Od niezależności wolimy bezpieczeństwo

Autor: Redakcja
Data dodania: 4 lutego 2013
Kategoria:

Czasy prężnie rozwijającego się sektora małych przedsiębiorstw minęły. Bezrobocie rośnie, a my – wbrew wcześniejszym tendencjom – wolimy bezpieczny etat od samozatrudnienia. Jaka przyszłość czeka polski rynek pracy, skoro prawdziwy kryzys, zdaniem specjalistów, dopiero przed nami?

We wrześniu 2012 liczba jednoosobowo prowadzonych działalności gospodarczych wynosiła 2 mln 271 tys. Jak wynika z Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności, ich liczba w ciągu roku skurczyła się o 51 tys., a w ciągu 15 miesięcy – o 64 tys. Ten trend zaskoczył nawet ekonomistów i ekspertów od rynku pracy, bo odnotowany spadek jest bardzo nietypowy.

Dotychczas w obliczu gospodarczych perturbacji liczba małych firm rosła – tak było podczas spowolnienia gospodarczego w latach 2001–2002. Działało wtedy 2,7 mln jednoosobowych firm, czyli  o 400 tys. więcej niż dziś. Przechodzenie na samozatrudnienie traktowane było do tej pory jako miejsce pracy ostatniej szansy. Tym razem jest jednak inaczej. Duże firmy podchodzą niezwykle ostrożnie do zmian kadrowych, a ich pracownicy coraz rzadziej dają namówić się do przejścia na własną działalność gospodarczą. W dzisiejszych czasach etat daje poczucie większego bezpieczeństwa – nawet za cenę mniejszych dochodów.

Przyczyn takiej sytuacji należy doszukiwać się w kilku czynnikach. Po pierwsze, rynek nasycił się, a duża konkurencja zwiększa ryzyko niepowodzenia. Po drugie, spora część małych firm notuje spadek zainteresowania oferowanymi przez siebie usługami, bo duże koncerny są w stanie wynegocjować lepsze warunki. Kolejną kwestią są wysokie stałe zobowiązania względem państwa: podatki i ZUS. W styczniu przedsiębiorcy po raz ostatni zapłacili składki ZUS według ubiegłorocznych stawek. Od lutego z ich kont, z tytułu zobowiązań wobec ZUS, znikać będzie ponad 1000 zł – to kwota często nie do udźwignięcia przez firmy przechodzące chwilowe trudności finansowe i działające na granicy rentowności.

Należy pamiętać, że coraz więcej Polaków z niepokojem patrzy w przyszłość, a ta – szczególnie dla przedsiębiorców – nie jest kolorowa. Mało kto wierzy, że podwyżki składek ZUS wpłyną na realny wzrost emerytur w przyszłości – większość ma świadomość że emerytura, w najlepszym razie, wyniesie kilkaset złotych. Według szacunków Tax Care, 30-letni dziś przedsiębiorca otrzyma na emeryturze świadczenie, które dzisiaj byłoby warte zaledwie 800 zł netto. Pracując na umowie o pracę ma szansę by ta kwota była kilkukrotnie wyższa.

Dużo mówi się o panującym w Polsce kryzysie. Eksperci prześcigają się w prognozach na najbliższy rok i wiele wskazuje na to, że w świetle nie najgorszych na tle Europy, danych za rok 2012, rok 2013 może już niestety taki dobry nie być. Niezwykle optymistyczne prognozy budżetowe Ministerstwa Finansów mogą się nie spełnić. Obserwowane spadki produkcji w większości sektorów, kolejne podwyżki kosztów pracy oraz brak działań deregulacyjnych, które prowadziłby do istotnej zmiany jakościowej w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej, mogą ściągnąć na nas stagnację lub wręcz recesję. A to kolejny niepodważalny argument, żeby z samozatrudnienia rezygnować.

Przyczyn malejącej liczby jednoosobowych firm należy też doszukiwać się gdzie indziej. Coraz więcej samozatrudnionych awansuje do roli przedsiębiorców. Proces zatrudniania w swoich firmach członków rodziny rozrasta się na coraz szerszą skalę. W ten sposób można bowiem nie tylko podzielić się z najbliższymi zarobkami, lecz także zapewnić krewnym ubezpieczenia zdrowotne i przyszłą emeryturę. Zresztą – jak wynika z opinii przedsiębiorców – zatrudnianie rodziny jest bezpieczniejsze, a w czasach kryzysu więzy krwi są ważniejsze niż kompetencje.

Gospodarka w Polsce zauważalnie hamuje. Jeszcze w I kwartale 2012 PKB zwiększył się o 3,6 proc., podczas gdy w III urósł już tylko o 1,4 proc. Na efekty nie trzeba było długo czekać – rynek pracy z miesiąca na miesiąc kurczy się, a bezrobotnych przybywa. Pod koniec zeszłego roku w urzędach pracy zarejestrowanych było blisko dwa miliony osób i – zdaniem ekspertów – liczba ta będzie się sukcesywnie powiększać. Przewidują oni, że jeżeli PKB nadal będzie spadać, to Polska może znaleźć się w podobnej sytuacji do tej z okresu 2001-2002. Wtedy bezrobocie sięgnęło 20 proc., przy czym zarejestrowanych, jednoosobowych firm było najwięcej w historii. Teraz ich liczba może paradoksalnie wcale nie rosnąć.

11 lat temu gospodarka Polski była na zupełnie innym etapie rozwoju. Kraj uczestniczył w zaawansowanych rozmowach dotyczących akcesji do Unii Europejskiej – przewidywania były więc bardzo optymistyczne. Pracodawcy zmuszali często swoich pracowników do zakładania własnych firm. Dużo osób zachęconych nieskrystalizowanym rynkiem usług decydowało się też na odejście z etatu i działanie na własną rękę. Teraz, kiedy kryzys panuje w większości krajów Europy, a duże koncerny zamrażają pieniądze na swoich kontach, sytuacja z początków XXI wieku może się nie powtórzyć. Konsumenci usług stali się bardziej wymagający i coraz częściej rezygnują ze współpracy z mniejszymi firmami, a te zmuszone do cięć kosztów i coraz trudniejszej walki o każdego klienta bardzo często nie radzą sobie z prężnie działającą konkurencją. Efekt – coraz więcej małych przedsiębiorców decyduje się na zawieszanie lub likwidowanie działalności gospodarczej.

Z drugiej strony – według przewidywań ekspertów – najgorszy czas na rynku pracy dopiero przed nami. Za pół roku, kiedy kryzys dotknie nas naprawdę mocno, wiele firm przystąpi do zwolnień grupowych. Utrata pracy i brak możliwości znalezienia nowej może po raz kolejny spowodować lawinową rejestrację jednoosobowych przedsiębiorstw. O ile do tego dojdzie, sam pomysł na własny biznes może już nie wystarczyć – w dzisiejszych czasach liczy się przede wszystkim oryginalność.

Same firmy nie będą już – zdaniem ekspertów – proponowały swoim pracownikom przechodzenia na samozatrudnienie. Dziś nawet duzi gracze liczą każdy grosz. Jeśli przedsiębiorcy chcą zwiększyć możliwości produkcyjne lub poszerzyć usługi, to albo korzystają z pracowników agencji pracy tymczasowej, albo zatrudniają pracowników na czas określony. Z danych GUS wynika, że w III kwartale 2012 roku umowy terminowe miało blisko 3,3 mln osób. A to oznacza, że aż 27 proc. pracowników najemnych pracowało na kontraktach czasowych.

Najbliższe miesiące pokażą czy nieciekawe przepowiednie się sprawdzą. Dla tych, którzy stracą w najbliższych miesiącach pracę i będą chcieli założyć swój własny biznes zawsze zostaje postawienie na sprawdzony model – franczyzę.

Adam Gieras

źródło: Gazeta Prawna

Dołącz do newslettera

Pozostałe artykuły - O tym się mówi

zobacz więcej

Data dodania: 30 listopada 2022
Polacy chcą żyć zdrowo, przedsiębiorcy mogą na tym zarobić
Data dodania: 28 września 2022
Analiza założeń do projektu ustawy o umowie franczyzy
Data dodania: 2 września 2022
Piękno i pieniądze
Data dodania: 12 lipca 2022
Pomysły na biznes w domu
Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram