Metody budowania sieci franczyzowych w Polsce

Autor: Redakcja
Data dodania: 15 czerwca 2010
Kategoria:
art_metody_budowy_sieci_franczyzowej_w_polsceJest wiele historii sukcesu budowy silnych sieci franczyzowych. Z reguły jednak do powstawania takiej sieci dochodzi po kilku, a nawet kilkunastu latach od powstania firmy i budowy macierzystej sieci własnej, na bazie doświadczeń której wspomniany wcześniej sukces jest powielany. W Polsce jest jednak inaczej.

Przeprowadzone przez Akademię Rozwoju Systemów Sieciowych badania pokazują, że większość spośród firm rozwijających lub rozważających budowę sieci franczyzowej rozpoczyna prace i starania o pozyskanie franczyzobiorców niemalże od początku powstania pierwszej placówki własnej. Na pewno jest to związane z silną presją na osiągnięcie wyniku, nierzadko opartego o dobry pomysł na biznes, wiarę w możliwości dopasowania się do zmiennego otoczenia i elastyczność w podejściu do zapytań ze strony kandydatów. To, że oferowany pomysł na biznes nie został zweryfikowany przez rynek jest często ignorowane przez franczyzodawców, co w efekcie kończy się niepowodzeniem w dynamicznym pozyskiwaniu nowych punktów sieci. Silniejsze ekonomicznie organizmy budują więc placówki własne, słabsze wegetują lub wręcz kończą działalność. A nieporozumienia wokół modelu franczyzy nadal narastają.
 
Presja wyniku, oddech konkurencji powoduje, że jedną z najbardziej popularnych form rozwoju sieci sprzedaży detalicznej, często mylonego z franczyzą jest dystrybucja wzbogacona o narzędzia identyfikujące wśród klientów daną sieć jako jeden organizm. Mowa tuaj przede wszystkim o jednolitym szyldzie nad punktem sprzedaży, wspólnych akcjach promocyjnych, reklamą w gazetkach, strojach pracowników. Dzięki tym prostym metodom dystrybutor czasowo zyskuje lojalność swojego odbiorcy, zapewniając sobie zbyt towaru. Z punktu widzenia analizy rynku detalicznego "franczyza" w takiej formie traktowana jest jako konsolidator rynku. To zjawisko wyłącznie występujące w Polsce.
 
Odnosząc się do powyższego można przyjąć, że podobne nieporozumienie ma miejsce w przypadku tzw. "franczyzy bankowej", która jest niczym innym niż umową agencyjną pomiędzy Bankiem a Agentem, gdzie Bank zleca, a Agent przyjmuje zlecenie na sprzedaż określonej (z reguły) dość wąskiej grupy produktów. Często też Agent rozpoczyna działalność w ryzykownej dla Banku lokalizacji, gdyż potencjalna ilość zamieszkujących dane miasto mieszkańców nie zapewnia automatycznie sukcesu. Rynek się nasycił, kryzys zrobił swoje. I znów mamy do czynienia z wykorzystywaniem słowa franczyza, jako swoistego wytrychu, otwierającego w świadomości potencjalnych zainteresowanych pozytywne skojarzenia bezpieczeństwa prowadzenia biznesu pod silnymi skrzydłami.
 
Ale bywają też konotacje negatywne. Na przykład do niedawna branża farmaceutyczna. Franczyza stała się tam synonimem utraty własnej niezależności, czy wręcz próby przejęcia lokalizacji pojedynczej apteki. Gdyby nie kryzys, podobnie jak w bankach - silne nasycenie rynku, dotychczas hermetyczna i silnie naciskana na kolejne antyrynkowe regulacje branża prawdopodobnie odrzuciłaby bardziej sformalizowane formy konsolidacji rynku, głównie ze względu na wygodę zachowania status quo.
 
Jak widać powyższe przykłady nie mają nic wspólnego z klasyczną definicją franczyzy, gdzie jedną z najważniejszych cech jest zapewnienie przez franczyzodawcę na rzecz franczyzobiorcy stałego transferu know-how umożliwiającego skutecznie wykonywanie swojej działalności. A transfer tak unikalnej wiedzy możliwy jest dopiero po latach doświadczeń i przetrwania koniunktury, jak i dekoniunktury na rynku. Nie ma co się jednak dziwić. Polska w rozwoju sieci franczyzowych, jak i rozwoju biznesu jest w dalszym ciągu dalego w tyle w stosunku do rozwiniętych rynków Francji, Wielkiej Brytani, Włoch czy Niemiec. Szukanie własnej drogi wymaga ofiar, a tych jak widać po nieudanych otwarciach placówek bankowych ciągle nie brakuje.
 
Adam Wroczyński
awroczynski@arss.com.pl
Przeprowadzone przez Akademię Rozwoju Systemów Sieciowych badania pokazują, że większość spośród firm rozwijających lub rozważających budowę sieci franczyzowej rozpoczyna prace i starania o pozyskanie franczyzobiorców niemalże od początku powstania pierwszej placówki własnej. Na pewno jest to związane z silną presją na osiągnięcie wyniku, nierzadko opartego o dobry pomysł na biznes, wiarę w możliwości dopasowania się do zmiennego otoczenia i elastyczność w podejściu do zapytań ze strony kandydatów. To, że oferowany pomysł na biznes nie został zweryfikowany przez rynek jest często ignorowane przez franczyzodawców, co w efekcie kończy się niepowodzeniem w dynamicznym pozyskiwaniu nowych punktów sieci. Silniejsze ekonomicznie organizmy budują więc placówki własne, słabsze wegetują lub wręcz kończą działalność. A nieporozumienia wokół modelu franczyzy nadal narastają.
 
Presja wyniku, oddech konkurencji powoduje, że jedną z najbardziej popularnych form rozwoju sieci sprzedaży detalicznej, często mylonego z franczyzą jest dystrybucja wzbogacona o narzędzia identyfikujące wśród klientów daną sieć jako jeden organizm. Mowa tuaj przede wszystkim o jednolitym szyldzie nad punktem sprzedaży, wspólnych akcjach promocyjnych, reklamą w gazetkach, strojach pracowników. Dzięki tym prostym metodom dystrybutor czasowo zyskuje lojalność swojego odbiorcy, zapewniając sobie zbyt towaru. Z punktu widzenia analizy rynku detalicznego "franczyza" w takiej formie traktowana jest jako konsolidator rynku. To zjawisko wyłącznie występujące w Polsce.
 
Odnosząc się do powyższego można przyjąć, że podobne nieporozumienie ma miejsce w przypadku tzw. "franczyzy bankowej", która jest niczym innym niż umową agencyjną pomiędzy Bankiem a Agentem, gdzie Bank zleca, a Agent przyjmuje zlecenie na sprzedaż określonej (z reguły) dość wąskiej grupy produktów. Często też Agent rozpoczyna działalność w ryzykownej dla Banku lokalizacji, gdyż potencjalna ilość zamieszkujących dane miasto mieszkańców nie zapewnia automatycznie sukcesu. Rynek się nasycił, kryzys zrobił swoje. I znów mamy do czynienia z wykorzystywaniem słowa franczyza, jako swoistego wytrychu, otwierającego w świadomości potencjalnych zainteresowanych pozytywne skojarzenia bezpieczeństwa prowadzenia biznesu pod silnymi skrzydłami.
 
Ale bywają też konotacje negatywne. Na przykład do niedawna branża farmaceutyczna. Franczyza stała się tam synonimem utraty własnej niezależności, czy wręcz próby przejęcia lokalizacji pojedynczej apteki. Gdyby nie kryzys, podobnie jak w bankach - silne nasycenie rynku, dotychczas hermetyczna i silnie naciskana na kolejne antyrynkowe regulacje branża prawdopodobnie odrzuciłaby bardziej sformalizowane formy konsolidacji rynku, głównie ze względu na wygodę zachowania status quo.
 
Jak widać powyższe przykłady nie mają nic wspólnego z klasyczną definicją franczyzy, gdzie jedną z najważniejszych cech jest zapewnienie przez franczyzodawcę na rzecz franczyzobiorcy stałego transferu know-how umożliwiającego skutecznie wykonywanie swojej działalności. A transfer tak unikalnej wiedzy możliwy jest dopiero po latach doświadczeń i przetrwania koniunktury, jak i dekoniunktury na rynku. Nie ma co się jednak dziwić. Polska w rozwoju sieci franczyzowych, jak i rozwoju biznesu jest w dalszym ciągu dalego w tyle w stosunku do rozwiniętych rynków Francji, Wielkiej Brytani, Włoch czy Niemiec. Szukanie własnej drogi wymaga ofiar, a tych jak widać po nieudanych otwarciach placówek bankowych ciągle nie brakuje.
 
Adam Wroczyński
awroczynski@arss.com.pl

Dołącz do newslettera

Pozostałe artykuły - Aktualności

zobacz więcej

Data dodania: 2 września 2022
Piękno i pieniądze
Data dodania: 12 lipca 2022
Pomysły na biznes w domu
Data dodania: 20 kwietnia 2022
Smacznie, zdrowo i z zyskiem
Data dodania: 23 marca 2022
Franczyza na usługach
Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram