Czy i jak założyć firmę za granicą

Data dodania: 5 czerwca 2017
Foto: freeimages.com
Czy i jak założyć firmę za granicą

Założę się, że w tej chwili wielu Polaków myśli o założeniu własnej firmy. Ba – znam wielu. Co ich odstrasza? Przede wszystkim koszta prowadzenia działalności, które na ogół nie są konkurencyjne dla etatu. Można je znacznie zmniejszyć, prowadząc firmę za granicą. Jak i za ile?

NA POŁUDNIE!

Ostatnio na topie są Czechy i Słowacja. Te dwa kraje charakteryzują się przyjaznym podejściem do przedsiębiorców, w tym polskich. Spójrzmy jak to działa. Polak, który chce założyć firmę w Czechach ma do wyboru kilka opcji. Podstawową - w stylu naszej działalności gospodarczej. U naszych południowych sąsiadów prowadzi się ją pod własnym nazwiskiem.

Można do tego dodawać różne człony, ale nieformalnie. Jeśli zaś chcemy, by nazwa handlowa naszej działalności była zastrzeżona, musimy prowadzić pełną księgowość. W najprostszej wersji mamy do dyspozycji rozliczenia ryczałtowe. Rachunkowość jest bardzo prosta. Przedsiębiorcy mogą też założyć spółkę jawną. Musi być ona regulowana umową, prowadzić pełną rachunkowość i wymaga wpisu do rejestru spółek. Inne formy to spółki komandytowe i z ograniczoną odpowiedzialnością. Kapitał zakładowy spółki z o.o. na Słowacji to 5 000 euro, w Czechach zaś… 1 korona, czyli jakieś 16 groszy. Przyjrzyjmy się najprostszej działalności gospodarczej. W Polsce po jej założeniu musiałbym płacić ZUS i tym podobne daniny.

Preferencyjne stawki dla nowych przedsiębiorców obowiązują przez 2 lata, ich wysokość w tej chwili to w przybliżeniu 470 zł. Do tego dochodzi podatek CIT, na ogół w wysokości 19% dochodu (przychód minus koszty). Tymczasem w Czechach normalne stawki ZUS to 610 zł miesięcznie a podatek wynosi… okrąglutkie zero. No i dodajmy, że zwykła stawka ZUS w Polsce wynosi w przybliżeniu 1100 – 1150 zł. Porównajmy to z pensją statystycznego Polaka podawaną przez ZUS (acz mocno odbiegającą od rzeczywistości) – 3 000 zł netto.

Przy „dużym” ZUS-ie i zerowych kosztach w Polsce przedsiębiorcy zostaje w kieszeni połowa tej sumy. W Czechach – ok. 2500 zł. Przy wyższych zarobkach – ok. 5000 zł, w Czechach zostawiamy państwu ciągle 610 zł, w Polsce – ok. 1800. Jest różnica? Bierze się ona z niższego ZUS-u (ubezpieczenie działa w Polsce, a już po miesiącu nabieramy praw do czeskiej emerytury), zerowego podatku i odliczenia kosztów w wysokości 60% dochodu. Do tego nie trzeba mieć konta w czeskim banku, a do Czech wystarczy jeździć na wakacje.

Pamiętajmy, że do tego Czesi nie naliczają akcyzy od samochodów i mają niższy VAT, więc jeśli nosimy się z zamiarem kupna auta, zróbmy to u nich. Co prawda będziemy jeździć na czeskich blachach, ale samochód będzie mniej więcej o 1/3 tańszy. Jest jeden minus – podczas zakładania firmy w Czechach warto skorzystać z pomocy wyspecjalizowanego w tym biura.

To koszt od 1000 do 1400 zł, wirtualne biuro będzie nas kosztować ok. 50 - 100 zł miesięcznie, łącznie z księgowością – ok. 150 – 200 zł, ale podobne sumy zapłacimy w Polsce. Podczas zakładania firmy będziemy musieli stawić się w czeskim urzędzie. Firmy pośredniczące w tym procesie mieszczą się na ogół blisko granicy lub w Pradze, dojazd jest więc dogodny. Nie ma też problemu z założeniem w Czechach spółki.

Sprzeda ją nam każdy porządny pośrednik. Jednym z nich jest Zbigniew Mrózek, prowadzący doradztwo podatkowe Account Professional s.a. w Ostrawie. Ma w ofercie tzw. spółki szufladowe. Są już zarejestrowane, ale nie prowadzą działalności. Kupno takiej spółki kosztuje niewiele ponad 4 000 zł. A w każdym przypadku odpada nam użeranie się z urzędnikami – czescy po prostu nie traktują przedsiębiorcy jak oszusta. To wartość dodana, pozornie niewymierna. Mimo wszystko pozwala oszczędzić czas i nerwy.

A MOŻE NA ZACHÓD?

W Niemczech działa już ponad 60 000 firm założonych przez Polaków. Co ich tam ciągnie? Sprawa wygląda zdecydowanie inaczej, niż w przypadku Czech. Firmy w Niemczech zakładają przede wszystkim przedsiębiorcy, którzy prowadzą interesy w tym kraju. W większości są to przedsiębiorstwa budowlane. Samo założenie działalności bądź spółki po to, by oszczędzić na kosztach jest w Niemczech bardzo źle widziane. Nie mieści się po prostu w kulturze biznesowej tego kraju.

Zdecydowana większość osób które znam, a które prowadzą firmy w Niemczech podkreśla, że nasi zachodni sąsiedzi są bardzo solidni i rzetelni w interesach. Po wyłączeniu dyktafonu dodają też, że w zasadzie nie chcą pracować z polskimi firmami, które nie są zarejestrowane w Niemczech. Boją się, nie chcą. Ergo – jeśli nie zamierzamy prowadzić działalności w Niemczech, to niespecjalnie warto rozważać ten kraj jako miejsce do oszczędzenia na kosztach.

WYSPY – NA RAZIE PRZYJAZNE

Na razie, bo nie wiadomo jak dalej potoczą się sprawy związane z Brexitem. Przypomnijmy – Brytyjczycy zdecydowali w referendum, że chcą wystąpienia z Unii Europejskiej. Europa przyjęła to ze zdumieniem, Brytyjczycy również. Jak się okazuje, jednak nie za bardzo chcą się izolować, niespecjalnie wiedzieli za czym głosują, a w ogóle to był żart. Cóż, rzeczywiste wyjście Zjednoczonego Królestwa z europejskiego salonu potrwa przynajmniej dwa lata, o ile rzeczywiście nastąpi i nikt nie będzie umiał wyprostować tej niefortunnej decyzji.

Na razie firmę na Wyspach opłaca się uruchomić z kilku powodów. Jednym jest kwota wolna od podatku. U nas to niewiele ponad 3 000 zł, Brytyjczyk (a więc i właściciel firmy w tym kraju) nie płaci podatku jeśli nie zarobi przynajmniej 11 000 funtów (czyli ok. 55 000 zł). Rewelacja! Firmę na Wsypach można założyć korzystając z pomocy pośrednika, ale i tak wymaga to wizyty w brytyjskim urzędzie.

Osobiście trzeba udać się po numer NIN – rodzaj NIP-u. Wszystkie koszty urzędowe oscylują wokół sumy 300 funtów. Prowadzenie firmy to miesięcznie koszt ok. 90 funtów, lub – w przypadku małej firmy – 550 funtów. W sumie trudno powiedzieć, czy to skóra warta wyprawki. Czy plusem i magnesem może być brytyjska emerytura. Za 30 lat pracy otrzymuje  się obecnie ok. 150 funtów tygodniowo, czyli ok. 3 000 zł miesięcznie. Na warunki brytyjskie są to stawki głodowe, na obecne polskie – co najmniej dobre…

NIEPOKOJE EKONOMISTÓW

Nie wiadomo dokładnie ilu Polaków założyło firmy za granicą w celu uniknięcia nadmiernych obciążeń fiskalnych, biurokracji i agresywnego fiskusa. Każdy z nich jest dla budżetu niewykorzystaną szansą. Nie płaci w Polsce CIT-u, nie wspiera ZUS-u, opłaty administracyjne nie wspierają urzędów. Czy można uznać to za działanie na szkodę państwa? Znajdą się tacy, którzy powiedzą, że tak. Prawda jest jednak taka, że to państwo samo szkodzi sobie i swoim obywatelom, skoro nie dość, że nie stwarza odpowiednich warunków dla małego biznesu, to jeszcze bezczelnie go zwalcza.

Konrad Bagiński

Zobacz nasz katalog sieci franczyzowych i upewnij się która franczyza będzie dla Ciebie najlepsza.

Dołącz do newslettera

Copyright © ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl  Skład magazynu Franczyza & Biznes: Aera Design