Quiosque da zarobić w stolicy i w mniejszych miastach

Autor: Redakcja
Data dodania: 18 marca 2011
Kategoria:

Przygoda Adama Chmielewskiego z franczyzą oraz siecią Quiosque zaczęła się w 2004 r., gdy był on jeszcze studentem. Prowadzenie własnego sklepu odzieżowego nie od razu przychodziło mu z łatwością. Pierwsza placówka uzyskała rentowność dopiero po roku działalności. Dla pana Adama stała się jednak cenną lekcją, bowiem dziś z powodzeniem prowadzi cztery sklepy Quiosque.


Gdzie i od kiedy prowadzi Pan sklep Quiosque?

Obecnie prowadzę już cztery sklepy tej sieci. Pierwszy otworzyłem w 2004 roku w Mińsku Mazowieckim. Dwa lata temu uruchomiłem sklep w Wyszkowie, ponad rok temu na warszawskim Ursynowie,w tamtejszej galerii handlowej, a mój najnowszy sklep ruszył w lutym bieżącego roku w warszawskim centrum handlowym King Cross.

Co przesądziło o tym, że zdecydował się Pan na współpracę franczyzową właśnie z tą siecią?

Zaczęło się od tego, że w czasie studiów zainteresowałem się franczyzą, na ten temat pisałem pracę dyplomową. Jednocześnie też zacząłem myśleć o tym, by poprowadzić taki biznes. I w rezultacie już pod koniec studiów, dzięki pomocy finansowej mojej siostry, uruchomiłem swój pierwszy sklep Quiosque. Decyzja o wyborze branży odzieżowej podyktowana była zainteresowaniami moimi i mojej żony, która pomaga mi w prowadzeniu biznesu. Natomiast współpraca z siecią Quiosque wynikała z obserwacji lokalnego rynku, na którym chcieliśmy rozpocząć działalność. Nie ukrywam, że w 2004 r. wybór systemów franczyzowych był dużo mniejszy niż obecnie. W Mińsku Mazowieckim dominowały sklepy multibrandowe, a pierwsze franczyzowe monobrandowe placówki związane były z markami sportowymi, młodzieżowymi, casualowymi. My zdecydowalismy się postawić na modę kobiecą. I była to dobra decyzja, dlatego w kolejnych latach kontynuowalismy współpracę i otworzyliśmy kolejne sklepy Quiosque.

Prowadzi Pan już 4 sklepy - czy są widoczne jakieś zasadnicze różnice w zakresie funkcjonowania poszczególnych placówek?

W przypadku pierwszego sklepu początki były ciężkie. Wynikało to z tego, że rynek wtedy wyglądał zupełnie inaczej, klient nie był przyzwyczajony do tego rodzaju salonów. A ja sam nie miałem doświadczenia w prowadzeniu biznesu. Był to więc skok na głęboką wodę. Przez ponad rok sklep nie uzyskał rentowności. Robiłem więc wszystko, by tę sytuację zmienić. Wiem, że wiele osób na moim miejscu po prostu zamknęłoby sklep. Ale dziś wiem, że gdybym to zrobił, popełniłbym wielki błąd. Obecnie sklep w Mińsku jest jednym z najlepiej funkcjonujących. Pokazuje to, jak ważna w biznesie jest wytrwałość i wiara w to, że sukces w końcu przyjdzie. Na szczęście już w przypadku kolejnych placówek moja cierpliwośc nie była wystawiana na takie próby. Wszystkie pozostałe sklepy były praktycznie od samego początku rentowne.  Aczkolwiek warto podkreślić, że były to już inne czasy, rynek i sama marka mocno się rozwinęły. O sukces było więc łatwiej. Otwarcie takiego sklepu w warszawskiej galerii handlowej praktycznie gwarantuje wysokie obroty i zyski, choć i koszty początkowe są tam dużo wyższe. Z kolei otwarcie sklepu w mniejszej miejscowości wymaga zazwyczaj mniejszych nakładów,  ale w takich przypadkach trzeba jednocześnie zachować dużą czujność i elastyczność. W mniejszych miastach szczególnie ważne jest to, by prowadzić sklep w najlepszej możliwej lokalizacji. Początkowo otworzyłem mój wyszkowski sklep przy ulicy, jednak wkrótce po tym w mieście została uruchomiona galeria handlowa. Musiałem więc szybko się przenieść, by zapewnić placówce jak najlepsze wyniki.

Jakie średnie koszty musiał Pan ponieść w związku z otwarciem jednego sklepu Quiosque? Domyślam się, że inwestycje w niektóre placówki już się zwróciły. Po jakim czasie to nastapiło?

Inwestycja w pierwszą placówkę była o tyle specyficzna, że wówczas musiałem kupić także towar. W sumie przeznaczyłem na to otwarcie ok. 250 tys. zł. Inwestycja zwróciła się po 3 latach, przy czym, jak wspomniałem, przez pierwszy rok sklep nie był dochodowy. Później Quiosque wprowadził system depozytowy, więc inwestycja początkowa ograniczała się do prac budowlanych i zakupu wyposażenia do salonu, a także - w przypadku lokalizacji w centrach handlowych - wpłaty kaucji. Ostateczne koszty zawsze wynikają z metrażu i stanu wyjściowego lokalu. W przypadku mniejszego miasta, jak Wyszków, wystarczy mniejsza powierzchnia, nie trzeba tam także wpłacać kaucji za wynajem, więc taka inwestycja może zamknąć się w 100 - 120 tys. zł. Zwrot z inwestycji w tym przypadku uzyskałem w 1,5 roku. W dużym mieście, takim jak Warszawa na inwestycję trzeba zabezpieczyć minimum 200 tys. zł, wliczając w to kaucję.  Nie uzyskałem jeszcze zwrotu z inwestycji w moje warszawskie sklepy. Spodziewam się, że nastąpi to po okresie od 2 lat do 2,5 roku.

Jak przebiegał etap inwestycji w sklepy Quiosque? W jakich kwestiach mógł Pan liczyć na pomoc franczyzodawcy?

Zasady współpracy od 2004 r. bardzo się zmieniły. Na początku sklep działał jeszcze w formule zakupowej, teraz w sieci obowiązuje depozyt. Sieć wprowadziła także szereg udogodnień i dodatkowych narzędzi wsparcia. Opowiem więc może, jak obecnie wyglada współpraca, bazując na moich doświadczeniach z trzech ostatnich otwarć. Franczyzobiorca może liczyć na pomoc sieci w zakresie negocjacji najmu lokalu i wysokości czynszu. Ma też do wyboru, czy chce skorzystać z ekipy budowlanej poleconej przez firmę PBH, właściciela sieci Quiosque, czy też chce ją znaleźć na własną rękę. Ja miałem już sprawdzony zespół , ale osobom, które wcześniej nie prowadziły biznesu, poleciłbym skorzystanie z ekipy rekomendowanej przez firmę. Duże wsparcie otrzymywaliśmy tuż przed otwarciami. Pracownicy sieci pomagali nam w rozłożeniu towaru w sklepie, w jego odpowiednim wyesponowaniu, przeszkolili mój zespół w zakresie visual merchandisingu oraz zasad obsługi klienta. A przez cały okres współpracy opiekuje się nami menedżer regionalny, który regularnie odwiedza sklepy, kontroluje standardy i doradza we wszystkich bieżących kwestiach.

Jak wyglądała wobec tego Pana rola?

Moim najważniejszym zadaniem był za każdym razem dobór pracowników - jest to niełatwa sztuka, zwłaszcza w dużych miastach. Oczywiście ja się angażowałem dużo bardziej, gdyż poszukiwałem też lokalizacji, uczestniczyłem w negocjacjach, nadzorowałem prace budowlane. A przede wszystkim odwiedzam moje sklepy na co dzień, sprawdzam, jak funkcjonują i czy jest jeszcze coś, co wymagałoby poprawy.

Czy prowadzenie takiego sklepu na co dzień wiąże się z dużym zaangażowaniem, ewentualnie dodatkowymi wydatkami np. na reklamę?

W przypadku każdego sklepu najtrudniejszych jest parę pierwszych miesięcy, dopóki nie zostanie skompletowany zgrany, zaufany zespół. W Warszawie jest o to szczególnie trudno, ten etap może potrwać nawet pół roku. Przez ten czas na pewno trzeba się angażować bardziej, przebywać w sklepie więcej i uczestniczyć we wszystkich bieżących pracach. W późniejszym okresie więcej pracy wymagają tylko te momenty w roku, gdy następuje zmiana kolekcji i trzeba przearanżować sklep i wystawę. Zajmuje się tym głównie personel, który jest do tego przeszkolony, ale ja z żoną również uczestniczymy w całym procesie. Jeśli chodzi o dodatkowe wydatki marketingowe, to nie są one konieczne. Dobra lokalizacja i działania, które prowadzi marka na poziomie ogólnopolskim, są wystarczające. W moich sklepach znajdujących się poza Warszawą parę razy zainwestowałem w ulotki. Wówczas otrzymałem od sieci projekt takiej ulotki, zaś ja płaciłem tylko za wydruk. Ale było to już jakiś czas temu. Teraz w ogóle nie muszę w takie akcje inwestować.

Czy na etapie uruchamiania dzialalności bądź w późniejszym okresie napotkał Pan jakieś trudności? Jeśli tak, jak udało się je przezwyciężyć?

Na pewno sporym wyzwaniem jest skorodynowanie wszystkich prac związanych z budową i wyposażeniem salonu. Z jednej strony, ważne jest, by proces ten przebiegał jak najsprawniej po to, by móc jak najszybciej otworzyć salon i zacząć na nim zarabiać. Bowiem nawet w trakcie prac za wynajętą powierzchnię trzeba zapłacić. A z drugiej strony, trzeba tak pokierować harmonogramem prac i dostaw poszczególnych elementów, by wszystko dotarło w odpowiednim momencie - nie za późno, ale i nie za wcześnie. Oczywiście dużym wyzwaniem jest też znalezienie odpowiednich pracowników, o czym już wspominałem. Można przy rekrutacji skorzystać z pomocy menedżera regionalnego, choć oczywiście nikt nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego i zagwarantować, że dany pracownik się sprawdzi. Dlatego czasem po prostu trzeba szukać do skutku. Jednak na pewno nie warto iść na kompromis w tym zakresie. Dobra obsługa w sklepie odzieżowym jest bardzo ważna.

Jaka, w Pana ocenie, jest największa zaleta i wada, prowadzonej przez Pana działalności oraz współpracy z siecią Quiosque?

Zaletą na pewno są proste i jasne zasady współpracy oraz wzajemnych rozliczeń. Nie ma w tym zakresie żadnych niespodzianek. Bardzo ważne jest też to, że marka bardzo dobrze się rozwija w ostatnim czasie, sieć Quiosque jest coraz liczniejsza i coraz bardziej znana, kolekcje już od wielu sezonów utrzymują się na wysokim poziomie. Ogólnie bardzo dobrze oceniam poziom współpracy z pracownikami sieci. Przez tyle lat ani razu się na nikim ani na niczym nie zawiodłem. A wady? Może tylko to, że aby otworzyć taki sklep, trzeba dysponować dość mocnym zapleczem finansowym. Sieć ma swoje standardy i nie da się na niczym zaoszczędzić.  Z drugiej jednak strony, przekłada się to na wizerunek marki i utrzymanie jednakowych standardów w całej sieci.

Co by Pan doradził osobom zastanawiającym się nad otwarciem sklepu odzieżowego? Czy obecnie jest dobry moment na taką inwestycję, na co należy zwrócić największą uwagę, planując taką działalnośći?

Uważam, że moment jest dobry. Trudno, co prawda, przewidzieć, jaka będzie koniunktura w najbliższym czasie. Ale muszę przyznać, że akurat moje sklepy okazały się odporne na zawirowania kryzysowe, wszystkie odnotowały w ubiegłym roku wzrost przychodów. Zważywszy na to, że lokalizacje są bardzo różne, myślę, że jest to zasługa dobrych kolekcji. Oczywiście w cyklu rocznym zdarzają się miesiące słabsze i należy zdawać sobie z tego sprawę  - zazwyczaj są to miesiące wyprzedaży, kiedy klientów jest trochę mniej, a do tego marże są na niższym poziomie.
Decydując się na franczyzę, trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że nasza działalność będzie bezpośrednio powiązana z firmą franczyzodawcy i jej kondycją, a tę czasem trudno przewidzieć. Ja prowadzę 4 sklepy Quiosque i 1 Coccodrillo i muszę przyznać, że bardzo dobrze trafiłem i nigdy nie miałem żadnych problemów. Ale jeden z moich znajomych otworzył sklep Reporter i w momencie, gdy firma miała kłopoty musiał szybko szukać możliwości zmiany działalności.

Myśli Pan już o otwarciu kolejnych sklepów odzieżowych?

Mój ostatni sklep otworzyłem dopiero miesiąc temu, więc nie myślę jeszcze o kolejnych inwestycjach. Choć z pewnością przyjdzie na to moment. Ale jeśli w międzyczasie trafi się ciekawa okazja, interesująca lokalizacja, to na pewno zastananowię się nad kolejnym otwarciem sklepu Quiosque.

Rozmawiała Joanna Cabaj - Bonicka

Dołącz do newslettera

Pozostałe artykuły - Wywiady

Data dodania: 25 maja 2022
Franczyza Grene na Lubelszczyźnie
Data dodania: 13 maja 2022
Włoski smak w polskim wydaniu
Data dodania: 28 kwietnia 2022
Luksus w polskim wydaniu
Data dodania: 6 kwietnia 2022
Pasja z żyłką biznesową

zobacz więcej

Data dodania: 20 kwietnia 2022
Smacznie, zdrowo i z zyskiem
Data dodania: 23 marca 2022
Franczyza na usługach
Data dodania: 10 stycznia 2022
Przed jakimi wyzwaniami stoi rynek franczyzy?
Data dodania: 3 stycznia 2022
Te 30 franczyz najbardziej interesuje Polaków
Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram