nam po… 22 złote - mówi Maciej Maciejewski.

Inny franczyzobiorca, pragnący zachować anonimowość, opowiada nam, że on i jego znajomi po prostu kombinują, by wyjść na zero. Kupują te same produkty w hurtowniach na własną rękę i przesypują lub przelewają do opakowań dostarczanych przez franczyzodawcę. Robią tak z towarami, które mogą bez problemu kupić na rynku. Różnice w cenach są olbrzymie.

Ludzie wiedzą, z jakiej firmy Sweet Gallery bierze na przykład mieszanki do lodów. Wiedzą też, kiedy przychodzą do nich kontrole. Więc w te dni, kiedy kontrolerzy na pewno się nie zjawią, robią lody z mieszanek, które sami kupują. Albo przerzucają je do starszych opakowań. Niezgodne z umową? A czy zgodne z umową jest to, że olej czy frytura (ta sama!) kosztuje w Makro ok. 100 złotych, a franczyzobiorca musi to kupować za 200 zł? Naprawdę trudno się tym ludziom dziwić - opowiada.

Dodaje, że na przykład mieszanki do lodów konkretnej firmy kosztują u franczyzodawcy ok. 30 proc. więcej, niż w hurtowniach. A duży odbiorca, jakim z pewnością jest Sweet Gallery jest w stanie uzyskać ceny o wiele niższe, niż zwykła hurtownia. Zarobek jest więc podwójny.

W korespondencji z nami przedstawiciele Sweet Gallery podkreślają, że firma nie pobiera prowizji od obrotu. “Sweet Gallery generuje przychody z takich źródeł jak: opłata franczyzowa, sprzedaż towaru, sprzedaż przyczep, usługi transportowo-serwisowe. Wszystkie powyższe ceny oraz opłaty są rynkowe i konkurencyjne, jeżeli zostaną porównane do produktów o tej samej jakości”.

Zarzut nr 4: lokalizacje

To osobny i bardzo szeroki temat. Okazuje się, że nie można po prostu iść do franczyzodawcy i powiedzieć “Mam dobre miejsce, chcę tu postawić przyczepę”.

Michał Filipek związał się w 2020 roku z Lodolandią i Kołaczem na Okrągło. Opowiada, że koszty założenia biznesu okazały się o wiele wyższe od zakładanych, ale mu na tym zależało, więc się zdecydował.

Z jego słów wynika, że wtedy tzw. komercjalizatorzy Sweet Gallery oceniali potencjał lokalizacji w pięciopunktowej skali. Jeśli dana lokalizacja uzyskała ocenę niższą niż 3,5, nie była brana pod uwagę. Teraz ponoć stawia się nawet na “dwójkach”.

Ale nawet nie to jest najdziwniejsze. Otóż franczyzobiorca nie może sam wynająć nawet dobrego punktu. Pośrednikiem jest nawet nie Sweet Gallery, ale inna powiązana spółka - Maseko. Z naszych rozmów z franczyzobiorcami wynika, że pobiera one nieraz słone prowizje. No i franczyzodawca niejako “rezerwuje” sobie miejsca.

Czyli jeśli w przyszłości zrezygnuję z franczyzy, nie mogę już stać w tej lokalizacji, bo nie jest moja. To przecież oni mają umowę z centrum handlowym. Z tego co widzę, w Częstochowie pod centrum handlowym M1 od 2017 roku stoi już piąty franczyzobiorca - opowiada Maciej Maciejewski.

Ze słów Michała Filipka wynika, że teoretycznie franczyzobiorca ma możliwość zawarcia umowy dzierżawy gruntu z właścicielem na przykład centrum handlowego. W praktyce jest to niemożliwe. Na dodatek czynsz płacony spółce powiązanej jest o wiele wyższy, niż gdyby umowę zawrzeć bezpośrednio z centrum handlowym

Na swoim przykładzie wiem, że galeria brała od Maseko 2 tysiące złotych, a Maseko ode mnie już 4 tysiące złotych. I te koszty się nagle dublują, inne też wychodzą większe, z całego biznesplanu wychodzi guzik - dodaje Maciej Maciejewski.

Mam kolegę, który znalazł sobie fajną lokalizację w jednym z dużych miast. Wskazał, że tam chciałby prowadzić punkt, ale dowiedział się, że to niemożliwe. A potem zobaczył, że firma sama postawiła tam przyczepę. Owszem, był mocno wzburzony - mówi nam jeden z franczyzobiorców.

Przedstawiciele Sweet Gallery pytani przez nas o Maseko, tłumaczą, że jest to “wyspecjalizowana firma zajmująca się wyszukiwaniem, pozyskiwaniem, wynajmowaniem i administrowaniem lokalizacjami”. Wystartowała na początku działalności Sweet Gallery. “Warto dodać, że franczyzobiorca może samodzielnie pozyskać lokalizację we własnym zakresie” - piszą nam przedstawiciele Sweet Gallery.

Dodają, że “celem funkcjonowania Maseko jest ułatwienie procesu pozyskiwania atrakcyjnych lokalizacji dla franczyzobiorców”. I że spółka nakłada “jedynie marżę operacyjną, która ma na celu pokrycie kosztów jej funkcjonowania”.

Podkreślają, że “nie jest to spółka nastawiona na generowanie zysku, co łatwo sprawdzić w KRS. W 2023 roku spółka miała 16 mln zł obrotów i tylko 8000 zł zysku. W 2024 roku natomiast 20,5 mln obrotów i 85 000 zł zysku”. Faktycznie, w sprawozdaniu finansowym za 2023 rok wpisany jest przychód w wysokości 16,5 mln zł (czyli pieniądze od franczyzobiorców) i wydatek ponad 11 mln zł na “usługi obce”. Po stronie kosztów widnieje też prawie 4,5 mln zł podpisane jako “zużycie materiałów i energii” (przy braku środków trwałych). Na wynagrodzenia w spółce poszło wtedy zaledwie 12 tys. zł.

Zarzut nr 5: jakość produktu

Co do półproduktów zdania są podzielone. O ile w przypadku lodów dostarczane franczyzobiorcom towary pochodzą od renomowanych producentów, o tyle w przypadku mięs i kołaczy pojawiają się narzekania.

Jak mówi nam Maciej Maciejewski, w jego przypadku problemem były wadliwe mieszanki do produkcji kołaczy.

Znaczną ilość po prostu musiałem wyrzucać do kosza, bo nie chciałem sprzedawać niesmacznych, niedobrych kołaczy - tłumaczy. Dodaje, że w jego przypadku był to ostateczny powód do wyjścia z franczyzy Sweet Gallery.

Inny franczyzobiorca opowiada nam, że wiele osób ma problemy z mięsem. Sweet Gallery ma w ofercie franczyzy Good Chicken i Bafra Kebab. W kurczakach kłopotem są czasem pióra.

Wiem, że jeden z franczyzobiorców miał problemy z Sanepidem, bo okazało się, że franczyzodawca w tzw. hacapie nie napisał co zrobić, jeśli skrzydełka będą z piórami. To są rzeczy, których na mrożonce nie widać, ale wychodzą po usmażeniu. Ale problem z piórami jest. Jest też z kebabami, bo franczyzobiorcy sami widzą, że przyjeżdża do nich mięso słabej jakości. No bo jak inaczej określić sytuację, gdy z 7 kilo odparowuje podczas obróbki tyle, że gotowego produktu zostaje 4 kilo? - pyta.

Zarzut nr 6: zmuszanie do kupna kolejnych przyczep

Jak zgodnie opowiadają Filipek i Maciejewski, Sweet Gallery wymuszało na nich kupno kolejnych przyczep pod groźbą zerwania dotychczasowych umów. Maciejewski w ten sposób dorobił się przyczepy Bafra Kebab, choć jej nie chciał. Twierdzi, że jeden z prezesów firmy, Marcin Olesiak, zobowiązał się odkupić ją po trzech miesiącach. Nie zrobił tego.

Kolejną przyczepę musiał też “kupić” Michał Filipek. Obaj twierdzą, że o konieczności otwarcia kolejnego punktu franczyzodawcy dowiadują się nagle i są im wyznaczane terminy nawet kilku- czy kilkunastodniowe. Filipek dodaje, że takiego warunku nie ma w umowie franczyzowej, ale franczyzodawca kompletnie się tym nie przejmuje.

Zdarzały się też przypadki, gdy - jeśli franczyzobiorca odmawiał - jego przyczepy były po prostu odholowywane, a jego miejsce zajmowane przez kogoś innego.

Sweet Gallery miało też przymuszać franczyzobiorców do wymiany przyczep na nowe, lub ich “unowocześnienia”. Rzekomo były nieestetyczne i nie podobały się dyrekcjom centrów handlowych, pod którymi stały. Po negocjacjach franczyzodawca czasem żądał “jedynie” rebrandingu przyczepy za kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Firma w korespondencji z nami przyznaje jedynie, że “zdarzały się sytuacje”, kiedy “spółka lub zarządca terenu wymagał remodelingu punktu sprzedaży”. Ale “w większości spowodowane to było nieakceptowalnym stanem estetycznym i technicznym”. Dodają, że jeśli franczyzobiorca jest z nimi 10 lat, to “po takim okresie działania przyczepa będzie wymagała remodelingu – zmian o charakterze technicznym i estetycznych”.

Piszą też, że “wynajmujący powierzchnie (np. galerie handlowe) mają bardzo wysokie wymagania, co do estetyki punktów znajdujących się na ich terenie i zwyczajnie nie wyrażają zgody na postawienie przyczepy nie spełniającej tych standardów”. No i dodają, że po zmianie przyczepy na nową, w tym samym punkcie można wykręcić obroty o ”80-100%” większe.

Zarzut nr 7: przesadzanie ze skalą biznesu

Maciejewski twierdzi też, że Sweet Gallery znacznie przeszacowuje liczbę swoich punktów.

Firma twierdziła, że ma 250 punktów z kołaczem. Na spotkaniu poprosiłem o podanie lokalizacji. Podjechałem do kilku: nic tam nie było. Moim zdaniem tych punktów w tym momencie było zaledwie kilka w całym kraju. Z Bafrą Kebab ja byłem chyba 10. A mówili, że mają ich już 50. Moim zdaniem oni liczą sprzedane przyczepy. Również te, których teraz pełno jest w serwisach ogłoszeniowych, jak OLX… - mówi były franczyzobiorca.

“Cała sieć Sweet Gallery, obejmująca wszystkie nasze marki liczy ponad 1000 aktywnie działających punktów gastronomicznych w różnych lokalizacjach na terenie całej Polski oraz Rumuniii. (...) Lodolandia to ponad 400 punktów prowadzonych przez franczyzobiorców i ok. 180 własnych, Bafra Kebab to ponad 300 punktów  franczyzobiorców i ok. 50 własnych,  Good Chicken to odpowiednio 9 franczyz i 3 punkty własne, Kołacz na Okrągło ok. 80 franczyz i 120 punktów własnych. Beef Bus jako nowa marka to 2 punkty własne” - czytamy w informacji przesłanej nam przez Sweet Gallery.

A co się stanie, jeśli porówna się te liczby z podawanymi wcześniej? Jesienią 2023 roku “Puls Biznesu” pisał: “Dziś pod szyldem Lodolandii działa w sezonie 450 punktów. Bafra zrobiła się niemal równie duża – jest w niej prawie 370 punktów. 100 punktów działa jako Kołacz na Okrągło, w sieci jest też ok. 50 placówek z lodami rzemieślniczymi pod szyldem Sigelato”. Wychodzi, że wtedy Sweet Gallery miała 970 punktów, dziś ponad 1140. Czyli niecałe 200 więcej. Jednocześnie jesienią 2024 informowała, że od stycznia do września otworzyła 316 nowych punktów, w tym 159 pod marką Bafra Kebab. Tymczasem liczba punktów Bafra od 2023 roku nie wzrosła, ale spadła.

Czy da się na tym zarobić?

Maciejewski i Filipek dodają, że jest oczywiście grupa franczyzobiorców, która wychodzi na swoje i zarabia. Ich zdaniem jest to jednak zdecydowana mniejszość. Wraz z przynajmniej kilkudziesięcioma innymi osobami przygotowują zawiadomienia do prokuratury i innych organów.

Na pytanie o rotację franczyzobiorców przedstawiciele spółki nie odpowiedzieli, twierdząc jedynie, że większość jest z nimi od wielu lat i wielu otworzyło kolejne punkty. Nie komentują zapowiedzi złożenia doniesienia do prokuratury, ale zapewniają, że w razie czego udzielają franczyzobiorcom wsparcia.

“Zawsze zachęcamy naszych franczyzobiorców do otwartego zgłaszania problemów oraz zastrzeżeń po to, by wspólnie znaleźć rozwiązania” - piszą.

To “metoda na franczyzę”, tak jak “metoda na wnuczka”. Złapać jelenia i wycisnąć z niego ostatnie soki. Jak to prezes Marcin Olesiak mówi, odciąć tlen. Czyli odciąć od finansowania, żeby franczyzobiorca nie miał w ogóle nic - mówi ostro Maciej Maciejewski.

Tu zarabia tylko franczyzodawca, jeśli franczyzobiorcy powinie się noga, a w 99 procentach, śmiem twierdzić, że tak właśnie jest, to franczyzodawca Sweet Gallery nie traci ani jednej złotówki - dodaje.

Opowiada, że w pewnym momencie dowiedział się, że z tuzina franczyzobiorców Good Chicken, aż 9 było pod kreską na co najmniej 50 tysięcy. Jednocześnie franczyzodawca ciągle reklamował sieć jako wspaniały pomysł na własny biznes.

Znam naprawdę kilkadziesiąt takich osób, że właściwie to powinny siedzieć pod Jasną Górą z kubeczkiem i żebrać po prostu, bo do tego doprowadzili ci panowie z zarządu - dodaje.

Konrad Bagiński

Dołącz do newslettera

Copyright © ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Antygen.pl  Skład magazynu Franczyza & Biznes: Aera Design