Toy Planet – zabawkowa franczyza

Autor: Redakcja
Data dodania: 25 czerwca 2014
Kategoria:
Sklep Toy Planet

- Mamy żelazną zasadę, że sklepu Toy Planet nie otwieramy na pół gwizdka. Musi być perfekcyjnie przygotowany i perfekcyjnie zatowarowany. Konkurencja jest duża, wymogi klientów rosną i nie można sobie pozwolić na żadne niedociągnięcie – mówi nam Robert Momocki z sieci Toy Planet.

- Jak najkrócej można określić czym jest Toy Planet?
- Toy Planet to sklepy z markowymi zabawkami. Sieć działa i rozwija się na zasadzie franczyzy. Franczyzy miękkiej - w dużym stopniu inwestorem i beneficjentem, który zbiera profity z działalności jest nasz partner.

- Gdzie są sklepy i ile ich jest?
- W tej chwili w sieci działa 41 sklepów. 4 z nich są własnością firmy, zaś 37 to jednostki franczyzowe. Ten rok planujemy zamknąć liczbą 50 sklepów, mam nadzieję, że zrealizujemy ten cel. Sklepy rozmieszczone są na terenie całego kraju, głównie w centrach handlowych i głównych ulicach mniejszych miast. Sieć rozwijamy miastach od 15 tys. mieszkańców.

- Rozwijacie sieć według najlepszych wzorców - najpierw sklepy własne, sprawdzenie biznesu, zaproszenie partnerów.
- Tak, niedawno uczestniczyłem w wykładzie Andrzeja Krawczyka z Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych na temat tego, jak oceniać systemy franczyzowe. To, co słyszałem, utwierdziło mnie w przekonaniu, że idziemy dobrą drogą. Działamy na rynku od 13 lat, od 11 lat prowadzimy własne sklepy, na nich uczyliśmy się wszystkiego. Kiedy doszliśmy do liczby 15 sklepów, zaoferowaliśmy franczyzę. Ale to nie była szeroka oferta dla zewnętrznych partnerów - w pierwszej kolejności wyszliśmy z nią do naszych znajomych, rodzin w innych miastach. Oni podjęli temat, widząc wyniki jednostek własnych. Dopiero po pierwszych doświadczeniach z franczyzą osób, które dobrze znamy, zaoferowaliśmy ją szerzej. Dopiero od roku 2008 dysponujemy pełną ofertą dla zainteresowanych podmiotów. Dobrym nośnikiem informacji są targi, reklamujemy się też w portalach internetowych i pismach dedykowanych franczyzie.

- Jakiego rodzaju zabawki są w ofercie Toy Planet?
- Praktycznie dla wszystkich dzieci. Są to zabawki przeznaczone i dla niemowlaków, od najprostszej grzechotki i pluszaka, aż do gier (np. scrabble), w które dzieci mogą grać z dziadkami. Mamy zabawki dla każdego dziecka, w każdym wieku i stopniu rozwoju.

- To dość duży przekrój. Ile trzeba mieć pieniędzy i jakie warunki spełnić, by otworzyć sklep pod marką Toy Planet?
-
W formie franczyzy, jaką sobie obraliśmy, głównym inwestorem, ale i beneficjentem jest nasz partner. Inwestycja dzieli się na tę w wyposażenie sklepu i w jego zatowarowanie. Zasada jest taka, że nie otwieramy sklepu na pół gwizdka. Musi być perfekcyjnie przygotowany i perfekcyjnie zatowarowany. Konkurencja na rynku jest duża, wymogi klientów rosną i nie można sobie pozwolić na żadne niedociągnięcie. W mojej ocenie dobrze zatowarowany sklep to koszt ok. 2000 zł netto na metr kwadratowy. Większość naszych sklepów ma 60-80 metrów, przy większych sklepach zatowarowanie jest nieco tańsze – wychodzi ok. 1500 zł na metr. Zakładając wielkość sklepu od 60 do 100 m2, inwestycja kształtuje się na poziomie od 150 do 200 tys. zł netto.

Robert Momocki, Toy Planet- Jak szybko to się zwraca, jak duży jest obrót?
- Już na etapie analizy proponowanej lokalizacji robimy biznesplan i dajemy rekomendację naszym zainteresowanym partnerom na otwarcie sklepu lub nie. W momencie, gdy widzimy że inwestycja rzędu 150 – 200 tys. jest możliwa do zwrotu w terminie dwóch lat – mówimy, żeby otwierać. Jeśli widzimy, że to nie jest możliwe, to albo odmawiamy, albo otwarcie mówimy partnerowi o ryzyku, że ten okres może trwać np. 2,5 roku. Nasza rekomendacja na „tak” dotyczy okresu dwóch lat, ale są i sklepy, które zwracają się szybciej – nawet poniżej roku.

- Jakimi zasadami rządzi się rynek zabawek? Czy one sprzedają się cały czas tak samo, czy falami – przed komuniami, świętami, dniem dziecka?
- W wielu branżach, w tym naszej, występuje sezonowość. Zabawki sprzedają się cały rok, bo dzieci rodzą się cały czas, są chrzty, urodziny, imieniny. Ale faktycznie mamy dwie „górki”, okresy ze zwiększonymi obrotami. Jeden to przed Dniem Dziecka, drugi to cały grudzień, czyli Mikołaj i Gwiazdka.

- Na czym zarabia Toy Planet, jako organizator całego systemu?

- Faktycznie, zorganizowaliśmy cały system, sprawdziliśmy go najpierw na własnych jednostkach, opracowaliśmy system dostaw, negocjowaliśmy z dostawcami, importerami, producentami, wiemy którzy z nich są najlepsi na rynku, gdzie nie ma np. problemów z reklamacjami itd. Słowem – wypracowaliśmy pewne warunki, które oferujemy naszym partnerom. My pobieramy prowizję w wysokości 3% obrotu netto danego sklepu. Zarabiamy na obrotach naszych partnerów, więc na każdym etapie – przed, podczas i po otwarciu sklepu koncentrujemy się na tym, by te obroty były jak największe, wtedy zarabiamy wszyscy – partner i my.

- Czy są jakieś opłaty wstępne?
- Tak, jedna. Wynosi ona od 10 do 12 tys. zł netto i obejmuje szereg różnych kosztów, których partner już później nie musi ponosić. Obejmują one koszt rekrutacji, szkoleń, pierwszego zatowarowania (pod względem technicznym), wycenienia, wyłożenia, pracy naszych trenerów podczas otwarcia sklepu, materiałów POS, koszulek firmowych. I jest to jedyna opłata wstępna, później płaci się tylko opłaty licencyjne miesięczne – to wspomniane 3% od obrotu.

- A jak z identyfikacją wizualną? Są przecież szyldy, naklejki, plakaty promocyjne?
- W zakresie marketingu w pełni współpracujemy z naszymi partnerami, jesteśmy takim „motywatorem” - inicjujemy i organizujemy promocje, zapewniamy identyfikację wizualną, ulotki etc. Sporadycznie zdarza się, że przy droższych materiałach promocyjnych, odsprzedajemy je partnerom, ale po cenach zakupu. Czyli zlecamy druk w porozumieniu z partnerami, wysyłamy im, ale oczekujemy jedynie zwrotu kosztów. Jest to też korzystne dla partnera, bo otrzymuje materiały w lepszej cenie, niż gdyby zlecał sam ich produkcję. Kwestia skali – taniej zamówić materiały dla całej sieci, niż drukować osobno. Na przykład żadnemu pojedynczemu sklepowi nie opłacałoby się produkować toreb firmowych, więc tym zajmujemy się my. Zlecamy produkcję 10 tysięcy sztuk co dwa miesiące i partnerzy je od nas kupują w zależności od potrzeb.

- Czy partner może korzystać z usług innych, np. lokalnych dostawców?
- Takie szczegóły są zawarte w umowie franczyzowej, która określa ramy, w których nasz partner może się poruszać. Ale wychodzimy – ze słusznego założenia – że to on najwięcej zainwestował i decyzje które podejmuje w swoim interesie są słuszne. Zależy nam na tym, by jak najlepiej zarządzał sklepem, to on najlepiej zna swojego klienta, rynek, konkurencję. Gdyby coś było jednak niedobre dla sieci, mamy możliwość weta. Jeśli sklep ma być sieciowy, to nie polega to tylko na jednolitej kolorystyce, meblach, firmowych koszulkach i logotypie, ale również asortymencie. Wskazujemy więc co w sklepie musi być, mamy umowy z dystrybutorami i od nich nasi partnerzy muszą kupować. Ale każdy z nich może też pewną część towaru „domawiać” np. u lokalnych producentów. Bardzo często jest tak, że po otwarciu sklepu odwiedza go producent zabawek, nieduży importer. Jeśli okaże się, że produkt dobrze się sprzedaje, może przecież trafić do całej sieci.

Rozmawiał Konrad Bagiński

Jeśli jesteście zainteresowani współpracą z Toy Planet, koniecznie sprawdźcie ofertę firmy. Znajdziecie ją w naszej bazie systemów franczyzowych.

Sprawdź ofertę w katalogu

Finanse

  • Minimalna kwota: 120 000 zł sklep, 34 000 zł wyspa handlowa
  • Opłata wstępna: brak
  • Opłata bieżąca: 3% od obrotu netto
  • Opłata marketingowa: brak

Dołącz do newslettera

Pozostałe artykuły - Aktualności

zobacz więcej

Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram