Co czwarty dorosły Polak nie ma sieciowego marketu budowlanego w zasięgu 15 minut jazdy

Data dodania: 24 października 2026
Kategoria:
Bricomarche rozwija sieć

Choć trzy czwarte dorosłych Polaków może dojechać samochodem do sieciowego sklepu z materiałami remontowo-budowlanymi w kwadrans, aż 7,7 mln osób wciąż pozostaje poza tym zasięgiem. Z analizy firmy dataplace.ai, która objęła ponad tysiąc placówek należących do dziesięciu czołowych sieci DIY w Polsce, wynika, że dostępność infrastruktury jest silnie zróżnicowana regionalnie. Najtrudniejsza sytuacja panuje na ścianie wschodniej, podczas gdy na zurbanizowanym Śląsku sklepy są blisko, ale obsługują rekordową liczbę klientów.

Regionalne dysproporcje w dostępności sieciowych sklepów DIY

Czas dojazdu do placówki budowlanej ma kluczowe znaczenie ze względu na gabaryty kupowanych towarów, konieczność transportu autem oraz fakt, że pojedynczy remont wymaga zwykle wielokrotnych wizyt w sklepie. Na poziomie ogólnokrajowym 74,9 proc. dorosłych mieszkańców ma sieciowy sklep w zasięgu 15 minut jazdy autem, jednak średnia ta zaciera głębokie kontrasty między poszczególnymi województwami.

Odsetek dorosłych mieszkańców poza 15-minutowym zasięgiem dojazdu:

  • Województwo podlaskie i lubelskie: ponad 37 proc. mieszkańców bez szybkiego dojazdu do sieciowego sklepu,
  • Województwo opolskie: 35,6 proc. osób poza zasięgiem,
  • Województwo warmińsko-mazurskie: 32,9 proc. mieszkańców bez pobliskiej placówki,
  • Województwo dolnośląskie: 21,9 proc. osób bez szybkiego dojazdu,
  • Województwo mazowieckie: 20,7 proc. mieszkańców poza kwadransem jazdy,
  • Województwo śląskie: najniższy odsetek w kraju wynoszący 14,9 proc.

Krajowy rekord odległości odnotowano w podlaskiej gminie Gródek, gdzie z najdalej położonego punktu zamieszkanego do najbliższego sklepu sieciowego jest aż 42,4 km w linii prostej.

Z kolei na Śląsku bliskość placówki nie oznacza braku miejsca na rynku – na jeden sklep przypada tam średnio aż 39 tys. dorosłych mieszkańców, co jest najwyższym wynikiem w Polsce. Dla porównania w województwie lubuskim wskaźnik ten wynosi zaledwie 16,9 tys. osób na placówkę.

– Na poziomie kraju rynek wygląda na dobrze obsłużony: trzy czwarte dorosłych Polaków ma sklep jednej z dziesięciu badanych sieci w zasięgu kwadransa jazdy samochodem. Ta średnia ukrywa jednak bardzo różne realia – mówi Tomasz Władziński, współzałożyciel dataplace.ai.

Dwa formaty rynkowe: wielkie markety kontra sklepy sąsiedzkie

Polski rynek budowlany dzieli się na dwa podstawowe modele: wielkopowierzchniowe hale zlokalizowane przy trasach szybkiego ruchu i parkach handlowych oraz mniejsze formaty sąsiedzkie, reprezentowane głównie przez sieci PSB Mrówka i Bricomarché.

Możliwości wyboru formatu w zasięgu 15 minut jazdy samochodem:

  • Wyłącznie format sąsiedzki: ma w swoim zasięgu 29,8 proc. dorosłych,
  • Oba formaty jednocześnie: dostęp do wyboru ma 22,7 proc. konsumentów,
  • Wyłącznie market wielkopowierzchniowy: w zasięgu 22,0 proc. badanych.

Formaty te różnią się natężeniem ruchu pieszego i kołowego. W promieniu 250 metrów od typowego hipermarketu budowlanego przemieszcza się w ciągu doby ponad 26 tys. osób – trzykrotnie więcej niż wokół sklepu sąsiedzkiego. Format lokalny wygrywa jednak gęstością sieci. Mniejsze placówki działają w 324 z 380 powiatów w Polsce i skupiają 51,4 proc. całkowitego potencjału zakupowego badanego sektora. W ujęciu poszczególnych marek największe udziały w potencjale rynkowym generują PSB Mrówka (26,6 proc.) oraz Bricomarché (19,2 proc.).

Walka o najbliższego klienta i ryzyko kanibalizacji sieci

Analiza lokalizacyjna dowodzi, że wyniki finansowe placówki DIY zależą niemal wyłącznie od jej bezpośredniego sąsiedztwa. Połowa klientów sklepów sąsiedzkich mieszka w promieniu zaledwie 3,2 km, a co piąty ma do punktu mniej niż kilometr. W przypadku marketów wielkopowierzchniowych dystans ten dla połowy kupujących wynosi do 4,6 km.

Wobec przyspieszającej ekspansji – Bricomarché zapowiada osiągnięcie 400 placówek do 2030 roku, a Grupa PSB celuje w tysiąc sklepów do 2028 roku – nowe otwarcia w mniejszych miejscowościach stają się operacyjnym wyzwaniem. Każda kolejna lokalizacja wchodzi w bezpośrednią rywalizację nie tylko z konkurencją, ale także z placówkami własnej sieci.

– Widzimy, że wraz z liczbą otwarć rośnie stawka każdego z nich, a oczywistych lokalizacji jest coraz mniej. Nowy sklep musi odnaleźć się na konkurencyjnym rynku i jednocześnie bezpośrednio wpływa na wyniki punktów, które sieć już prowadzi. Rynek DIY ma jeszcze przestrzeń do wzrostu, ale coraz mniej jej tam, gdzie widać ją gołym okiem – podsumowuje Tomasz Władziński.

Dołącz do newslettera

Copyright © ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Antygen.pl  Skład magazynu Franczyza & Biznes: Aera Design