Franczyza w handlu - 2016

Autor: Redakcja
Data dodania: 1 września 2016
Kategoria:
Foto: Franczyza&Biznes
Na handlu można zarobić

Dla polskiego handlu rok 2016 może być przełomowy. Z jednej strony rynek wydaje się być ustabilizowany, ale tak naprawdę zachodzą na nim ciekawe, zarówno przypominające ruchy tektoniczne, jak i erupcje wulkanów, procesy.

Pierwszym jest nieustanna i konsekwentna ekspansja dyskontów. Przeszły one bardzo długą drogę i obecnie pogryzają korzenie wielu innym rodzajom sklepów. Pamiętacie pierwsze dyskonty na polskim rynku? Towar z palet, walająca się wszędzie folia z opakowań, duże paczki jedzenia, podstawowe produkty w porażająco niskich cenach i niekoniecznie najwyższej jakości. Dziś w Biedronce czy Lidlu można kupić ośmiorniczki, foie gras, buty, marynarki czy odzież sportową. Śmiało wchodzą więc w rewiry zarezerwowane dla supermarketów i sklepów specjalistycznych.

Nieco gorzej radzą sobie supermarkety, głównie z powodu braku odpowiednich miejsc pod nowe lokalizacje – w końcu galerii handlowych rocznie powstaje kilkanaście lub „małe kilkadziesiąt”. Korzystają na tym sieci mniejszych sklepów – nazwijmy je „osiedlowymi”. 

SIECI Z ARTYKUŁAMI SPOŻYWCZYMI

Ćwierć biliona złotych - tyle mniej więcej wart jest rynek artykułów spożywczych w Polsce. To olbrzymia suma, którą co roku zostawiamy w sklepach, na targowiskach i innych miejscach handlu. Rynek jest więc duży, ale wcale nie zdominowany - jak głoszą mity - przez wielkie, zagraniczne koncerny z sieciami sklepów. Owszem, są one bardzo poważnym i widocznym graczem, ale liczba polskich sieci i  sklepów jest znacznie wyższa. Obrotów też nie muszą się wstydzić. Na polskim rynku działa blisko setka poważnych – posiadających przynajmniej kilkadziesiąt sklepów – firm.

Na liście liderów znajdują się:

NAZWA / WŁAŚCICIEL / NARODOWOŚĆ / PRZYCHÓD ROCZNY
Biedronka (Jeronimo Martins, Portugalia) 9,2 mld € (ok. 40,5 mld zł po obecnym kursie) przychodu w roku 2015
ABC, Delikatesy Centrum, Lewiatan, Groszek, Euro Sklep (Eurocash, Polska) ok. 20,3 mld zł. Do wyników Eurocashu wlicza się też 9,3 mld zł obrotu PSH Lewiatan.
Tesco (Wielka Brytania) ok. 11,2 mld zł
Lidl (Grupa Schwarz, Niemcy) ponad 11,5 mld zł (w roku 2014)
Carrefour (Francja) ok. 9 mld zł
Kaufland (Grupa Schwarz, Niemcy) ok. 8,3 mld zł (w roku 2014)
Auchan (Francja) prawie 8 mld zł
Nasz Sklep, Delikatesy Sezam, Lubazo (GK Specjał, Polska) ponad 7,2 mld zł
Makro Cash&Carry (Metro, Niemcy) prawie 7 mld zł
Żabka (kapitał z całej Europy) ponad 5,2 mld zł
Intermarche (Francja) ponad 4,3 mld zł
Polomarket (Polska) prawie 4 mld zł
Selgros Cash & Carry (Niemcy) ok. 3,3 mld zł
Netto (Dania) ok. 3 mld zł
E.Leclerc (Francja) ok. 2,8 mld zł
Piotr i Paweł (Polska) ponad 2,1 mld zł
Stokrotka (Emperia, Polska) ponad 2 mld zł
Bać-Pol i Spaar (Polska) ok. 1,8 mld zł
Alma Market (Polska) ok. 1,7 mld zł
Mila (Polska) ok. 1,5 mld zł

Kluczem do sukcesu w handlu jest połączenie sprzedaży detalicznej i hurtowej. Z jednej strony tak właśnie działają dyskonty, które sztukę dystrybucji na własne potrzeby opanowały niemal do perfekcji. Na przykład w Biedronce średni czas ekspozycji towaru na półce wynosi 17 dni. Sieci, które nauczą się jak najszybciej sprzedać towar, wygrywają. A do tego potrzebna jest szeroka wiedza, doświadczenie oraz skala działalności. Dlatego na naszym rynku w zasadzie dobrze radzą sobie sieci już „okrzepłe”. O nich za chwilę. Jeszcze niedawno wydawało się na przykład, że sukces sieci sklepów Żabka jest w zasięgu formatu Małpka Express. Dziś trudno oceniać co bardziej przyczyniło się do braku owego sukcesu – kłopoty finansowe Mariusza Świtalskiego, niepowodzenie (lub umiarkowane powodzenie) konceptu Czerwona Torebka czy może właśnie brak solidnego zaplecza hurtowo-dystrybucyjnego.

Faktem jest, że wiele Małpek zostało zamkniętych, bo nie miały zadowalających obrotów. Ale po zamkniętych Małpkach nie zostały wcale czarne dziury. W lokalach szybko zostały otwarte nowe sklepy. Lider rynku - Biedronka - ma coraz mniejsze możliwości rozwoju w formacie dyskontu, za jakiś czas po prostu skończą się jej odpowiednie lokalizacje. A to nie jest przeszkoda dla sieci franczyzowych, które mają bardzo zdywersyfikowaną ofertę dla partnerów.

FRANCZYZA TWARDA CZY MIĘKKA?

Co do zasady franczyza miękka jest typowo polskim zjawiskiem. Polega ona na stosunkowo luźnym związku pomiędzy franczyzodawcą a franczyzobiorcą. Rola tego drugiego jest sprowadzona w zasadzie do sprzedawania towarów pochodzących od franczyzodawcy. Nie może też liczyć na jakiś wybitny poziom wsparcia. Ogranicza się ono do dostarczenia szyldu, materiałów reklamowo-marketingowych, czasem krótkiego, podstawowego szkolenia.

W takim modelu współpracy liczy się to, że dawca licencji „zdobył” kolejny sklep, przewagę nad konkurencją a nade wszystko – miejsce zbytu swoich towarów. Jest to domena przede wszystkim sieci sprzedających artykuły FMCG. Zalety dla franczyzodawcy? Cóż – po pierwsze liczy się zbyt, na dodatek takiemu franczyzobiorcy nie trzeba poświęcać zbyt wiele uwagi. Wystarczy zaopatrywać go w towary, które zamówi. Ale trzeba uważać na ceny – jeśli partner zobaczy, że gdzieś indziej będzie miał taniej to bez wahania zmieni szyld. Umowy są na ogół dość luźne, zakładają pewien poziom nielojalności, nie wymagają wiele. Franczyzobiorca może sporo towarów zamawiać samemu i dość dowolnie, wedle uznania kształtować swój sklep. No i poziom wejścia jest na ogół niewielki, o ile w ogóle jest – czasami trzeba jedynie zobowiązać się do zaopatrywania się przez określony okres lub za określoną sumę.

Oczywiście nie należy deprecjonować tego rodzaju franczyzy czy twierdzić, że jest „gorsza”. To po prostu luźniejsza umowa, która jednak pozwala wielu niezależnym sklepom utrzymać się na rynku i zdejmuje z głów ich właścicieli problem zaopatrzenia placówki handlowej (przynajmniej częściowo). Franczyza twarda to po prostu zwykła, normalna franczyza. Od miękkiej odróżnia się przede wszystkim standardami oraz wsparciem dla partnera. W odróżnieniu od „miękkiej” w sposób kompleksowy określa sposób działania i współpracy obu stron.

POLSKIE SIECI – DZIĘKI DODAWANIU KLOCKÓW

Największe obecnie polskie sieci franczyzowe powstały na ogół jeszcze w latach 90. – wtedy zaczął się pewien naturalny proces, którego dziś już nie sposób precyzyjnie odtworzyć. W skrócie wyglądało to tak, że lokalne hurtownie łączyły siły za pomocą fuzji czy przejęć, a następnie zaczęły budować sobie rynek zbytu poprzez współpracę ze sklepami. Stąd też ich dzisiejsza, nierzadko zagmatwana i skomplikowana struktura.

Przyjrzyjmy się jednemu z największych franczyzowych graczy w polskim handlu - Grupie Eurocash. Zajmuje się dystrybucją produktów żywnościowych, chemii gospodarczej, alkoholu i wyrobów tytoniowych – czyli po prostu dóbr szybkozbywalnych, FMCG. Firma rozwija się wielotorowo. Z jednej strony ma więc sieć hurtowni, z drugiej – dystrybuuje towary do sklepów, hoteli i restauracji, na stacje benzynowe etc. A z trzeciej – prowadzi kilka spożywczych sieci franczyzowych. W tym formacie rozwijane są Delikatesy Centrum (900 sklepów, twarda franczyza) oraz ponad 4500 detalicznych placówek franczyzowych i partnerskich pod markami: Lewiatan (franczyza miękka, 3000 placówek, 9,3 mld zł obrotu), Groszek (1100 sklepów), Eurosklep (500 sklepów, franczyza „utwardzona”) i Gama. Do tego trzeba doliczyć sieć abc (7800 sklepów, program partnerski, na pograniczu miękkiej franczyzy).

Co sprawia, że Grupa Eurocash jest największym polskim franczyzodawcą? Przede wszystkim konsekwencja w działaniu. Kieruje swoją ofertę dla różnych grup franczyzobiorców – tych skłonnych do ścisłej współpracy i tych, którzy wolą luźniejsze związki. W zasadzie nie ma dziedziny handlu, w której Eurocash nie miałby udziału a kluczem do sukcesu firmy jest - oprócz silnej dywersyfikacji działalności – franczyza w każdym możliwym wydaniu. Nie sposób nie nadmienić, że Eurocash jest też potężnym dystrybutorem. W całym kraju ma ok. 160 hurtowni, które zasilają jego franczyzowe sklepy.

Skąd wzięła się tak duża różnorodność systemów Eurocashu? To właśnie efekt różnego rodzaju fuzji i przejęć. To proces długotrwały, ciągnie się od wielu lat, jego efektem jest włączanie kolejnych sieci i przedsiębiorstw do grupy kapitałowej. Pozostają jednak odrębne nazwy różnych formatów – stąd tak duża ich liczba.

Podobnie jest w przypadku GK Specjał. To jedna z największych firm na polskim rynku franczyzowym. Firma powstała w roku 1990 r. jako mały, w zasadzie przydomowy sklep. Założył go Krzysztof Tokarz, dzisiejszy prezesem tego holdingu. Według niego Grupa Kapitałowa Specjał jest drugim co do wielkości dystrybutorem FMCG w Polsce i największym wśród firm o całkowicie polskim charakterze. Trudno temu zaprzeczyć. W sieci franczyzowej działa obecnie prawie 5 400 sklepów. PSH Nasz Sklep i LD Holding otwierają więc kilkaset sklepów rocznie.

- Obecnie realizowany jest program budowania zaplecza detalicznego firmy. Do końca 2017 r. w sieciach franczyzowych Grupy ma być aż 10 tys. placówek handlowych. Konkurować na pewno będziemy ofertą. Naszym partnerom detalicznym proponujemy nie tylko korzystne warunki handlowe. Zapewniamy opiekę koordynatorów sprzedaży, regularną obsługę, ale również sprawną logistykę, gwarantowaną przez ogólnopolskiego dystrybutora – GK Specjał. Pokazujemy, iż proponowane przez nas metody uporządkowania sklepu i półki oraz wykorzystania planogramów pozwalają wyeliminować szereg błędów i zbędnych kosztów. Zapewniamy pomoc w aranżacji sklepów i wsparcie w zakresie merchandisingu – mówi nam Krzysztof Tokarz.

GK Specjał składa się z wielu różnych spółek, handlujących zróżnicowanym asortymentem (m.in. medycznym) i świadczących usługi dla Grupy. Sieć zależności jest dość skomplikowana. Nas najbardziej interesują sieci handlowe. LD Holding rozwija trzy formaty sklepów. Livio Ekspres (min. 50 m², podstawowy asortyment), Livio Market (min. 80 m², pełnym asortyment) oraz najwyższy Livio Top (min. 120 m², również pełen asortyment). W skład LD Holdingu wchodzi również Sieć 34. Ten format jest jednak stopniowo zastępowany przez markę Livio. Początkowo oba brandy należały do Bomi, po upadku tej sieci wiele sklepów nie dało rady przetrwać na rynku, w końcu trafiły pod skrzydła GK Specjał. Centrala – chyba słusznie – uważa, że nie ma większego sensu utrzymywać dwóch marek i stopniowo zamienia szyldy. Z kolei podmiot o nazwie PSH Nasz Sklep jest operatorem Delikatesów Sezam oraz Delikatesów Premium Nasz Sklep. Oba formaty są w zasadzie tzw. twardą franczyzą. Towary do sklepów dostarcza oczywiście GK Specjał, która ma 14 centrów dystrybucyjnych i dysponuje około 20 tys. pozycji asortymentowych.

Wydaje się, że najlepiej we franczyzie w handlu artykułami FMCG radzą sobie firmy, które same zajmują się dystrybucją i niejako z niej wyrosły. Potwierdza to kolejny przykład - Chata Polska. Tak nazywa się sieć sklepów organizowana przez Grupę MAR-OL. Ćwierć wieku doświadczenia w obszarze dystrybucji i handlu detalicznym zaprocentowało powstaniem już ponad 205 sklepów pod marką Chata Polska. Oczywiście kręgosłupem systemu jest działalność dystrybucyjna Mar-Olu. Grupa posiada 11 oddziałów regionalnych i dostarcza towary dla 5000 stałych klientów. W tym oczywiście dla sklepów Chaty Polskiej. Franczyza Chaty Polskiej występuje w 4 formatach: VIP, Premium, Standard, Partner, dopasowanych do różnych potrzeb – czyli od twardej, do miękkiej. - Skupiamy się na działaniach wspierających lokalne społeczności. Od połowy zeszłego roku do chwili obecnej przekazaliśmy już kilkaset tysięcy zł na rzecz dzieci i młodzieży. Środki zostały przekazane na edukację i rozwijanie talentów, sport i aktywności oraz zdrowie i odpowiednie odżywianie się – mówi nam Katarzyna Łazarowicz, PR i Marketing Manager sieci.

W przypadku wymienionych wyżej konceptów mamy do czynienia jednocześnie z dużą skalą działalności, łączącą dystrybucję i handel. Celowo nie opisywaliśmy ich innych, niekoniecznie pobocznych aktywności. Wydaje się, że Eurocash czy GK Specjał w niedługiej przyszłości powinny skupić się na ujednoliceniu swoich marek – o ile będzie to możliwe ze względów organizacyjno-prawnych. Odbyłoby się to z dużą korzyścią dla przejrzystości działania. Wspomnianej przed momentem Chacie Polskiej wystarcza jedna silna marka, a różnice w zasadach współpracy z franczyzobiorcami nie mają znaczenia dla klientów.

To, że jedna silna marka może odnosić poważne sukcesy udowadnia Stokrotka. Sieć marketów o tej nazwie jest chyba największym tegorocznym zaskoczeniem. Być może przesadą jest twierdzenie, że omija duże miasta, ale faktycznie zaczęła swój rozwój od podboju wschodnich rubieży Rzeczpospolitej oraz małych miast. Pierwszy sklep w Łęcznej koło Lublina nazywał się Eden. W chwili pisania tego artykułu na rynku działają 347 Stokrotki – o 20 więcej, niż miesiąc wcześniej. Ich liczba rośnie bardzo szybko, podobnie jak wartość sprzedaży. W czerwcu 2016 wyniosła ona 193 mln zł - o 27,6% więcej, niż rok wcześniej. Pierwsze półrocze zamknięto sprzedażą na poziomie 1,15 mld zł – o jedną czwartą więcej niż w analogicznym okresie w roku 2015. Stokrotka rozwija się obecnie w dwóch formatach - supermarketu (400-800 m²) i marketu (120 – 400 m²). Mniej więcej 10% wszystkich sklepów sieci działa w formacie franczyzowym.

Gdzie tkwi przyczyna sukcesu Stokrotki? – To konsekwentna praca i spełnianie oczekiwań klientów poprzez cykliczne badanie ich potrzeb, stałe i profesjonalne wsparcie marketingowe, monitoring konkurencji rynkowej w zakresie cen sprzedaży i promocji, ustawiczne dostosowywanie oferty asortymentowej – wymienia Zuzanna Serewko, Specjalista ds. Komunikacji i Marketingu w Stokrotce.

KIEDYŚ DELIKATESY PREMIUM, A DZIŚ…

Pierwszy sklep franczyzowy sieci Piotr i Paweł powstał w 2000 roku w Pile. Dziś na rynku funkcjonuje prawie 140 jednostek; nieco więcej partnerskich, niż własnych. Firmą kieruje cała rodzina państwa Wosiów. Co ciekawe, wiele osób byłoby skłonnych pozycjonować sklepy w grupie delikatesów, przedstawiciele firmy podkreślają jednak, że są to supermarkety. Ich średnia powierzchnia wynosi 1100 m². Jest to raczej twarda franczyza, obejmująca przekazanie know-how, opiekę nad przekształcaniem bądź budową supermarketu poprzez uruchomienie, bieżącą działalność operacyjną – dbanie o standardy sprzedaży, wsparcie handlowe, szkolenia etc. Piotr i Paweł wymaga osobistego zaangażowania w biznes i przynajmniej 500 m² lokalu handlowego. Podkreślanie, że Piotr i Paweł to supermarkety a nie delikatesy ma akurat sporo sensu. Jesteśmy w sumie 4 lata po upadku sieci delikatesów Bomi. Warto w tym kontekście przypomnieć słowa Jerzego Mazgaja, szefującego Almie: - Są mało wyraziści, ani to supermarket, ani delikatesy, nie mieli szerokiej oferty wyspecjalizowanych produktów – komentował w 2012 roku. Całkiem rozsądnie, tyle że dziś to samo mógłby powiedzieć o swojej upadającej Almie. Nic dziwnego, że Piotr i Paweł jak ognia unikają słowa „delikatesy”. W ten sposób nie odstraszają klientów, którzy mogliby spodziewać się wysokich cen, uspokajają też sytuację wokół firmy. W roku 2016 sieć planuje wzmocnić swoją pozycję rynkową uruchamiając około 20 placówek poprzez rozwój organiczny i pozyskiwanie nowych franczyzobiorców. Należąca do znanego polskiego biznesmena Jerzego Mazgaja Alma również miała rozwijać franczyzę w koncepcie Alma Smart. Wszystko niestety wskazuje na to, że zwija się sama Alma.

FRANCZYZA ROŚNIE LOKALNIE

Wyróżnikiem polskich sieci franczyzowych z obszaru FMCG jest również ich lokalne pochodzenie. GK Specjał rozpoczął działanie i ekspansję na Podkarpaciu. Eurocash, Piotr i Paweł, Chata Polska czy Żabka – są z Wielkopolski. Bomi pochodziło z Trójmiasta. Stokrotka atakuje ze wschodu, Spar z południa. Sieci rozwijają się przez rozszerzanie swojej działalności na coraz większe połacie regionów i województw. I na dobrą sprawę nawet dziś są liderami na rynkach, na których się narodziły. W Poznaniu nie sposób przejść 300 metrów bez natknięcia się na Żabkę, między Lublinem a Rzeszowem rządzą Stokrotki. Zupełnie inną drogę rozwoju musiały obrać zachodnie sieci franczyzowe – one zaczynały od dużych miast, stopniowo rozprzestrzeniając działalność na mniejsze.

SIECI ZAGRANICZNE

Silnym graczem we franczyzie jest Carrefour Polska. Jest to multiformatowa sieć handlowa, pod której szyldem działa obecnie ponad 750 sklepów w takich formatach jak: hipermarkety, supermarkety oraz sklepy osiedlowe. My skupiamy się oczywiście na sieciach franczyzowych Carrefoura. Sieciach – bo są trzy plus jedna ajencyjna. Express convenience, Express minimarket oraz Globi. Oferta ajencyjna jest prowadzona od niedawna, podobnie jak w przypadku innych sieci handlowych i convenience. Oprócz zwykłego pakietu korzyści, ajent dostaje w pełni wyposażony i zatowarowany sklep, którym zarządza. Szczegóły finansowe współpracy z Carrefourem nie są publicznie ujawniane. Wiadomo jednak, że sieć na ogół nie pobiera opłaty wstępnej, koncentrując się na procencie od obrotu. W zamian dostarcza nie tylko logo – biorca licencji otrzyma też wyposażenie sklepu lub jego część, stroje dla personelu, system informatyczny, logistykę etc. Czy to atrakcyjna oferta? Należałoby zapytać 120 franczyzobiorców, którzy przystąpili do sieci w 2015 roku. Dzięki nim liczba sklepów przekroczyła 570 i obecnie zbliża się do 600.

Specyficzną formę działalności ma francuska sieć E.Leclerc. Zrzesza ona niezależnych handlowców prowadzących pod wspólnym szyldem ponad 500 sklepów w całej Europie. W zasadzie jest to pierwszy lub jeden z pierwszych supermarketów, jaki pojawił się w Polsce. Każdy z supermarketów sieci E.Leclerc jest zarządzany przez inną osobę prawną, zaś GALEC Sp. z o.o. jest operatorem franczyzy w oparciu o którą funkcjonują sklepy. Sieć w zeszłym roku miała u nas 2,72 mld zł obrotu – całkiem niezły wynik jak na 43 sklepy.

DROGERIE I ARTYKUŁY CHEMICZNE

Ciekawa acz podobna sytuacja jest na rynku artykułów chemicznych i drogerii. Z jednej strony wiadomo, że liderem jest Rossmann. Koncern otwiera średnio 100 sklepów rocznie. Dziś jest ich ok. 1100, działają w ponad 400 miastach a w ciągu najbliższych 18 miesięcy liczba placówek ma sięgnąć 1600. Sieć już teraz ma prawie 30% rynku. Sporo kosmetyków sprzedają supermarkety. Można zaryzykować daleko idące porównanie – Rossmann jest w swojej dziedzinie tym, czym Biedronka w FMCG. Duży zachodni koncern, otwierający własne sklepy, z dominującą pozycją na rynku. Właściciel Biedronki, koncern Jeronimo Martins, chciał nawet stworzyć mu konkurencję otwierając sieć drogerii Hebe. Cóż, mimo wysiłków nie jest konkurencją nawet dla innych sieci. A na rynku z powodzeniem działają typowo polskie franczyzy, dające skuteczny odpór niemieckiemu koncernowi. Przy okazji konsolidują one rynek, powoli angażując coraz większą liczbę niezależnych sklepów, co – w każdej praktycznie branży – zapewnia im formę ochrony przed upadkiem.

Drugą co do wielkości siecią drogerii w Polsce są Drogerie Laboo, założone pod koniec 2010 roku w oparciu o formułę spółki komandytowo-akcyjnej. Nie jest to więc franczyza, choć nosi znamiona sieciowości – niezależni przedsiębiorcy mogą do niej dołączyć na zasadzie akcjonariatu. Sieć powstała z inicjatywy właścicieli sklepów drogeryjnych rynku tradycyjnego. Pod charakterystycznym pomarańczowym szyldem działa aktualnie 670 sklepów, zlokalizowanych we wszystkich województwach w Polsce.

Trzecie miejsce zajmuje typowo franczyzowa sieć Drogerie Polskie. Ale również ta firma ma ambicje integrowania rynku niezależnych drogerii. Pod skrzydłami Drogerii Polskich jest już ok. 400 placówek. Leszek Szwajcowski, wiceprezes zarządu firmy podkreśla, że sieć skutecznie rywalizuje z zagranicznymi sieciami. I ciągle testuje nowe produkty, ekspozycję, wprowadza ulepszenia. Drogerie Natura to jedna z największych i najdłużej działających (ponad 20 lat) sieci na polskim rynku kosmetycznym. Obecnie ma ponad 270 sklepów zlokalizowanych na terenie całego kraju. Jednak większość z nich to placówki własne, jedynie 21 działa na zasadzie franczyzy.

Niewiele mniej sklepów – ok. 220 ma sieć Drogerie Jasmin. Ta firma zdecydowanie mocniej postawiła na franczyzę, bo jedynie 6 placówek prowadzi samodzielnie. Przedstawiciele sieci zapowiadają wprowadzenie nowego modelu twardej franczyzy oraz kolejne wzmocnienia systemu – głównie marketingowe. Sporymi graczami na franczyzowym rynku kosmetyczno-drogeryjnym są również firmy Kosmeteria i Mydlarnia u Franciszka. Pierwsza z nich to forma wsparcia dla drogerii niezależnych, zrzesza 150 placówek franczyzowych. Druga ma 18 punktów własnych i 96 franczyzowych.

Świetnie radzi sobie sieć Golden Rose. Ma 76 punktów sprzedaży (13 sklepów, 63 wysypy), w tym są 41 jednostki franczyzowe i 34 firmowe. Firma wypracowała bardzo skuteczny model współpracy. Franczyzobiorcom oferuje przede wszystkim stoiska i wyspy handlowe w galeriach. Dzięki temu nie trzeba ponosić dużych kosztów na start. Jednocześnie asortyment spokojnie mieści się w takim właśnie miejscu. Golden Rose specjalizuje się w kosmetykach kolorowych, do makijażu i stylizacji. 26 sklepów franczyzowych, 2 własne i 12 poza granicami Polski ma Stara Mydlarnia. To rodzima marka kosmetyczna, która od kilkunastu lat tworzy kosmetyki naturalne.

Widać wyraźnie, że mimo olbrzymiej przewagi konkurencyjnej Rossmanna oraz supermarketów, polski rynek kosmetyczno-drogeryjny nie jest przez niego zdominowany. Rodzime sieci rosną w siłę, otwierają kolejne placówki. Być może nie mają takiej siły przebicia, ale skutecznie działają w swoich niszach i rynkach, które doskonale znają. W tej branży – inaczej, niż w „spożywce” – dominuje franczyza twarda, skuteczna w biznesowym starciu z potężnym rywalem.

Unikalny model biznesowy wypracowała sieć Jawa. Z jednej strony proponuje współpracę istniejącym drogeriom oraz osobom chcącym otworzyć biznes, z drugiej zaś promuje otwieranie stoisk patronackich w marketach i innego rodzaju sklepach. Przyczyną, dla której Jawa działa w taki sposób, może być jej pochodzenie. Otóż fundamentem sieci jest spółka Komplet Torus, potężny dystrybutor chemii i kosmetyków. Działa więc podobnie jak Eurocash, Mar Ol czy GK Specjał, szukając jak największej liczby dróg zbytu. Franczyza w branży kosmetyków i chemii w jeszcze jednym punkcie różni się od spożywczej. Tu nie ma miejsca na różne marki sklepów tej samej firmy. Na tym rynku działa ledwie ok. 20 sieci i nikt nie ma pieniędzy i czasu na rozdrabnianie się.

ALKOHOLE

W Polsce obecnie na jeden punkt sprzedaży alkoholu przypadają 273 osoby. Według wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia ta liczba powinna wynosić od 1 do 1,6 tys. W Norwegii jeden sklep przypada na 18 tys. osób, bo w całym kraju jest ich mniej, niż 300! A na przykład w Bydgoszczy - ok. 550. Mimo to (a może właśnie dlatego) nikomu nie udało się jeszcze zbudować ogólnopolskiej sieci sklepów monopolowych. Mamy już jednak kilka poważnych konceptów, które być może są na dobrej drodze. Niedawno sieć Al.Capone - Specjaliści od Alkoholu przekroczyła liczbę 20 sklepów. Firma rozwija się zarówno w formacie sklepów własnych, jak i franczyzowych. Minimalna kwota inwestycji w ten koncept wynosi 150 tys. zł z czego sporą część pochłania zatowarowanie. Al.Capone stawia bowiem na duży wybór alkoholi, w tym tych z wyższej półki. Ogólnopolski rozwój zakłada sieć MSC Alkohole. Dziś ma 6 sklepów w Warszawie, po jednym w Gdyni i Głogowie. Zagłoba ma 11 sklepów własnych i 15 franczyzowych, przy podobnych warunkach finansowych jak MSC Alkohole. Pewną odmianą dla sklepów „ogólnoalkoholowych” mogą być placówki wyspecjalizowane w winie lub piwie. Alkohole Winoteka, Dobre Wina czy Kondrat Wina Wybrane to przyjemne propozycje dla miłośników napojów gronowych. One jednak również nie rozwinęły się jeszcze w duże sieci franczyzowe – mają po kilka, kilkanaście sklepów. I rozwijają się przede wszystkim lokalnie. Al.Capone pochodzi z Tarnowa i opanowuje swój region, sieć Zagłoba ma warszawskie korzenie i na razie nie wychodzi poza rynek aglomeracji.

KIOSKI I CONVENIENCE

Żabka to jedna z najbardziej rozpoznawalnych sieci handlowych w Polsce. Według raportu Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych „Popularne pomysły na biznes”, w 2015 roku największą popularnością wśród konceptów franczyzowych w Polsce cieszyła się właśnie oferta Żabki. Co tak przykuwa uwagę klientów oraz potencjalnych franczyzobiorców? Ta sieć convenience została stworzona przez Mariusza Świtalskiego. Po kilku zmianach należy teraz do funduszu Mid Europa, czyli międzynarodowego konglomeratu finansowego. Żabka została kupiona w roku 2011 za 400 mln euro, dziś jej wartość jest 2,5 raza wyższa i sięga 1 mld euro. Nic dziwnego – sieć ma dziś ponad 2600 sklepów i obsługuje dziennie 800 tys. klientów. W ubiegłym roku sprzedaż w Żabkach sięgnęła 5,75 mld zł. Potęga. Żabka nie jest systemem stricte franczyzowym, lecz ajencyjnym. Osoby, które stają się partnerami firmy są de facto kierownikami placówek handlowych, a ich wynagrodzenie jest uzależnione od obrotu. W tej chwili najciekawszym aspektem działalności Żabki jest jej ewentualna sprzedaż oraz przekształcenie formy współpracy z partnerami – na typową franczyzę. Firma prowadzi już pierwsze placówki pilotażowe w tym formacie a efekty są ponoć satysfakcjonujące. Żabka podkreśla, że pomysł i testy zostały zapoczątkowane jeszcze przed zaanonsowaniem przez nową władzę podatku handlowego. A ten - przypomnijmy – nie powinien uderzyć w sieci franczyzowe. Oferta współpracy z Żabką jest atrakcyjna dla potencjalnych agentów, bo nie wymaga prawie żadnej inwestycji. Po przejściu procesu rekrutacji to sieć oddaje nam gotowy do użytku sklep.

Do segmentu convenicence możemy zacząć powoli zaliczać różnego rodzaju kioski - przestały się one koncentrować wyłącznie na dystrybucji prasy i często oferują napoje, przekąski czy inne drobiazgi. Ruch nie jest typową franczyza, punkty są bowiem – podobnie jak w Żabce - prowadzone przez ajentów. Miesięcznie obsługuje ponad 10 mln klientów, dostarcza prasę do ponad 20 tys. punktów, w ofercie znajduje się ok. 3500 tytułów. W podobny sposób działa kielecki Kolporter. Aktualnie sieć Kolportera liczy 1027 punktów własnych, w tym 822 saloniki prasowe i 205 salonów Top-Press. Skądinąd wiadomo, że dla Ruchu i Kolportera sieć partnerska daje możliwość lepszej kontroli nad tym, co dzieje się w sieci sprzedaży.

Czy to oznacza, że franczyza w przypadku kiosków i salonów prasowych się nie sprawdza? Oczywiście, że nie. Przykładem może być Eurokiosk. To dynamicznie rozwijająca się sieć franczyzowa, funkcjonuje już od 15 lat. Zarządza obecnie ponad 100 punktami sprzedaży detalicznej w całym kraju. Firma prowadzi obecnie aż 4 koncepty franczyzowe. Franczyzobiorcy mogą prowadzić kiosk, salon prasowy, kawiarnię albo punkt małej gastronomii. Eurokiosk to sieć kiosków i wiatokiosków zlokalizowanych w Poznaniu, przy głównych ciągach komunikacyjnych. Z kolei Euro-Salon Prasowy jest marką ogólnopolską, dysponującą ok. 80 salonami a także kilkudziesięcioma gotowymi lokalizacjami. Franczyzobiorca firmy ma stosunkowo dużą swobodę w kształtowaniu swojej działalności. Sam ustala ceny wielu produktów, ma spore możliwości ustalania asortymentu, na przykład zabawki, artykuły biurowe, upominki. Nawet w punktach własnych sieci ajenci mogą pozyskiwać jedną piątą towaru „na własny rachunek”. - Rzeczywiście, określenie convenience do nas pasuje, chociaż nie oferujemy produktów świeżych – podsumowuje Piotr Szpiganowicz, Dyrektor Marketingu sieci EURO-SALON Prasowy. Pozostałe formaty sieci to Eurocafe i Euro-Snack. Nie będziemy ich szerzej opisywać w tym raporcie, są bowiem konceptami gastronomicznymi.

W branży kiosków działa jeszcze typowo franczyzowe InMedio. Cóż, jest to format w 51% należący do wspomnianego wcześniej Eurocashu. W roku 2015 sprzedał towary za łączną sumę prawie 519 mln zł. InMedio jest siecią rozwijającą się przede wszystkim w centrach handlowych – według badań jest w ¾ z nich.

SIECI ODZIEŻOWE

Cały polski rynek odzieży i obuwia może być wart ok. 30 mld zł, zaś wedle różnych prognoz w roku 2020 ma dobić do poziomu 37 – 38 mld zł. Mniej więcej ¾ obrotu generowane jest przez odzież, reszta to obuwie. Bardzo trudno oszacować ile na tym rynku znaczą typowe firmy i sklepy odzieżowe, ponieważ spora część odzieży i obuwia jest sprzedawana przez supermarkety, sieci sklepów sportowych a nawet dyskonty. I nie zapominajmy o ciągle dużej roli bazarów – a na różnych targach pod chmurką można kupić zarówno skarpetki, jak i garnitury, płaszcze czy obuwie wizytowe. Te formaty zaś niewiele mają wspólnego z franczyzą. Mimo wszystko odzież jest branżą, w której franczyza ma się świetnie. Ofert jest mnóstwo, wiele z nich pochodzi od polskich podmiotów. Aby otworzyć sklep wystarczy mieć lokal i niezbyt dużą sumę pieniędzy. Wydawałoby się, że potencjalni franczyzobiorcy mogą wręcz przebierać w ofertach. Z jednej strony pewnie tak – z drugiej jednak podaż lokali handlowych jest jaka jest, nie przybędzie ich z dnia na dzień. Trudno też określić moment, w którym rynek będzie w pełni nasycony. Myliłby się jednak ktoś, kto uzna, że branża odzieżowa to łatwy kawałek chleba. Konkurencja na rynku jest ostra. Pod uwagę trzeba wziąć fakt, że wiele zagranicznych sieci kompletnie nie jest zainteresowanych franczyzą. H&M, Orsay, marki grupy Inditex (np. Zara, Bershka, Stradivarius) to tylko niektóre przykłady firm otwierających wyłącznie własne salony. Jednocześnie są to firmy silnie konkurujące ze sobą, jak i sieciami franczyzowymi. Dlatego też ten model współpracy jest rozwijany przez marki może nie niszowe, ale czymś się wyróżniające. Są to m.in. Butik I Like!, Diverse, Greenpoint, hummel, Moodo, Quiosque, Top Secret, blue shadow, Simple i Twoja Ubieralnia.

50 style to sieć sklepów multibrandowych oferująca odzież, obuwie i akcesoria w stylu sportowo-młodzieżowym. Placówek franczyzowych jest 80, pozostałe 20 to jednostki własne.
- Planujemy dalszy rozwój sieci w udziale 5:1 na rzecz sieci franczyzowej. W ciągu najbliższych 12 miesięcy planujemy otworzyć 30 nowych sklepów – mówi nam Tomasz Stawski, Kierownik ds. Rozwoju Franczyzy 50 Style.

Esotiq&Henderson to sieć oferująca przede wszystkim damską bieliznę, ale także koszulki, piżamy, szlafroki i stroje kąpielowe. - Obecnie posiadamy 260 salonów Esotiq (w tym 45 własnych), średnio rocznie otwieramy ich ok. 40. Nasi klienci cenią nas za szeroką ofertę asortymentu osadzoną w trendach oraz bogatą rozmiarówkę. W każdym z salonów można wykonać darmową usługę brafittingu, co wyróżnia nas na tle konkurencji. Nad formami naszych biustonoszy pracują doświadczeni technolodzy. Obecnie wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych klientek wprowadziliśmy do salonów linię sportową So Fit. W naszej ofercie znajdą się również kosmetyki oraz perfumy, dostosowane do potrzeb klienta - mówi nam Aleksandra Sobotka, Kierownik ds. Franchisingu sieci. Esotiq rozwija jeszcze jeden, bardzo ciekawy projekt – chodzi o markę Femestage. Jest to casualowa marka odzieżowa dla kobiet. Dyrektorem Kreatywnym marki jest najbardziej znana obecnie polska projektantka, Ewa Minge. Liczba salonów Femestage zbliża się do 20.

ODZIEŻ DLA PANÓW

A co dzieje się na rynku mody męskiej? Niestety, marek jest mniej, ale i panowie mają mniejsze spektrum możliwości ubierania się. Pako Lorente ma 40 firmowych salonów, Recman - 71 punktów franczyzowych oraz jeden własny. Franczyzobiorców szuka również Vistula i Wólczanka - to dwie marki jednej firmy. Cipo&Baxx to sieć modowa, rozwijająca się wyłącznie dzięki partnerom. Oferta jest dość elastyczna i dotyczy zarówno otwierania salonów marki, jak i stoisk w sklepach multibrandowych. Obecnie działa ich odpowiednio 30 i 15. Większość sieci odzieżowych działających we franczyzie ma bardzo zbliżone warunki dla partnerów. Najważniejszy jest lokal w galerii handlowej, potrzeba też trochę gotówki. W branży rządzi franczyza depozytowa. Organizator sieci przekazuje ubrania do sklepów, sprzedawcy dostają prowizję. To, co się nie sprzeda, wraca do franczyzodawcy. Popularną metodą zabezpieczenia jest weksel lub inna forma poręczenia, opiewająca na część towaru. W branży działa mniej, niż 40 sieci franczyzowych, ale wydaje się, że jest to liczba wystarczająca zarówno dla klientów, jak i franczyzobiorców. Ci drudzy mogą bez problemu wybrać taki rodzaj ubrań, jaki im pasuje, w jakim czują się mocni.

SIECI OBUWNICZE

Rynek obuwia charakteryzuje się dużo mniejszym nasyceniem franczyzą. Największe sieci – jak CCC czy Deichmann nie rozwijają się w tym modelu. CCC ma za sobą przygodę z franczyzą, ale postawiło jednak na własne sklepy. Przedsiębiorcy, którzy chcą handlować butami mogą się na przykład zgłosić do firmy Ryłko. 50 lat tradycji oznacza jednak relatywnie spore koszty – 80 –120 tys. euro. Ryłko ma już setkę sklepów, kolejne zamierza rozwijać w miastach powyżej 250 tys. mieszkańców. Z kolei 150 tys. zł trzeba zainwestować w sklep marki GEOX. W Polsce działają obecnie 3 salony franczyzowe i 6 własnych. Gino Rossi to jeden z liderów produkcji i sprzedaży butów w Polsce. W kraju działa obecnie prawie 90 salonów firmy, buty sprzedaje także 100 sklepów multibrandowych. Firma niespecjalnie afiszuje się ze swoją ofertą franczyzową. Prezes Gino Rossi, Tomasz Malicki twierdzi, że sieć sprzedaży jest na razie wystarczająca, salony są w większości dobrych centrach handlowych w Polsce. Coraz lepsze wyniki osiąga kanał internetowy. W takiej sytuacji uruchamianie nowych sklepów może nie mieć większego uzasadnienia ekonomicznego.

ARTYKUŁY DLA DZIECI

Rynkiem odzieży dziecięcej rządzą bardzo podobne prawa, co rynkiem „mody dla dorosłych”. Przy okazji wydaje się, że nie ma na nim tak dużej konkurencji. Podzieliło go między siebie kilka marek. Bartek to polska firma, która jest największym producentem obuwia dziecięcego w kraju. Przez ponad 20 lat działalności firma wyprodukowała już 10 mln par butów. Ma również silną sieć sprzedaży. Aktualnie składa się ona z 52 sklepów firmowych i 200 sklepów multibrandowych w Polsce oraz ponad 250 placówek za granicą. Firma jeszcze kilka lat temu rozwijała się w modelu franczyzowym. Postawiła jednak na rozwój sieci własnej i dziś ma zaledwie kilku franczyzobiorców.

5. 10. 15. to świetnie rozpoznawalna marka. Działają pod nią sklepy z ubraniami dla dzieci- obecnie ok. 230, z czego mniej więcej 2/3 na zasadach franczyzy. Marka aktualnie przechodzi pewien rodzaj remodelingu - sklepy zyskują nowy, odświeżony wygląd. Ma być w nich więcej bieli i beżu, pojawiają się też drewniane meble. Firma ostatnio rozwijała sieć sprzedaży głównie w małych miastach, teraz wzmacnia swoją pozycję w dużych.

Największym chyba konkurentem sieci jest firma Coccodrillo. Obecnie jej sieć sprzedaży w Polsce liczy 220 salonów, za granicą jest ich 135. Mniej więcej 2/3 sklepów w Polsce prowadzą franczyzobiorcy. Franczyzobiorców poszukuje również marka Kanz, dawniej Tup Tup.

Jedną z najbardziej doświadczonych w branży firm jest sieć TOY Planet – sprzedająca zabawki. Aktualnie sieć liczy 43 sklepy. Zlokalizowane są głównie w centrach handlowych dużych miast. Oferta TOY Planet jest skierowana przede wszystkim do wymagających klientów. Skutecznie konkuruje z wielkopowierzchniowymi sklepami głównie jakością oferty i przyjaznym sposobem obsługi klienta. W ofercie ma również niszowe, inne niż wszystkie, zabawki importowane bezpośrednio przez operatora sieci. Właściciele TOY Planet mają ponad 15 letnie doświadczenie w branży. – Nasza początkowa działalność była oparta na dystrybucji na rynku polskim zabawek znanych światowych producentów. Dziś, bogaci w doświadczenia, zapraszamy do współpracy przedsiębiorców, chcących połączyć biznes z przyjemnością – mówi nam Robert Momocki, kierujący rozwojem sieci.

WSZYSTKO DLA DOMU

Ikea, Jysk, Leroy Merlin, Obi, Castorama – to naturalni liderzy rynku wyposażenia domu oraz – po części – artykułów do budowy i remontu. Ich oferta skierowana jest raczej do osób samodzielnie przeprowadzających drobne prace lub potrzebujących szybko kupić określone artykuły. Jeśli bowiem chodzi o sklepy budowlane z prawdziwego zdarzenia – nic sieci Leroy Merlin nie ujmując! – to okazuje się, że zakupy lepiej zrobić na przykład w PSB Mrówka.

- Od wielu lat obserwujemy dobrą koniunkturę w segmencie związanym z remontami oraz utrzymaniem domów w małych miejscowościach. Tak było i w 2015 r. - przychody całej sieci detalicznej sklepów PSB- -Mrówka, w wyniku wzrostu popytu oraz uruchomienia nowych placówek, wzrosły aż o 22% i osiągnęły poziom 1,3 mld zł. W tym czasie powstało 27 nowych marketów. Zaś w samym pierwszym półroczu 2016 r. powstało 17 sklepów – mówi nam Marzena Misior-Syczuk, Koordynator ds. PR w sieci Mrówka. Obecnie Grupa zrzesza 359 małych i średnich, rodzinnych firm z terenu całej Polski, które prowadzą handel w 419 składach budowlanych, w 222 marketach PSB-Mrówka oraz w 45 centrach handlowych PSB-Profi. W placówkach tych pracuje ponad 12 tys. osób.

Nową ofertę franczyzy przedstawiła niedawno sieć sklepów z dywanami, wykładzinami i podłogami – Komfort. W ramach opłaty wynoszącej 50 tys. zł oferuje w zasadzie pełne wyposażenie sklepu wraz z zatowarowaniem (franczyza depozytowa). Sieć ma obecnie 83 sklepy własne i 25 franczyzowych, w tym 7 w systemie depozytowym. W podobnej branży działają sklepy Majster Plus. Sprzedają materiały wykończeniowe - drzwi wewnętrzne, zewnętrzne i wejściowe, podłogi drewniane i panele podłogowe. Minimalna powierzchnia sklepu to 80 m², optymalna – od 120 do 150 m². Według przedstawicieli sieci do otwarcia sklepu wystarczy 40 tys. zł. Sklepy tego typu są silnie skorelowane z lokalną społecznością, muszą odpowiadać na aktualne potrzeby klientów. Wymagają też sporo zaangażowania, dlatego też oferty franczyzowe w tej branży są kierowane do osób z konkretnych miejscowości lub rejonów.

SKLEPY SPECJALISTYCZNE

FMCG, odzież i artykuły budowlane to oczywiście nie jedyne branże handlowe, w których rozwijają się systemy franczyzowe. GRENE to sieć z artykułami technicznego zaopatrzenia rolnictwa. Próżno szukać ich w miastach, są tam, gdzie ich klienci. W małych miejscowościach, regionach rolniczych. Sieć bardzo dynamicznie się rozwija. Pod marką GRENE działają obecnie 43 sklepy franczyzowe i 93 własne. W tym roku mija 20 lat działalności. W ofercie firmy są części zamienne do ciągników i maszyn rolniczych, artykuły gospodarcze, odzież ochronna. Ostatnio GRENE przedstawiło nową ofertę, skierowaną do dealerów maszyn rolniczych. Dotyczy ona ewentualnego rozszerzenia ich działalności i dywersyfikacji źródeł przychodu. Leszek Niewiedziała, Kierownik Działu Franczyzy GRENE mówi: - Błędem byłoby oczekiwać, że sprzedaż nowych maszyn będzie wzrastać - szczególnie w kontekście spadków cen produktów rolno-spożywczych. Tym bardziej, że rolnicy chętnie remontują zepsuty sprzęt, inwestując w części zamienne. Ciekawą ofertę dla miłośników gadżetów i surviwalu ma sieć Hobby4Men. Jest to jedna z gałęzi firmy Kolter, m.in. właściciela sklepu internetowego broń.pl. - Na tę chwilę jest to jedyna franczyza w branży. Jesteśmy tutaj prekursorem. Franczyza cieszy się sporym zainteresowaniem. Zgłasza się coraz więcej osób zainteresowanych tym tematem. Im więcej naszych sklepów w galeriach tym lepsza rozpoznawalność marki. Sklepy Hobby4Men stają się coraz bardziej popularne właśnie m.in. przez rosnącą ilość sklepów w różnych częściach Polski - mówi nam Paulina Klekot, manager sieci sklepów Hobby4Men.

A MOŻE HOT DOGA DO TEGO?

Taki tekst można usłyszeć na niemal każdej stacji benzynowej. A tych jest w Polce sporo - w połowie roku 2016 zidentyfikowano ich dokładnie 6 664. Liderem rynku jest nasz rodzimy Orlen, który ma 1752 stacje, w tym 130 pod logo Bliska. Na drugim miejscu jest BP z 501 stacjami, 478 ma Grupa Lotos (w tym 198 pod logo Optima). Ze znanych marek nie wolno pominąć takich firm jak Shell, Statoil (w przyszłości będzie się nazywał Circle K), IDS, Total czy Lukoil (marka należy teraz do Austriaków). Po piętach depczą im niezależni operatorzy, którzy mają aż 2 800 stacji. Pierwsze skrzypce gra sieć Moya (112 stacji), drugi jest Huzar (99), świetnie radzi sobie Slovnaft Partner (81). Obracają ogromnymi kwotami. Sam Orlen sprzedaje paliwo za ponad 30 mld zł rocznie. „Franczyza benzynowa” nie jest dostępna dla wszystkich, przede wszystkim z powodu ceny. Zbudowanie stacji paliw kosztuje kilka mln złotych. Trzeba też przyznać, że większość koncernów nie walczy już na liczbę dystrybutorów, tu karty są rozdane a sieć stacji w Polsce jest dość gęsta. Skupiają się na jakości obsługi klienta i rozszerzaniu asortymentu - jeszcze niedawno nikt by nie pomyślał, że na stacji znajdzie się piwniczka z regionalnymi piwami, będzie można kupić świeże kwiaty czy drewno do kominka? Franczyzowe kioski InMedio znajdziemy w ¾ centrów handlowych. Sieć w zeszłym roku sprzedała towary za prawie 520 mln zł. Po uruchomieniu nowego programu dla partnerów, sieć Komfort co rusz otwiera nowe placówki - w tym roku będzie ich ok. 20. Kosmeteria - Eksperci Urody (ok. 150 sklepów) nie otwiera sklepów własnych, są to wyłącznie jednostki franczyzowe.

APTEKI - LICZBA ROŚNIE, USIECIOWIENIE RÓWNIEŻ

Według raportu Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych w Polsce działają 24 franczyzowe sieci aptek. Największą z nich jest Dbam o Zdrowie (DOZ). Obecnie pod tą marką funkcjonują 843 placówki, w tym 585 własnych i 258 franczyzowych. Na drugim miejscu pod względem wielkości sieci jest Dr. Max, który zbliża się do liczby 370 aptek. Z tego ok. 300 to placówki własne sieci a prawie 70 – partnerzy, którzy nie mają w szyldzie nazwy Dr. Max. Sama marka należy do słowacko-czeskiego funduszu Penta Investments (znanego u nas również jako właściciel Empiku), który stosunkowo niedawno przejął sieć Mediq, a jej placówki zmieniły szyld na Dr. Max. Trzecie miejsce zajmuje sieć aptek Prima, która zrzesza około 170 placówek, w tym 70 franczyzowych.

Rozwijają się również grupy zakupowe zrzeszające niezależne apteki, które mogą korzystać z preferencyjnych cen zakupów leków i wyrobów medycznych. Jedną z bardziej znanych jest NEUCA, swoista grupa zakupowa skupiona wokół dystrybutora farmaceutyków. Pozwala aptekarzom na zmawianie środków wedle potrzeb i po dobrych cenach, dystrybutor zaś dostaje dostęp do szerokiej sieci sprzedaży. Dziś z programów partnerskich firmy korzysta już 6 500 aptek. - W ciągu ostatniego roku odnotowaliśmy wzrost aż o 1874 apteki uczestniczące w programach partnerskich PARTNER+ i ZYSK+ oraz programie marketingowym RPM. Rosnące grono farmaceutów jest najlepszym dowodem na ich efektywność. Coraz więcej właścicieli aptek dostrzega duże korzyści płynące ze wsparcia, jakie otrzymuje w naszych programach – mówi Małgorzata Swaczyna, Kierownik ds. Wdrożenia Programów dla Aptek w NEUCA.

Według badań IMS Health to właśnie zakupy są jedną z największych bolączek niezależnych aptekarzy. Kupując po kilka opakowań leku nie uzyskają takiego rabatu jak sieć, która kupuje ich tysiące. A to odbija się na rentowności. Na polskim rynku działa obecnie prawie 15 tys. aptek. IMS Health wskazuje, że w całym zeszłym roku 2015 przybyło ponad 700 aptek sieciowych a o ok. 470 zmniejszyła się liczba niezależnych. Słowem – na rynku pojawiło się ćwierć tysiąca nowych podmiotów. Ich liczba ciągle rośnie i nie ma w tym nic dziwnego. To całkiem niezły biznes. Cały rynek sprzedaje za ponad 31 mld zł rocznie a statystyczna polska apteka ma miesięczny obrót przekraczający 160 tys. zł. Z kolei statystyczny Kowalski wydaje w niej 600 zł rocznie, z czego ponad 40% przypada na leki OTC (tzw. bez recepty). Na tym wymagającym rynku coraz trudniej utrzymać się aptekom niezależnym. We franczyzie działa niewiele ponad 30% placówek, ale generują więcej niż połowę obrotu w całej branży.

Przy okazji warto zauważyć, że w krajach Europy Zachodniej jedna apteka przypada na ok. 4500 obywateli. U nas - na mniej niż 2500 osób. Widać więc, że konkurencja jest naprawdę ostra. Jak można stać się franczyzobiorcą? Najprościej mają właściciele już działających, niezależnych aptek. Co mogą zyskać dzięki wstąpieniu do sieci? Przede wszystkim wsparcie marketingowe i wyższą marżę. Przecież łatwiej i taniej wynegocjować dobre ceny i zrobić zakupy dla kilkuset aptek, niż dla jednej. Wydaje się jednak, że duże sieci apteczne złapały zadyszkę i szybciej rozwijają się te mniejsze. Sieć DOZ jeszcze niedawno podawała, że ma ok. 600 aptek własnych i 400 franczyzowych. Dziś – łącznie 843, oznacza to więc spadek. Dr. Max stopniowo rośnie w siłę. W 2011 roku miał 60 aptek, na koniec 2015 – 360, dziś – ok. 370. Praktycznie nie zmieniła się liczba placówek sieci Prima, lekki spadek zanotowała za to Grupa Bliska, która dziś zrzesza łącznie 93 apteki (na początku roku było ich 110 – 60 franczyzowych i 50 własnych).

Oczywiście nie wymieniliśmy wszystkich firm handlowych na polskim rynku, które rozwijają się w modelu franczyzowym. Nie sposób też określić ich dokładnych obrotów – niektóre ich nie podają, większość ma zarówno placówki własne, jak i franczyzowe. Z naszych badań wynika, iż w kraju działa obecnie trochę ponad pół tysiąca aktywnych systemów sieciowych. Ponad sto z nich operuje w obszarze handlu. Wiadomo również, że ok. 3/4 wszystkich sieci franczyzowych w Polsce ma rodzime pochodzenie, czyli to nasz, polski, sąsiedzki kapitał. Z franczyzą spotkamy się nawet nieświadomie kupując mleko, gazetę, panele podłogowe do domu czy kurtkę. Jest to jednocześnie łącznik pomiędzy producentami a klientami. Co ciekawe – ci pierwsi to w znacznej mierze polscy wytwórcy. Nie wolno więc traktować franczyzy – która jest przecież jedynie modelem biznesowym – jako obcego wynalazku, wrogiego kapitału etc. Zadomowiła się na naszym rynku na dobre – i jak widać mnóstwo firm czerpie profity ze wspólnej, partnerskiej działalności.

 

Dołącz do newslettera

Pozostałe artykuły - Raporty

Data dodania: 24 sierpnia 2021
Nadeszły dobre czasy dla franczyzy
Data dodania: 9 sierpnia 2021
Sposoby gastronomii na przetrwanie kryzysu
Data dodania: 28 maja 2021
Franczyza - do usług
Data dodania: 25 marca 2021
Pośrednictwo finansowe wciąż daje zarobić

zobacz więcej

Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram