Franczyza w Polsce

Autor:
DATA DODANIA: 29 luty 2016
Co wybrać? Biznes we franczyzie czy samodzielnie?

Foto: pixabay.com

Uwaga - w tytule zawarta jest pewna pułapka logiczna. Franczyza to na ogół jest własny biznes, prowadzony jednak na specyficznych zasadach. Chodzi nam bardziej o to, czy do biznesu podchodzić całkowicie samodzielnie, czy jednak skorzystać z doświadczenia franczyzodawcy.

Pamiętajmy o jednym - jeśli ktoś nie ma cech przedsiębiorcy, niech lepiej pozostanie na tzw. etacie. Nie ma w tym nic złego, jedni czują się we własnej firmie jak ryba w wodzie i duszą się w korporacji. Inni zaś niepewnie stawiają kroki w nieznane i nie powinni robić nic na siłę. Jeśli jednak skuszeni wizją osobistego rozwoju, przyzwoitych zarobków i bycia zależnym tylko od siebie, zdecydują się na prowadzenie własnej firmy – chwała im. Nie każdy zostanie Stevem Jobsem czy Billem Gatesem. Szanse na to są mizerne i zależą od uporu, szczęścia, wstrzelenia się w rynek. A także od pewnej dawki szaleństwa bądź geniuszu. Czasem trudno odróżnić.

Zwróćmy uwagę na to, że ludzie, którym udało się stworzyć poważny, fajny, ciekawy biznes są seryjnymi nieudacznikami. To trochę żart, ale większość z nich położyła przynajmniej kilka firm, zanim rozwinęła tę jedną jedyną. Przypomina to casus ratownika pytanego o to, ile osób uratował od śmierci. Nie to jest dla niego ważne – liczy się jedynie to, ilu osobom nie zdołał pomóc. Przedsiębiorcy mają podobnie, ze swoich porażek czerpią naukę, siłę i inspirację do brnięcia dalej i nie poddawania się. Forma zarządzania własna firmą nie sprowadza się do wyboru mniejszego zła. Musi być to przemyślana decyzja. Nie mamy zamiaru namawiać nikogo na siłę do zainwestowania w biznes franczyzowy. Po prostu przeanalizujmy argumenty za i przeciw.

WŁASNY BIZNES – W NOWYCH BRANŻACH

Franczyza z powodzeniem działa w wielu sektorach gospodarki, jednak są nisze, w których się nie sprawdza albo jeszcze nie sprawdziła. Nie tak dawno pisaliśmy o tym, że mimo sporego popytu nikomu nie udało się jeszcze zbudować w Polsce znaczącej sieci restauracji serwującej sushi. Nie ma ogólnopolskiej czy choćby wojewódzkiej sieci warzywniaków. Jest to po prostu bardzo trudne logistycznie. Znaczna część branży nowych technologii również rozwija się bez udziału franczyzy – jak bowiem udostępnić partnerowi patent na produkcję oprogramowania? Jeśli zamierzamy rozwijać się w którejś z takich dziedzin – wystartujmy sami.

Trudną decyzję muszą podjąć ci, którzy mają do wyboru samodzielny biznes lub stosunkowo nową i niesprawdzoną franczyzę. Cóż, bycie pierwszym ma swoje zalety i może być bardzo dochodowe i satysfakcjonujące, ale pamiętajmy o tym, że gros ryzyka w takiej sytuacji powinien ponosić franczyzodawca. A sama franczyza polega na sprzedawaniu sprawdzonej licencji na biznes. Z tego też powodu lepiej unikać modnych lub wtórnych konceptów, a przynajmniej nie traktować ich huraoptymistycznie.

Przykładem może być tu jedna z niewielu, ale spektakularna porażka systemu No+Vello. Salony oferujące fotodepilację rozwijały się jak pąki róży na wiosnę, rynek jednak się przesycił i większość salonów tej marki zniknęła z rynku. Inne przetrwały, poszerzyły jednak ofertę i zadbały o stabilność swojego systemu zamiast radośnie otwierać nowe placówki gdzie popadnie. Z powodzeniem działa Yasumi Epil czy Depilconcept. No+Vello nie było jedynym konceptem opartym na usłudze depilacji – powstało przynajmniej kilka innych, których nazw już dziś nie pamiętamy. Moda szybko minęła. Spadły również ceny. Często mówi się, że wiele salonów depilacji dotknęła „klątwa Groupona”, czyli szybko postępująca deprecjacja cen mająca zwabić klientów. Co ciekawe – ta klątwa dopadła także konkurentów samego Groupona! Jeszcze kilka lat temu na rynku serwisów zakupów grupowych było ciasno, pojawiały się kolejne klony amerykańskiego giganta. Ale król był i jest jeden, naśladowcy odpadli.

JEŚLI KONKURENCJA JEST SPORA – WYBIERZ FRANCZYZĘ

Może się zdarzyć tak, że w branży, w której chcesz wystartować, działa sporo firm co powiększa ryzyko niepowodzenia. W pewien sposób stawia to pod znakiem zapytania Twój pomysł, ale nie musi oznaczać konieczności rezygnowania z niego. Nie musisz wymyślać koła na nowo. Doświadczony franczyzodawca pomoże ocenić skalę ryzyka. Pamiętajmy, że duże, globalne sieci są w stanie działać długo w niesprzyjających warunkach rynkowych tylko po to, by wziąć konkurencję na przetrzymanie. Owszem, taka strategia na początku sporo kosztuje, ale po kilku latach na placu boju pozostają najsilniejsi. Fachowo nazywa się to strategią krwawego oceanu – czyli akwenu pełnego żarłocznych stworzeń, walczących o pożywienie i podgryzających się nawzajem. Przeciwieństwem tej sytuacji jest strategia błękitnego oceanu, czyli rynku wcześniej nieodkrytego, w którym można swobodnie pływać i żerować.

Ergo – jeśli mamy za sobą dużego rekina, poradzimy sobie lepiej. Własny biznes – jeśli lubisz być pierwszy i chcesz spijać śmietankę. Jeśli nasz pomysł na biznes jest całkowicie innowacyjny, świetny i dotąd nikt na to nie wpadł, jest raczej jasne, że powinniśmy go robić sami. Raz, że nie ma odpowiedniego franczyzodawcy. Dwa – nie warto chyba wchodzić w partnerstwo jeśli mamy tak niepowtarzalną okazję. Może się jednak okazać, że do hasania po błękitnym oceanie potrzebujemy odpowiednich zasobów finansowych. Uzyskanie kredytu, poręczenia czy też wsparcia unijnego może być niemożliwe. Jak szukać partnera? Czemu nie wśród doświadczonych franczyzodawców z pokrewnych branż? Przykładem może być Wojciech Goduński, rozwijający w Polsce ciekawe i do tej pory nieznane systemy franczyzowe w gastronomii, ciągle szukający nowych pomysłów. Przeczytacie o tym w wywiadzie, który zamieszczamy w tym numerze naszego magazynu.

Drugą drogą może być szybkie znalezienie franczyzobiorców, a więc zamiana ról. Wiele systemów sieciowych na polskim rynku rozwijało się na początku siłami rodzin. Pierwszymi biorcami licencji byli bracia, siostry, szwagrowie.

NIE LUBISZ RYZYKA – WEŹ FRANCZYZĘ

Ryzyko porażki własnego biznesu jest zawsze spore, 90% firm nie może świętować swoich drugich urodzin. A 90% biorcom licencji się to udaje. Na pierwszy rzut oka widać, że statystyka przemawia za kupnem sprawdzonej koncepcji działania. Kluczem jest słowo „kupno” – pamiętajmy, że to układ, w którym za pomysł i przepis na biznes musimy zapłacić i związać się umową na kilka lat. Kwota zależy od konceptu i jego siły. Mimo wszystko rzadko kiedy się nie opłaca, odsetek porażek jest naprawdę niski i obniża się wraz ze skalą inwestycji. Duże firmy, jak sieci gastronomiczne, koncerny paliwowe czy handlowe wymagają sporych kwot na start, ale dają prawie stuprocentową gwarancję sukcesu. Ale…

JEŚLI CENISZ NIEZALEŻNOŚĆ – DZIAŁAJ SAM

Częstą przyczyną niepowodzeń, kar czy nawet rozwiązania umowy franczyzy jest zbyt silne poczucie franczyzobiorcy o własnej omnipotencji. Jeśli więc nie lubisz, gdy ktoś mówi Ci co masz zrobić, nie potrafisz wejść w utarte schematy działania lub – co gorsza – próbujesz je na własną rękę modyfikować, nie wchodź w biznes we franczyzie. Część franczyzobiorców prezentuje właśnie podejście racjonalizatorskie czy „lepiej wiedzące”. Dawcy licencji często opowiadają nam z przerażeniem, że np. odkryli, iż partner pokątnie kupował do pizzy wyrób seropodobny i bez zażenowania serwował to swoim klientom. „Proszę pana, on u mnie ma świetną cenę 12 zł za kilo bardzo dobrego sera, a kupował ten zlepek tłuszczów, żeby zaoszczędzić 3 zł na kilogramie” – to nie wymysł, to dosłowny cytat z jednego z polskich gastronomów. Takie działanie jest niedopuszczalne we franczyzie. Nawiasem mówiąc – w całkiem swoim biznesie również. O ile jednak „na swoim” takie rzeczy kończą się odpływem klientów, to w przypadku franczyzy traci cała sieć. Na to dawca licencji pozwolić nie może.

ILE MASZ CZASU?

Zbudowanie własnego biznesu zajmuje go całkiem sporo. W jednych branżach idzie to szybciej, w niektórych wolniej. Jeśli otworzymy osiedlową piekarnię albo sklep z alkoholem, możemy zacząć zarabiać w miarę szybko. Albo przynajmniej generować przepływ gotówki, który pozwoli na utrzymanie biznesu i opłacenie rachunków. Wieść rozniesie się szybko, a klienci przybędą i zostawią swoje pieniądze. Ale w większości przypadków budowanie świadomości własnej marki, szukanie klientów, przekonywanie ich do siebie może trwać tyle, co szukanie leku na malarię. Nie bez przyczyny mówi się, że kiedy otwierasz swój biznes samodzielnie kosztuje cię to dwa razy więcej i trwa dwa razy dłużej niż zakładałeś.

Czy we franczyzie zaczniesz zarabiać szybciej? Raczej tak, ale ważniejsze jest to, iż dawca licencji jest w stanie dość precyzyjnie to określić. Dysponuje danymi z wcześniej otwartych placówek, ma dobrą wiedzę i doświadczenie. Powie ci wprost „żeby zarobić tyle i tyle, musisz sprzedać dziennie 100 kaw, 80 pączków i 30 ciastek – jeśli będzie mniej to znaczy, że nie zarobiłeś na koszty”. Franczyza pozwala również zaoszczędzić czas podczas samego otwierania biznesu. Maciej Gubernat, rozwijający sieć sklepów monopolowycyh „Al. Capone – Specjaliści od alkoholu” powiedział mi przy okazji wywiadu - „Ja nie wezmę dokumentów w teczkę i nie zaniosę ich do urzędu zamiast franczyzobiorcy. Ale powiem mu dokładnie jakich dokumentów potrzebuje, jak je wypełnić i gdzie co dostarczyć”. Widać więc, że już na samych formalnościach można zaoszczędzić kilka dni. W zasadzie każdy pomysłodawca systemu, którego prowadzenie wymaga lokalu ma opracowaną strategię remontu, czasem nawet z właściwą ekipą, dostawcę wyposażenia, koncepcję aranżacji i inne sprawy o których początkujący biznesmen może nawet nie pomyśleć.

PRAWNIK, KSIĘGOWY, SYSTEM, SZKOLENIA – WE FRANCZYZIE MOŻESZ TO MIEĆ W PAKIECIE

Jest wiele kosztów, których początkujący przedsiębiorcy nie biorą pod uwagę. To na przykład obsługa księgowa firmy, pomoc prawnika w trudnych sytuacjach, odpowiedni system sprzedażowy czy magazynowy. Wielu franczyzodawców podpina partnerów do swoich systemów. Z jednej strony mogą więc zachować jakiś rodzaj kontroli nad biznesem, ale z drugiej – zareagować gdy coś idzie nie tak. A po trzecie ułatwiają im prowadzenie biznesu. Koszt obsługi księgowej może nie jest zbyt wysoki, ale jeśli do tego doda się licencję na zaawansowane oprogramowanie, może wyjść ładne kilkaset złotych miesięcznie.

Jeśli więc dostajemy takie bonusy w pakiecie, grzechem byłoby nie skorzystać. Oczywiście nie wszystkie te elementy są standardem we wszystkich sieciach. Z kolei szkolenia w zasadzie są punktem obowiązkowym każdego systemu franczyzowego. Ich wartość jest nie do przecenienia – to podczas nich dawca licencji przekazuje swoją, zdobywaną latami, wiedzę o biznesie, sposobach jego prowadzenia i reagowaniu na pojawiające się problemy. Upewnijmy się, że franczyzodawca podchodzi do nich poważnie. Świadczyć o tym może długość szkolenia – „godzinka i do domu” to nie jest dobry sposób na edukowanie. Na koniec powinieneś dostać pakiet materiałów, zadanie domowe, być może rozwiązać test lub zdać egzamin. Różnie bywa.

W przypadku samodzielnego prowadzenia biznesu o edukację musisz zadbać również samodzielnie. A to bywa problematyczne. Unikaj raczej kursów reklamowanych jako sloganami typu „W dwie godziny powiem Tobie jak zmienić swój biznes i zostać milionerem”. Podobnie jest z zarządzaniem ludźmi. Prędzej czy później będziesz potrzebował pracowników. W sieci powinieneś otrzymać jasne zasady i wytyczne jak powinni pracować i jak zarządzać ich zadaniami, jak ich motywować i wspierać. Pracując bez wsparcia musisz się tego nauczyć a może się okazać, że szef z ciebie koszmarny…

RÓŻNE PODEJŚCIA

Wszystko to trzeba rozważyć osobiście, pod kątem własnych umiejętności i predyspozycji. Rzućmy okiem na dwa ciekawe przykłady. Pierwszy to Mateusz Staudt, który obecnie jest właścicielem własnej firmy i był franczyzodawcą. Na samym początku swojej biznesowej przygody był franczyzobiorcą. Nie odnalazł się we franczyzie, szybko zrezygnował, otworzył własną firmę, przez jakiś czas był wydawcą franczyzowej gazety Aperitif. Dziś zajmuje się kolportażem. Z kolei Marek Lorentowicz, franczyzobiorca Grubego Benka najpierw otworzył własny biznes gastronomiczny. Nie udało mu się, mimo zaangażowania i doświadczenia. Dziś jest zadowolonym biorcą licencji na pizzerię i uważa, że to była właściwa decyzja.

Widać więc, że odpowiedź na tytułowe pytanie nie jest łatwa i jednoznaczna. Oprócz dość wymiernych zalet i wad każdego rozwiązania są jeszcze, pewne trudno wyłapywane niuanse, mogące przeważyć języczek uwagi w którąś ze stron. Z pewnością zależą od charakteru człowieka, ale i jego doświadczeń. Sparzeni na własnym biznesie zwracają się ku franczyzie, zawiedzeni franczyzobiorcy – ku samodzielnemu prowadzeniu biznesu. I jedni, i drudzy mają swoje racje. Ważne, że chcą i nie boją się własnej inicjatywy.

 

Artykuły które powinny Ci się spodobać

Raporty
Autor: / Styczeń 24, 2008
Raporty
Autor: / Marzec 19, 2012
Raporty
Autor: / Sierpień 31, 2015

A może te Cię zaciekawią

Aktualności
Aktualności
Aktualności


Konsultacje online

Jak kupić franczyzę

Jak zarządzać franczyzą