Naturalny powrót do korzeni

Autor: Redakcja
Data dodania: 29 lipca 2019
Foto: pixabay.com

Kosmetyki naturalne kiedyś znane były tylko w wąskim  kręgu pasjonatek ekologii. Dziś trafiają do dyskontów. Czy z punktu  widzenia osoby, która myśli o założeniu sklepu oferującego bio kremy lub ręcznie robione mydła to dobrze?

Od kiedy linię własnych kosmetyków naturalnych ma Jessica Alba, Gwyneth Paltrow, a w Polsce Kinga Rusin, wiadomo, że znajdą się na nie klientki. Wartość rynku kosmetyków naturalnych rośnie na niektórych rynkach w tempie dwucyfrowym w skali roku. W Polsce stanowią one ok. 5 proc. całej oferty naszego rynku kosmetycznego wartego 27 mld zł, podczas gdy w Europie Zachodniej to ok. 10 proc. Jest więc miejsce na rozwój, choć konkurencja robi się coraz większa.
Kilka lat temu by znaleźć klientki wystarczyło założyć w internecie jakikolwiek sklep z eko-produktami. Dziś to już nie jest takie proste, bo przybywa również sklepów stacjonarnych. Co więcej, najsilniejsze marki z własnych sklepów internetowych przeniosły się do sieciowych drogerii (przykładem może być polska firma Yope oferująca kremy do rąk czy żele pod prysznic), a nawet dyskontów (ekskluzywna kiedyś Tołpa). Linie inspirowane naturą wypuścili też kosmetyczni giganci, z którymi trudno konkurować.

MYDŁO Z MINISTERSTWA

Możliwe drogi są dwie. Pierwsza to postawić na wąską specjalizację i oryginalność. Tak zrobił sklep z polskimi kosmetykami eko w pięknych opakowaniach Ekopolka czy Ministerstwo Dobrego Mydła, którego nazwy nie trzeba tłumaczyć. Trzeba jednak być konsekwentnym i pamiętać choćby o kwestiach formalnych i prawnych. Istnieją różnice pomiędzy kosmetykami eko, bio, a takimi, które są po prostu „naturalne”. Klienci, a właściwie głównie klientki, są bardzo świadome i nie wybaczają wpadek.

Obrywa się nawet znanym i bogatym. Firma Jessici Alby musiała zapłacić 1,55 mln dol. odszkodowania, gdy okazało się, że sprzedawany pod jej marką Honest Beauty proszek i płyn do mycia naczyń zawierały popularny w drogeryjnych odpowiednikach składnik SLS.
Upadki sklepów i marek zdarzały się, gdy pojawił się choć cień podejrzenia o testowanie na zwierzętach czy korzystanie z niecertyfikowanych składników. Inna pułapka dotyczy produktów ekologicznych, z krótkim terminem przydatności.
O tym, do czego może doprowadzić brak dobrego planu i niefrasobliwość, może świadczyć historia eko-przedsiębiorców opisana jakiś czas temu w Wysokich Obcasach. – Nie mieliśmy żadnego pomysłu na dystrybucję, a ambicje mieliśmy ogólnopolskie. Problem w tym, że ekologiczna żywność ma bardzo krótkie terminy przydatności, bo zawiera minimalną ilość lub w ogóle nie zawiera konserwantów. Zanim produkty zdążyły wylądować w sklepie, lądowały w koszu. Straty mieliśmy ogromne – wspominali właściciele firmy.

WE FRANCZYZIE ŁATWIEJ PROWADZIĆ SKLEP

Jak widać, branżę trzeba znać od podszewki, by się nie potknąć. Alternatywą jest dołączenie do sieci franczyzowej. Dobór towarów, reklama czy kwestia cen w dużej mierze spoczywa wtedy na bardziej doświadczonym partnerze. Tłumaczy to popularność ekologicznych franczyz, których jak na tak niewielki jeszcze rynek jest sporo.
Większość firm sama zaczynała od jednego punktu czy sklepu internetowego i opiera się na pasji właścicieli, którą ci chcą dzielić się z kolejnymi osobami. Jedną z nich jest Organique, która sukcesywnie rozwija się od 19 lat. Firma powstała jako jednoosobowa manufaktura. Tomasz Czarski pomysłodawca, właściciel i prezes Organique początkowo sam wytwarzał mydła glicerynowe, spełniając marzenia o kosmetykach robionych ręcznie z wysokiej jakości surowców, zdecydowanie różniących się od tych istniejących na rynku. Obecnie kosmetyki Organique można spotkać w najlepszych SPA, w sieci ponad 50 sklepów franczyzowych i mydlarniach, zarówno w Polsce jak i zagranicą.
Tak było również z Mydlarnią u Franciszka, która startowała w 2009 roku. – Mamy obecnie ok. 120 punktów w Polsce i dwa za granicą – mówi Natalia Kułach z Mydlarni. Czego potrzeba do takiego biznesu? – Kosmetyki to specyficzny produkt. Żeby utrzymać zainteresowanie klientów własną marką, niezbędne jest zachowanie niezwykle wysokiej jakości oferowanego asortymentu (certyfikaty jakości, kontrola dostawców) oraz kompetentna obsługa w sklepach. Ważny jest także ciągły rozwój, poszukiwanie nowych produktów, spełniających potrzeby wymagających klientów – tłumaczy. Opłata licencyjna to „u Franciszka” złotówka, a kandydat musi posiadać lokal od 20 do 30 m².

NIE TYLKO SKLEP Z KOSMETYKAMI

Na ok. 70 tys. złotych koszty otwarcia biznesu franczyzowego wycenia liczący 35 punktów GreenPort. Helfy pozwala otworzyć dwa rodzaje sklepów zależnie od zasobności portfela: większy ekopasaż i skromniejszy ekobutik. Wśród franczyz można jeszcze wymienić The Rose czy Biolander. Są i branże poboczne opierające się na naturalnych produktach tego typu, jak drogeria z eko-środkami czystości czy salon kosmetyczny na bazie certyfikowanych kosmetyków. Przykładem tego ostatniego jest Organic Series, który koszty otwarcia franczyzowego punktu wycenia na 25 tys. zł plus koszt wynajmu i przygotowania lokalu.

A CO Z ZAGRANICZNYMI FRANCZYZAMI?

Naturalnymi kosmetykami można też handlować w ramach międzynarodowej franczyzy. – Na ten moment współpracujemy już z ponad 30 punktami dystrybucyjnymi i cały czas się rozwijamy – mówi Mirosław Milic ze sklepu Tiande. Pochodząca z Rosji firma szuka osób, które mają lokal lub wyspę handlową o powierzchni już od 10 metrów. Obiecuje nawet brak opłaty wstępnej i możliwą pomoc w finansowaniu wkładu własnego. Większy rozmach mają sieci takie, jak L'Occitane, kótra od lat ogłasza nabór franczyzobiorców, ale jak dotąd chyba nie znalazło się wielu, którzy spełniliby wymagania, bo salonów przybywa raczej pod własnym szyldem.
Analizując warunki innych sieci, można dojść do wniosku, że nie są one zbyt wyśrubowane. Wystarczy niewielki lokal (w większości przypadków do 30 m²) i pokrycie niewielkich, jeśli w ogóle, kosztów opłaty licencyjnej. Później już można ruszać ze swoim naturalnym biznesem.
Chciałoby się powiedzieć, że to jest jakaś moda, ale jak się nad tym bardziej zastanowimy, to uznamy, że jest to jednak powrót do korzeni. Bo dawniej ludzie nie mieli całej tablicy Mendelejewa pod ręką by zrobić krem. Używali więc tego, co natura „wydała”. Dziś jesteśmy coraz bardziej świadomi jako konsumenci, dlatego szukamy rozwiązań alternatywnych, w myśl zasady im mniej, tym lepiej składników w kremie.

Dołącz do newslettera

Pozostałe artykuły - Pomysły na biznes

Data dodania: 22 kwietnia 2022
E-handel dodał skrzydeł kurierom
Data dodania: 30 marca 2022
Biznes na wsi
Data dodania: 21 marca 2022
Natura i biznes
Data dodania: 6 stycznia 2022
Home staging - jak przygotować nieruchomość do sprzedaży?

zobacz więcej

Data dodania: 20 kwietnia 2022
Smacznie, zdrowo i z zyskiem
Data dodania: 23 marca 2022
Franczyza na usługach
Data dodania: 10 stycznia 2022
Przed jakimi wyzwaniami stoi rynek franczyzy?
Data dodania: 3 stycznia 2022
Te 30 franczyz najbardziej interesuje Polaków
Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram