Znajdź swoją niszę - nietypowe franczyzy

Autor: Redakcja
Data dodania: 7 stycznia 2015
Kategoria:
Znajdź swoją niszę - nietypowe franczyzy

Z czym kojarzy się franczyza? Wiadomo – gastronomia, fast-foody, sklepy spożywcze. To najczęstsze odpowiedzi, poniekąd słuszne, w końcu to najbardziej widoczne przykłady franczyz. Ale ten model prowadzenia biznesu sprawdza się w każdej niemal dziedzinie i branży. Ludzka pomysłowość i umiejętność wyszukiwania rynkowych nisz, pójścia pod prąd i znalezienia swojego worka złota na drugim końcu tęczy jest zadziwiająca.

DLA WOJAKA

W Polsce nie ma jeszcze zwyczaju poszukiwania franczyzobiorców wśród konkretnych grup zawodowych. Owszem, są firmy, które sugerują, że współpraca z nimi jest dobrym pomysłem dla młodych mam, emerytów czy osób niepełnosprawnych. Jednak mówimy bardziej o zleceniach, które mogą wykonywać ludzie z konkretnych grup społecznych, niż w pełni zaplanowanej, długofalowej współpracy. W wielu krajach cenioną grupą zawodową są byli wojskowi. W Stanach czy Wielkiej Brytanii istnieje rynek franczyz przeznaczonych specjalnie dla nich. Wojskowi zostali nauczeni pewnych zachowań, które w wielu sytuacjach biznesowych dają im przewagę. Z drugiej strony jest to pewnego rodzaju misja, zagospodarowanie energii i doświadczeń byłych żołnierzy. Ten trend zrodził się prawdopodobnie po wojnie w Wietnamie, która zostawiła w amerykańskim społeczeństwie szpetną demograficzną bliznę w postaci tysięcy młodych ludzi bez zajęcia. Wyrwani ze swojego świata na drugi koniec globu, nie umieli się odnaleźć po powrocie.

Obecnie istnieje szereg systemów franczyzowych chętnie sięgających po armijne zasoby. Byłych wojskowych wspiera na przykład British Franchise Association. W Wielkiej Brytanii działa dziś około 930 franczyzodawców, 40 tysięcy placówek franczyzowych generuje prawie 14 mld funtów obrotu i zatrudnia ponad 560 tysięcy ludzi. To wiele więcej, niż pracuje w brytyjskich siłach zbrojnych. Według BFA wojskowi mają cechy, które przydają się w prowadzeniu własnego biznesu. To samodyscyplina, silna motywacja, umiejętność podejmowania decyzji, wychodzenia z inicjatywą i dotarcia do innych. BFA podkreśla, że istnieje również szereg franczyz technicznych, obejmujących takie obszary, jak motoryzacja, IT, branże w których przydaje się techniczne wykształcenie wojskowych, szkolenia i usługi – przecież armia tylko w pewnej części składa się z frontowych żołnierzy.

J Dog, czyli Jerry Flanagan, założyciel i właściciel JDog Junk Removal.

Kluczowa jest też umiejętność współpracy w określonej strukturze i przestrzeganie zasad. Do tego pracownicy wojska przyzwyczajeni są do relokacji, więc na ogół nie mają problemu ze zorganizowaniem sobie przeprowadzki. Przykładem firmy skupionej na weteranach jest JDog Junk Removal – amerykańska firma z bazą na Florydzie. Rekrutuje franczyzobiorców wyłącznie z grupy weteranów i ich rodzin. W dużym skrócie JDog zajmuje się likwidowaniem niepotrzebnych rzeczy, głównie przy  czyszczeniu obiektów do przebudowy bądź rozbiórki. Pozbędą się wszystkiego – od krzeseł, parkietu, fortepianu, po basen, płot i zbiornik gazu. Część rzeczy przekazują potrzebującym, resztę utylizują.

JDog reklamuje się poprzez organizacje weteranów i wojskowe media. Wstępne koszty przystąpienia do systemu szacowane są na około 20 tys. dolarów. Byli wojskowi dobrze znają się na tej robocie – wojna zawsze wiąże się z bałaganem, który potem trzeba sprzątać… Co ciekawe – armia wspiera odchodzących z niej pracowników nisko oprocentowanymi pożyczkami na założenie własnego biznesu, więc do założenia oddziału JDog nie trzeba mieć dużych środków. Podobna do JDog firma Puro Clean (około 250 franczyzobiorców), nastawiona jest bardziej na pomoc w sytuacjach ekstremalnych – pracują w systemie 24/7 i sprzątają po
katastrofach, wypadkach etc. Weterani mają 5 tys. dolarów upustu na opłatę wstępną.

Co więcej – weterani we franczyzie wcale nie muszą się brudzić. 7-eleven proponuje im 20% upustu na opłatę franczyzową. Podobnych ofert są dziesiątki, w większości wspiera je armia i organizacje pozarządowe oraz media biznesowe. Czy tego typu inicjatywy powstaną również w Polsce? Oby – co roku wysyłamy w różne strony świata kontyngenty naszych żołnierzy, wielu pracowników armii i policjantów odchodzi do cywila a brakuje systemowego rozwiązania – nikt nie umie zagospodarować ich umiejętności.

DLA DZIECIAKA

Czy ktoś z czytających te słowa z przyjemnym wzruszeniem wspomina lekcje matematyki w szkole? Wątpię. Po co więc tworzyć dodatkowy, pozaszkolny program nauczania tego przedmiotu, za który rodzice muszą dopłacić? Pytanie słuszne, ale odpowiedź trudna. Okazuje się, że to działa. Najpopularniejszy bodaj system 2plus2 stworzyła w 2010 roku Grupa Edukacyjna 2BLC.

Poszukiwanie franczyzobiorców rozpoczęła dwa lata temu a dziś ich liczba rośnie z tygodnia na tydzień. Ten rok zamknie z około 60 partnerami, ich liczba w 2015 powinna się podwoić. Co jest wyjątkowego w 2plus2? Po pierwsze jest to polski system, który zdobywa naprawdę dużą popularność i to nie tylko w naszym kraju. Szkoły pod szyldem 2plus2 działają już w Czechach, na Ukrainie, Serbii i Kazachstanie. Nietypowy i ciekawy kierunek rozwoju. Sam koncept ma kilka dużych plusów. Jest niedrogi – otwarcie placówki to koszt około 8 tys. zł. Rodzicom również nie drenuje kieszeni, miesięczna opłata to, w zależności od miasta, 185 – 230 zł. Ta cena to abonament za naukę - dziecko może się uczyć tyle, ile potrzebuje. Standardowo szkoła proponuje 2 godziny zajęć tygodniowo, ale uczniowie mogą przychodzić wedle potrzeb i nie wpływa to na wysokość rachunku. Sami wybierają dni i godziny zajęć, mogą zawiesić naukę jeśli czują się usatysfakcjonowani wynikami bądź całkowicie z niej zrezygnować.

Zajęcia w założeniu nie są typowymi korepetycjami, system stawia na naukę przez rozwiązywania problemów. To ciekawe połączenie korepetycji z zajęciami grupowymi. – Rozwój sieci franczyzowej zależy od ilości zgłoszeń. Widać, że potencjalni partnerzy coraz bardziej interesują się szkołą. Zauważono, że mamy dużo oddziałów, które utrzymują się na rynku. Stopniowo uruchomiamy nowe placówki. Dlatego już w drugim roku działalności jako franczyzodawca mamy prawie 30 szkół – opowiada Marcin Kruszyński, dyrektor szkoły 2plus2.

Popyt na tego typu ofertę edukacyjną jest niezależny od wielkości miast. – Dzieci chcą się uczyć wszędzie, a te z mniejszych miejscowości są naprawdę bardzo zaangażowane w naukę. Otwieramy nasze placówki zarówno w dużych miastach, jak i małych. W zasadzie każde miasto powyżej 15-20 tys. mieszkańców jest dobre do prowadzenia szkoły – tłumaczy Marcin Kruszyński. W jego ocenie za sukces biznesowy takiej placówki odpowiada osoba zarządzająca. – Powodzenie prowadzenia szkoły zależy od osoby, która zostaje franczyzobiorcą. Jeśli jest obowiązkowa, zdyscyplinowana i potrafi nawiązać dobry kontakt z rodzicami, to sukces ma w zasięgu ręki – przekonuje.

DLA PSIAKA

Myjnia dla psów sieci All Pet Wash (USA).

Zwabić psa do łazienki, zapakować go do wanny, złapać ponownie, ponownie wsadzić, zmoczyć, umyć, wysuszyć, opatrzyć rany i zaleczyć zszargane nerwy – tak często wygląda próba umycia psa. Alternatywą jest wysłanie zwierzaka do salonu psiej  piękności, ale to opcja kosztowo porównywalna do wysłania żony do kosmetyczki i fryzjera jednocześnie. Żona powinna ładnie wyglądać i dobrze się czuć, psu wystarczy, żeby był po prostu czysty. Z pomocą przychodzą nam myjnie dla psów. Jak to działa? Podobnie jak myjnia samochodowa – automatyczna bądź samoobsługowa. Są to zamykane urządzenia z szybą, za którą pies jest spryskiwany, płukany i suszony, są też specjalne wanny z prysznicami, gdzie sami decydujemy o długości i jakości psiej kosmetyki.

Kluczową sprawą jest lokalizacja – niektóre psie myjnie powstają przy zwykłych myjniach samochodowych (co ma sens, bo można umyć i psa, i auto po wycieczce), inne przy gabinetach weterynaryjnych, garażach czy w wolnostojących kontenerach. Doprowadzenie futrzaka do stanu czystości kosztuje od kilku do dwudziestu kilku złotych. Cena przystępna. Zalety dla klienta są oczywiste – nie musi specjalnie kupować psich kosmetyków, remontować i odkażać łazienki. Otrzymuje dobrą i niedrogą usługę. Co ciekawe – na świecie istnieje wiele franczyz z psimi myjniami, ale w Polsce jeszcze się nie przyjęły.

Sfranczyzowane myjnie dla psów są popularne w Australii, Stanach, także w Wielkiej Brytanii. Na naszym rynku kupno maszyny to koszt około 40 tys. zł, przy odpowiedniej lokalizacji biznes będzie rentowny. Według szacunkowych danych koszt minuty pracy myjni to najwyżej kilkanaście groszy, klient za ten czas płaci około złotówki. Franczyza na pewno pomogłaby w serwisowaniu urządzeń, doborze i kupnie odpowiednich kosmetyków i chemii do dezynfekcji czy marketingu. Do pomieszczeń myjni można też wprowadzać aparaty wendingowe np. ze smakołykami, zabawkami dla psa czy jednorazowymi fartuchami dla właścicieli. Poczekamy, zobaczymy, może się zacznie.

DLA MIĘSOŻERCÓW

Sklep sieci Beef Jerky Outlet z suszoną wołowiną.

USA to dziwny kraj. Żyje tam prawie 318 milionów ludzi i 95 milionów krów. Nie świadczy to o tym, że Amerykanie kochają krowy, lecz o tym, że uwielbiają wołowinę. W każdej postaci. Najpopularniejsze są hamburgery i steki, ale spora grupa ludzi lubi ją też spożywać w formie suszonej. Jest to społeczność na tyle duża, że opłacało się stworzyć sieci sklepów sprzedających tylko i wyłącznie suszoną wołowinę.

Jedną z nich, działającą we franczyzie jest Beef Jerky Outlet. I nie są to sklepiki czy małe stoiska – to spore salony z asortymentem składającym się z ponad setki produktów. Większości z nich można za darmo spróbować, podyskutować z personelem i dowiedzieć się czym ten wysuszony kawałek mięsa jest i jak powstał. Produkty sprzedawane w Beef Jerky są produkowane tylko dla tej sieci i nie są dostępne w innych sklepach. Suszona wołowina ma oczywiście okres przydatności do spożycia, ale nie jest to towar, który łatwo się psuje. W końcu rdzenni Indianie, traperzy, kopacze pchani gorączką złota w okolice Klondike żywili się tym produktem i to na masową skalę. Dziś suszoną wołowinę jedzą nie tylko myśliwi czy miłośnicy długich wycieczek. To po prostu fajna przekąska, w końcu zdrowsze to niż czipsy.

Nie jest to tania franczyza, koszt otwarcia „salonu” waha się od 130 tysięcy do ćwierć miliona dolarów. Mimo to chętnych nie brakuje, obecnie w sieci działa około 60 sklepów a kolejne otwarcia są w drodze. Tego typu franczyza ma sens raczej tylko w krajach, których społeczeństwo tak mocno ukochało wołowinę, jak Amerykanie. W Europie suszonki nie cieszą się taką estymą, jak za Oceanem. Beef Jerky i podobne koncepty mogą być jednak niezłą inspiracją na nietypowy sklep.

Co ciekawe – Beef Jerky Outlet również ma specjalną ofertę dla weteranów. Podczas otwierania pierwszego sklepu płacą połowę opłaty wstępnej – czyli 20 zamiast 40 tysięcy dolarów.

DO SPANIA

Hotel kapsułowy „9 Hours Capsule Hotel” w Kioto (Japonia).

Media co jakiś czas podgrzewają wyobraźnię swoich czytelników newsami o kolejnych ekskluzywnych hotelach. Siedem gwiazdek, jacuzzi w salonie, złote kurki w łazience – w ekskluzywnym hotelu możesz mieć wszystko. Super, tylko wysadzane kryształami umywalki to nie jest dokładnie to, czego potrzebuje przeciętny turysta czy człowiek podróżujący w interesach. On chce się wyspać, zjeść śniadanie i ruszać dalej. No i najlepiej, żeby nie było drogo.

Skalę potrzeby tanich noclegów pokazuje błyskawiczny sukces serwisu Airbnb. Masz wolny pokój, kąt, miejsce do spania? Wynajmij je – gość dostanie tani nocleg w domowych warunkach a ty trochę gotówki. Airbnb to sztandarowy przykład sharing economy. Dzięki Airbnb mamy dostęp do 800 tysięcy miejsc noclegowych w 34 tysiącach miast w ponad 190 krajach. Możemy znaleźć łóżko na jedną noc, zamek (tak, zamek – mamy do wyboru 600 obiektów) na tydzień bądź willę na miesiąc. Skorzystało z tego już ponad 25 milionów osób. W całych Stanach Zjednoczonych jest 5 mln pokoi hotelowych, w Polsce 110 tysięcy. Widać więc, że ludzie szukają alternatywy. Potrzebą jest tani nocleg a ten zapewniają np. hotele kapsułowe i tzw. mikrohotele.

Kapsuły do spania to modny temat, najczęściej pojawia się jednak jako japońska ciekawostka. Przestrzeń wielkości szafy, w której jest mały stolik, telewizorek, wifi i już – czego więcej potrzeba, żeby się wyspać? Franczyzy na hotele kapsułowe już się pojawiają, choć nie w Polsce, nawet w Europie trudno je znaleźć. Słowem – jeśli chcesz otworzyć hotel kapsułowy we franczyzie, udaj się do Tokio.

Dużo łatwiej za to o mikrohotele – to coś, co w naszym kraju jest jeszcze nowością. Pokój w takim przybytku ma mikroskopijne rozmiary, w sumie przypomina bardziej przedział w wagonie, niż apartament. Łóżko, wieszak, telewizor, mała łazienka, obsługa zredukowana do minimum i brak typowych dla hoteli usług. Jedną z sieci rozwijających się we franczyzie jest easyHotel. Skupia ponad 20 hotelików w europejskich miastach. W Londynie można przenocować już za 19 euro, w normalnym hotelowym pokoiku. To poziom rzadko spotykany nawet w polskich hostelach, a jednak się opłaca. I jest to też bardzo fajny biznes do franczyzowania, bo wiedza o tym jak ekonomicznie a jednocześnie porządnie prowadzić tani hotel jest cenna i pożądana.

DLA TYCH, KTÓRZY SIĘ NIE BRZYDZĄ

W filmach i serialach telewizyjnych śmierć nie jest brzydka, krwawa i śmierdząca. W realnym życiu już tak. A to z kolei rodzi potrzebę posprzątania po Krwawym Żniwiarzu, nazywaną potocznie „czyszczeniem miejsc zbrodni”. Rzecz jasna nie chodzi o to, by zacierać ślady przed tym, gdy zbadają je organy ścigania, lecz nieco później. Nazwa usługi brzmi nieco sensacyjnie, w rzeczywistości czyszczenie miejsc realnych zbrodni nie jest podstawowym zajęciem tego typu biznesów. Dużo częściej są to mieszkania, w których umarł ktoś samotny a ciało odkryto po jakimś czasie. To również miejsca, w których ktoś targnął się na swoje życie a także pojazdy mechaniczne.

Ludzkie ciało po śmierci produkuje mnóstwo nieprzyjemnych wydzielin i zapachów, których usunięcie dla laika jest co najmniej bardzo trudne. Dlatego na Zachodzie działają wyspecjalizowane firmy, które zajmują się usuwaniem takich śladów. Dlaczego we franczyzie? Bo ta działalność wymaga sporej wiedzy i umiejętności oraz specyficznych środków chemicznych i sprzętu. Osoba, która chce zająć się sprzątaniem po zmarłych musi mieć oczywiście odpowiednią kondycję psychiczną – dość odporną, choć  oczywiście nie pozbawioną empatii. Do tego dochodzi wiedza medyczna i chemiczna, nieustannie aktualizowana.

Czy to może się sprawdzić w Polsce? Niestety raczej nie. W każdym większym mieście jest już niewielka firma, która specjalizuje się w tego typu zleceniach. Jako że nasz kraj, wbrew pozorom, jest oazą spokoju, zleceń nie jest wiele. Jedna z amerykańskich firm – Steri-Clean, oferujących „sprzątanie po zmarłych” we franczyzie szacuje, że jej franczyzobiorca powinien operować w rejonie zamieszkiwanym przez 2 – 4 miliony osób, ale uznaje, że mniejsze firmy dadzą sobie radę na obszarze, w którym znajduje się przynajmniej 50 tysięcy gospodarstw domowych. Inwestycja, jak na amerykańskie warunki, nie jest droga – 35 tysięcy dolarów za pierwszą licencję i przynajmniej 80 tysięcy na inwestycję. Steri-Clean zapewnia odpowiednią dawkę wiedzy – co roku organizują około 40 konferencji dla biorców franczyz.

DLA JUŻ UMARŁYCH

Amerykanie mogą nam się wydawać dziwnym narodem, jeśli chodzi o podejście do zmarłych. Popularne kremacje, legendarne trzymanie w domu prochów przodków etc. Ale powiedzmy sobie szczerze – kto by nie chciał, by jego prochy zostały wysłane balonem do nieba? A taką ofertę ma Eternal Ascent Society. I tę usługę oferuje swoim franczyzobiorcom! Polega ona na tym, że prochy zmarłego (albo zwierzęcia, tu firma nie robi problemów) pakuje się w półtorametrowy, elegancki balon. Wykonany jest z materiałów biodegradowalnych. Balon napełnia się helem i po krótkiej ceremonii wypuszcza w przestrzeń. Finalnie wędruje on
na wysokość 5 mil i w temperaturze - 40 stopni ulega degradacji. Prochy porywa wiatr.

Cały proces jest opatentowany. Franczyza kosztuje 10 tysięcy dolarów. Niestety ze względu na przepisy na razie nie jest możliwe zaadaptowanie jej do Polski. Warto jednak przypomnieć, że nie tak dawno wystartowała na polskim rynku firma produkująca eleganckie, ekologiczne, wysokiej jakości urny na prochy.

DLA CHORYCH I STARSZYCH

W wielu państwach mamy do czynienia z procesem starzenia się społeczeństw. Wymusza to powstanie i rozwój dostosowanych do tego procesu systemów opieki zdrowotnej. Na ogół są to tradycyjne usługi, wspierane często przez nowoczesne technologie. Firmą, która we franczyzie świadczy usługę opieki nad chorymi i starszymi jest niemiecki Hausengel. To największy w tym kraju pośrednik w kontaktach między osobami świadczącymi usługi opieki na zasadzie samodzielnej działalności gospodarczej i franczyzy, a osobami potrzebującymi takiej opieki lub ich rodzinami. Hausengel oferuje zarówno opiekę ambulatoryjną realizowaną przez sprawdzonych specjalistów, jak i całodobową opiekę domową sprawowaną przez opiekunów z Europy Wschodniej.

Jeszcze do niedawna niemieckie przepisy dotyczące opieki całodobowej, były niejednoznaczne i budziły wątpliwości i obawy wśród Polaków chętnych do podjęcia takiej formy zatrudnienia. Zmieniło się to w ubiegłym roku po wydaniu przez niemiecki sąd orzeczenia korzystnego dla firmy i jej franczyzobiorców. – Orzeczenie sądu, to zarówno dobry znak dla branży, jak również potwierdzenie legalności rozwiązań stosowanych przez nas od ośmiu lat w niemieckich gospodarstwach domowych – mówi Simon Wenz, dyrektor generalny spółki Hausengel.  – Ma ono duże znaczenie nie tylko dla naszej firmy oraz ponad tysiąca rodzin korzystających z naszych usług, lecz przede wszystkim dla samodzielnych opiekunów działających lub chcących działać pod szyldem Hausengel – dodaje Wenz.

Bardziej zaawansowaną technologicznie jest teleopieka, która również doskonale rozwija się we franczyzie. Co więcej – franczyza jest idealnym dla niej rozwiązaniem. Jak to działa? Jako przykład weźmy Wielką Brytanię. Działa tam organizacja National Framework Agreement on TeleCare. Nadzoruje ona mechanizmy dostarczania teleopieki na Wyspach Brytyjskich. Pacjenci wymagający opieki kontaktują się z centrum pomocy. To z kolei wysyła do nich opiekunów – na ogół są to właśnie pracownicy franczyzobiorcy. Oczywiście niektóre sygnały od podopiecznych trafiają od razu do służb ratunkowych – dotyczy to osób, które mają sygnalizatory automatycznie powiadamiające np. o zmianach pracy serca, braku oddechu etc. Warto jednak zauważyć, że wiele służb medycznych to prywatne firmy pracujące na zlecenie instytucji rządowych.

Tego typu systemy opieki są w Polsce jeszcze nowością, ale w ciągu najbliższych lat z pewnością staną się popularne. Mimo początkowych inwestycji, w dłuższym okresie przynoszą spore oszczędności przy jednoczesnym podniesieniu jakości usług.

 

NA KOMARY

Ekipa „Mosquito Squad” w akcji.

„Bez robali. Bez ukąszeń. Bez żartów” - to hasło reklamowe franczyzowej sieci Mosquito Squad. Firma ma już 300 franczyzobiorców i przez ostatnie 3 lata urosła prawie pięciokrotnie. Czym się zajmuje? Walką z owadami, w zasadzie ich odstraszaniem. Na ukąszenia komarów narażeni są praktycznie wszyscy, te mało sympatyczne owady przenoszą równie mało sympatyczne choroby. Pracownicy Mosquito Sqad na zlecenie swoich klientów spryskują dom, działkę, park, boisko specjalną substancją odstraszającą komary i kleszcze. Takie zabezpieczenie starcza na 3 tygodnie. Firma zapewnia, że substancja nie jest uciążliwa dla środowiska ani toksyczna dla ludzi i zwierząt. Na specjalne życzenie może użyć innego środka, składającego się z w pełni naturalnych składników, jego trwałość jest o tydzień niższa.

Opłata franczyzowa w Mosquito Squad wynosi 25 tysięcy dolarów, do tego należy doliczyć koszty inwestycji i sprzętu, szacowane na kolejne 25 – 35 tysięcy. W tej franczyzie bardzo ważna jest wiedza, toteż firma współpracuje z naukowcami i wspiera programy walki z chorobami przenoszonymi przez komary.

NA ROZTOCZA

Pogromcy komarów nie czynią im krzywdy. Bed Bug Chasers nie mają skrupułów i bez wytchnienia tępią roztocza. To kolejna amerykańska franczyza, tym razem polegająca na kładzeniu pokotem robali mieszkających w naszych łóżkach. Roztocza nie są wydumanym problemem. To powodujące alergie mikroskopijne pajęczaki. Lubią kurz. Mieszkają w dywanach, zasłonach, meblach, ręcznikach. Ale najwięcej znajdziemy ich właśnie w naszych łóżkach. Cieplutko, wilgotno, mnóstwo złuszczonego naskórka, którym się żywią. Warunki idealne.

Nie wszyscy jednak lubią takie towarzystwo, więc naprzeciw ich potrzebom wychodzi firma Bed Bug Chasers (czyli Pogromcy Łóżkowych Robaków). Nie skupia się tylko na łóżkach, w ciągu kilku godzin utłuką wszystkie (lub prawie wszystkie) roztocza w całym domu. Firma opracowała metodę szybkiego zabijania pasożytów przy użyciu specjalnych podgrzewaczy. Odpowiednia temperatura wystarczy, by się ich pozbyć z łóżek, mebli, książek, zasłon. Co ciekawe – Bed Bug Chasers są wyjątkowo dyskretni. Pod dom podjeżdżają furgonetką bez reklamy firmy, sprzęt również nie jest oznaczony, nie mają nawet wizytówek.

Koszt inwestycji to od 100 do 145 tysięcy dolarów, w to wliczona jest opłata za przystąpienie do sieci w wysokości 25 tysięcy dolarów. Pracę można zacząć od razu po szkoleniu – jako że BBC nie wykorzystują żadnych chemikaliów, nie są wymagane żadne specjalistyczne licencje.

ROSYJSKIE SHOW PROFESORA NIKOLA

Show szalonego profesora Nikola.

Absolwent Moskiewskiego Instytutu Fizyczno-Technicznego, który po studiach rozpoczął pracę w branży konsultingowej wymyślił obraz szalonego profesora Nikola i zajął się organizacją show dla dzieci w formie doświadczeń naukowych, które w atrakcyjny sposób przybliżają podstawy chemii i fizyki. Jako początkujący przedsiębiorca skompletował bazę 200 agencji eventowych, którym zaoferował swój pomysł w ramach organizacji imprez dla dzieci.

Z biegiem czasu popyt na nietypowy pomysł na lekcje był tak duży, że pojawiła się potrzeba rozbudowania biznesu. Stąd pomysł na franczyzę. Dziś lekcje szalonego profesora Nikola mogą odebrać dzieci nie tylko w Rosji. – Nasze show startowało także w Kazachstanie, Ukrainie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich - w Dubaju, gdzie szkolenie franczyzobiorcy odbyło się w języku angielskim. Na angielski zostały przetłumaczone wszystkie scenariusze zajęć. W planach mamy wejście na europejskie rynki. Na tego typu usługi jest m.in. popyt we Francji. Mieliśmy też próbę uruchomienia naszego konceptu w Polsce. Niestety bez powodzenia, ale liczymy, że wszystko jeszcze przed nami – mówi nam Nikołaj Ganajluk.

Dlaczego w Polsce się nie udało? Jak tłumaczy twórca konceptu, franczyzę kupili Rosjanie, którzy przeprowadzili się do Warszawy. Z powodów osobistych nie byli w stanie zaangażować w ten projekt w odpowiednim stopniu i mimo dobrego startu zrezygnowali z tego projektu. – Jestem pewien, że w Polsce nasza oferta spotkałaby się z szerokim zainteresowaniem. W Europie ten kierunek nie jest jeszcze dobrze rozwinięty. Myślimy o obecności w dużych europejskich miastach – dodaje Nikołaj Ganajluk.

NA CHRAPANIE

Firma Snorepro twierdzi, że jej produkt jest przeznaczony dla kobiet – 25%, które same chrapią i 75%, które przez chrapanie faceta nie mogą spokojnie spać. Sam produkt Snorepro to specjalna wkładka, którą instaluje się w ustach. Reguluje przepływ powietrza i sprawia, że zaopatrzony w nią delikwent nie chrapie. Brzmi banalnie, ale to produkt personalizowany – robiony na zamówienie dla każdego zamawiającego, pod jego wymiary. Wyrób znany jest w Nowej Zelandii od ponad ćwierć wieku. Kilka lat temu firma zmieniła właściciela – ponoć Grant Stephen nabył aparat do niechrapania i tak mu się spodobał, że kupił całe przedsiębiorstwo.

Obecnie pracuje nad globalnym zasięgiem a ten chce osiągnąć dzięki sfranczyzowaniu Snorepro. Franczyzobiorców szuka na wszystkich kontynentach – w końcu chrapanie jest przypadłością mężczyzn na całym świecie.

NIETYPOWE? ALE DOCHODOWE?

Czy nietypowe franczyzy mają sens? Oczywiście. Równie oczywiste jest to, że każdy początkujący biznesmen chciałby być prezesem dobrze prosperującej spółki wysokich technologii. Ale niewielu się do tego nadaje a pieniądze tak naprawdę są wszędzie. „Odpowiedz sobie na pytanie – co lubisz robić? A potem zacznij to robić”. Tak brzmi najprostszy a jednocześnie najtrudniejszy przepis na własny biznes. Schody zaczynają się wtedy, gdy zaczynamy szacować potencjalne zyski. Niestety, dobrze zrobiony biznesplan jest w stanie czarno na białym pokazać, że nasz wyśniony interes nie ma sensu ekonomicznego. Bo albo musielibyśmy mieć miliony klientów, albo wywindować cenę produktu lub usługi do poziomu, na którym nikt o zdrowych zmysłach nie będzie za niego płacił.

Dużym błędem jest też zabieranie się za własny biznes, patrząc tylko i wyłącznie na okres i stopę zwrotu. Jasne, nikt nie chce pracować charytatywnie, własny biznes to inwestycja. Ale inwestycja na długie lata. Zawsze trzeba patrzeć perspektywicznie. Czy naprawdę przez 10 czy 15 najbliższych lat chcesz robić to, czego nie lubisz, co Cię nie interesuje, do czego kompletnie nie masz zacięcia? Może lepiej zarobić nieco mniej, ale mieć frajdę z własnej pracy i mieć o czym opowiadać znajomym?

 

 

Dołącz do newslettera

Pozostałe artykuły - Raporty

Data dodania: 28 maja 2021
Franczyza - do usług
Data dodania: 25 marca 2021
Pośrednictwo finansowe wciąż daje zarobić
Data dodania: 19 marca 2021
Sieciówki nie poddają się w obliczu kryzysu
Data dodania: 20 stycznia 2021
Franczyzy odporne na kryzys

zobacz więcej

Data dodania: 27 lipca 2021
Laptop jest niezbędny dla każdego przedsiębiorcy
Data dodania: 27 lipca 2021
Firma na Facebooku
Data dodania: 26 lipca 2021
Eurocash zamyka nierentowne sklepy Delikatesy Centrum
Data dodania: 24 lipca 2021
Pomysły na biznes
Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram