Franczyza w Polsce

Autor:
DATA DODANIA: 09 luty 2021

Foto: Katia Roman-Trzaska

Swoją pasją do gotowania zaraża innych. O gotowaniu, z uśmiechem na twarzy, może rozmawiać godzinami. Z tej pasji zrodził się pomysł na biznes – szkoła gotowania dla dzieci. O tym, dlaczego umiejętność gotowania jest tak ważna rozmawiam z Panią Katią Roman-Trzaską, właścicielką Little Chef.

Chciałabym porozmawiać dzisiaj z Panią na temat bardzo fajnej idei, jaką Pani stworzyła, mianowicie szkoły gotowania dla dzieci. Tak tytułem wstępu, proszę powiedzieć, wolimy jeść czy gotować?

To jest trochę takie pytanie jak wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać. W gotowaniu najprzyjemniejsze jest to, że możemy wspólnie ten posiłek zjeść. Dlatego my gotujemy z najmłodszymi po to, żeby oni wychodzili z taką ideą miłości do siadania razem do stołu. Więc myślę, że i jedno i drugie.

Dlaczego dzieci powinny gotować?

Każde dziecko potrzebuje takich umiejętności, bo umiejętność gotowania jest jedną z najbardziej podstawowych umiejętności dla dorosłego człowieka. Chcemy żeby nasze dzieci były bardziej samodzielne i tego uczymy.

Jak zrodziła się idea szkoły gotowania Little Chef?

Pomysł na biznes zrodził się z potrzeby, a także bazowałam na swoim doświadczeniu życiowym. U mnie w rodzinie bardzo ważne było wspólne jedzenie. Był to taki najważniejszy moment dnia, kiedy mogliśmy się spotkać wszyscy razem i po prostu być ze sobą, rozmawiać i razem jeść. Bez presji, bez pośpiechu. Po urodzeniu dzieci one naturalnie weszły do naszej kuchni, a ja wróciłam do marzeń o własnej firmie zamiast powrotu na etat. Chciałam być bardziej sprawcza w pracy. Pomyślałam sobie, dlaczego by nie założyć szkoły gotowania dla dzieci. Okazało się, że dzieci w kuchni są absolutnie naturalnym partnerem. I od tego się zaczął Little Chef.

 

Kiedy przyszedł taki moment, że postanowiła Pani tę ideę, o której Pani wspominała, przekuć już w taki typowy biznes, jakim jest szkoła Little Chef?

Na początku – 14 lat temu - myślałam, że to będzie taki moment na spędzanie czasu na wychowawczym. Miał to być pomysł dla rodziców z zagranicy, stąd też angielska nazwa. Ale gdy w prasie zaczęły się pojawiać informacje o nas, rozdzwoniły się telefony od polskich rodziców, którym ten pomysł bardzo się spodobał. I tak wokół nas zaczęła się tworzyć sieć ludzi, którzy też chcą w ten sposób spędzać czas. Zaczynaliśmy u mnie w domu, ale gdy przybyło więcej dzieci wynajęłam kuchnię. I potem dookoła tego jednego pomysłu gotowania z dziećmi, zaczęły wyrastać kolejne usługi takie jak urodziny czy gotowanie z dziećmi w szkołach.

Wspomniała Pani, że początkowo pomysł był przeznaczony dla rodziców z zagranicy. Dlaczego?

Jako Polka, która wychowała się w USA, po powrocie do kraju miałam wiele kontaktów z obcokrajowcami, którzy do Polski przyjeżdżają na kilka lat. Pomyślałam, że to będzie fajny pomysł na spędzenie czasu dla tych mam, które mają dużo wolnego czasu i chciałyby ciekawie zorganizować czas swoim dzieciom. Ale bardzo szybko zobaczyłam, że jest mnóstwo ludzi, którzy po prostu chcą, żeby ich dzieci gotowały.

Więc ta wiedza bardzo szybko przeszła od „gotuję tylko dla dzieci zagranicznych pracowników korporacji”, do „każde dziecko potrzebuje takiego spędzania czasu z rodzicami”.

Czy ten pomysł to była własna idea?

Całkowicie mój własny pomysł. Szczerze, to nawet nie miałam skąd czerpać takiej inspiracji. Little Chefa założyłam z moją francuską przyjaciółką Valerie, ale po jej wyjeździe sama przejęłam prowadzenie biznesu, aż zorientowałam się, że potrzebuję ludzi, którzy pomogą mi rozwijać tę ideę. Jeżeli my mamy pomysł i wizję, to warto jest zgromadzić wokół tego zespół. Chodzi też o ustalenie jakie mamy zasoby, żeby rozwijać biznes. To mogą być ludzie, którzy się na czymś lepiej znają albo pieniądze, dzięki którym wynajmiemy kuchnię, kupimy sprzęt.

Skąd takie podejście, powiedziałabym trochę amerykańskie?

Od prawie trzydziestu lat mieszkam w Polsce i moje doświadczenie jest z jednej strony bardzo polskie, bo tu mieszkam, z drugiej strony amerykańskie, bo tam się wychowałam. Lubię słuchać, szukam ludzi mądrzejszych ode mnie. Czytam, podróżuję i czerpię inspirację skąd tylko mogę. Będąc skupionymi na rozwoju biznesu, często nie widzimy całości, bo skupiamy się tylko na poszczególnych elementach. Dzięki wiedzy i doświadczeniu innych ludzi dostrzegamy więcej i wyciągamy wnioski dla naszej firmy. Słuchanie jest jedną z najbardziej pomocnych cech prowadzenia własnej firmy. Kolejną jest nie banie się podejmowania ryzyka. Jeśli jakiś pomysł wydaje się mojemu zespołowi sensowny, to w małej firmie szybko możemy go przetestować.

I dużo Pani spotkała takich ludzi na swojej drodze biznesowej, w trakcie tworzenia tego biznesu?

Spotkałam mnóstwo pomocnych ludzi. Myślę, że to wynika z mojego sposobu bycia. Ja się nie boję pytać i sięgać po radę ludzi, którzy mają większą wiedzę i doświadczenie niż ja.

Nie obawiała się Pani dzielić swoim pomysłem?

Ja się nie boję dzielić pomysłami, bo myślę sobie tak: może ktoś mi zabierze ten pomysł, ale on nigdy go nie zrobi tak jak ja go robię albo jak ja go sobie tak naprawdę w głowie wymyśliłam. To zawsze będzie wtórne. Nas kopiują od kilkunastu lat. Ale czy robią to lepiej? Różnie. Natomiast dzielenie się pomysłami i rozmowa na temat gotowania z dziećmi powoduje, że zwiększamy szansę, że więcej dzieci zacznie gotować. Czym innym jest natomiast inspirowanie się naszymi przepisami, nie mam z tym problemu. Sami też korzystamy z przepisów innych podając oczywiście źródło. Więc czym innym jest dzielenie się wiedzą, umiejętnościami, a czym innym kradzież, która jest krótkotrwała i przede wszystkim nietwórcza, bo z kradzieży nic nie wynika. Lepiej kupić od kogoś licencję franczyzową na prowadzenie swojego biznesu.

Czy w tym kontekście nie myślała Pani, żeby Little Chef'a rozwijać poprzez franczyzę?

Myślałam o tym wiele lat temu i nawet podjęłam pewne kroki. Ale czasem życie układa inne scenariusze. Bardzo się rozchorowałam i musiałam wszystkie moje moce życiowe przeznaczyć w to, żeby zawalczyć o siebie i swój biznes. Nie wykluczam jednak tego rozwoju, bo uważam, że franczyza jest w ogóle dobrym pomysłem dla osób, które chcą mieć dobry, sprawdzony biznes. I myślę, że przyjdzie czas, gdy wrócę do tego tematu. Obecnie musieliśmy się zmierzyć z zupełnie nową sytuacją tj. z pandemią.

Ma Pani na myśli lockdown wywołany pandemią koronawirusa?

Tak, okazało się, że nasze usługi w czasach pandemii nie istnieją. Ponieważ w tych trzech miesiącach zamknięcia Little Chef nie mógł normalnie funkcjonować, postanowiliśmy mimo wszystko działać dalej i zrobiliśmy kuchnię pomocy. Przez trzy miesiące gotowaliśmy dla służby zdrowia, dla bezdomnych i dla seniorów. I z naszej kuchni, która nie jest zawodową kuchnią, wyszło prawie dziewięć tysięcy posiłków I to też pokazuje, że wokół Little Chef ’a stworzył się zespół ludzi, którzy przychodzą do pracy i mają pewną misję. Stworzyła się wspólnota. Ludzie, którzy pracowali przy warsztatach dla dzieci, urodzinach, zajęciach korporacyjnych, nagle zamienili się w ludzi, którzy gotują siedemdziesiąt litrów zupy dziennie dla potrzebujących. Stworzyliśmy firmę, która w czasie najtrudniejszym jaki my znamy, była w stanie robić coś, co jest ponad pracą nastawioną na zysk. Uważam, że to jest mój największy sukces.

Mówi się, że za sukcesem firmy tak naprawdę stoją ludzie, którzy tę firmę tworzą.

Myślę, że tworząc własny biznes, czy franczyzowy czy własny od podstaw, trzeba się zastanowić dlaczego my to robimy. Jeżeli robimy to tylko dla pieniędzy, to nie zgromadzimy wokół siebie sieci ludzi, którzy z nami będą na dobre i na złe. Jak pokazuje pandemia, my chcemy być z tymi ludźmi, którzy z nami są też na te najtrudniejsze momenty, bo gdybyśmy nie mieli takich ludzi, to byśmy się zamknęli trzy miesiące temu i te trzynaście lat ciężkiej pracy by legło w gruzach. Ważne jest, z jakimi ludźmi zaczynamy współpracować. Bo nie muszą być naszą rodziną, nie muszą być naszymi najbliższymi przyjaciółmi, ale ta praca ma im dać jakiś cel, poczucie misji. Spędzamy w pracy tyle czasu, że chcę pracować nad czymś, co tworzy jakiś większy sens dla świata. Uczenie dzieci gotowania, samodzielności, sprawczości jest takim celem.

Czy na początku trudno było przekonać rodziców do tej idei, którą Pani stworzyła?

Kiedy 13 lat temu rozpoczęłam ten biznes nie było trudno, bo takich firma jak moja nie było w ogóle. Ale dzisiaj rynek jest zupełnie inny. Jest mnóstwo zajęć dla dzieci, więc musimy się czymś wyróżnić. Dzisiaj musimy się zastanowić nad tym, co jest naprawdę potrzebne, by zbudować kompetencje wśród dzieci. Pamiętam jak pierwszy raz pomyślałam, że odnieśliśmy sukces, gdy jedna mama powiedziała, że nie zapisuje swojej córki na balet tylko do nas. Zrobiła to, bo zobaczyła, że jej córka się zmieniła, stała się bardziej samodzielna, bardziej otwarta na nowości, nie tylko smakowe.

Jakie zajęcia są dla Was konkurencją?

Myślę, że są to języki, sport i taniec.

A co jest istotą prowadzenia Waszych zajęć?

Nasze zajęcia usamodzielniają dzieci, a rodzicom przypominają jak ważna jest wspólnota. Wspólne jedzenie to okazja, by się zbliżyć, podzielić się tym co dla nas ważne, porozmawiać. Po drugie, umiejętność gotowania powoduje, że lepiej poradzimy sobie w życiu

My, w partnerski sposób i z dużym poczuciem humoru tego uczymy. Istotą naszych zajęć jest otwartość na rozmowę o smakach, szacunek do wrażliwości małego człowieka. Nikt nie lubi wszystkiego. Szanujemy to. Dzięki temu, dzieci nam ufają i chcą z nami być.

Warsztaty dla szkół były kolejnym krokiem po uruchomieniu zajęć stacjonarnych?

Tak, bo jak się zaczynamy rozwijać biznesowo, to widzimy jakie są potrzeby rynku i staramy się dopasowywać ofertę do różnych grup docelowych. W biznesie bardzo ważne jest też wyskalowanie naszej działalności. Warsztaty dla szkół łączą podstawę programową z gotowaniem. Uczymy na przykład o tym co jedli Piastowie, a tym samym jak żyli. To zupełnie nowe podejście do lekcji historii, która zwykle są suche i abstrakcyjne.

Czy to jest łatwy biznes?

To nie jest łatwy biznes. Potrzeba bardzo dużo pracy własnej, czasu, kreatywności i nie można liczyć na szybki zysk. I na pewno trzeba mieć pasję i chęć do pracy z dziećmi.

A czy uważa Pani, że na przestrzeni tych kilkunastu lat zmieniło się podejście dzieci do gotowania w ogóle i do jedzenia?

Zmieniło się w ogóle podejście wszystkich Polaków do jedzenia. I oczywiście z jednej strony poszliśmy w kierunku fast-foodu, ale z drugiej strony więcej gotujemy z dziećmi w domu.

A jaka, jakby miała Pani opowiedzieć, jest misja szkoły Little Chef?

Otwieramy oczy na radość z gotowania, to jest nasza misja. Dzięki temu dzieci nabywają umiejętności tworzenia, stają się otwarte na nowe smaki.

Na rynku pojawiło się sporo firm podobnych do Little Chef. Konkurują ceną?

Biznes dla dzieci jest specyficzny. Nie można konkurować ceną, bo znam rynek i wiem, że niższe ceny mogą oznaczać gorszą jakość. Dlatego nie przeszkadza mi konkurencja. Wiem, co my oferujemy i na tym się skupiam, by robić to coraz lepiej.

Jaka jest rola tej fundacji "Samodzielność od Kuchni", którą Pani założyła? Skąd w ogóle taki pomysł?

Jak to zwykle u mnie bywa, pomysł na fundację zrodził się z potrzeby. Robiliśmy dużo warsztatów dla młodzieży i dzieci z różnych środowisk, w tym z domów dziecka, które tego potrzebują, ale których nie stać na warsztaty w Little Chef ’ie. I chcieliśmy tę pomoc wyskalować. Chodzi o to, aby pomóc tym młodym ludziom usamodzielnić się i mieć lepsze dorosłe życie.

W jaki sposób?

Jeżeli ktoś potrafi gotować, to sobie łatwiej poradzi w życiu. Łatwiej o siebie zadba. Umiejętność gotowania podstawowych potraw powoduje, że mamy większe poczucie własnej wartości, samodzielności, decyzyjności, bo jak coś potrafię ugotować, to też podejmuję decyzję, nawet bardzo podstawowe, na przykład czy chcę jajecznicę czy omlet, a to już jest decyzja. Jeżeli mogę ją podjąć sama, samodzielnie, to się czuję wzmocniona, i o to chodzi w fundacji

A czy ma Pani jakiś feedback od tych osób jak udział w tych warsztatach im pomógł?

Tak. Mamy na przykład jednego chłopca z domu dziecka, który chciał zdawać na architekturę, mimo, że wszyscy naciskali, żeby poszedł do technikum mechanicznego. Po naszych warsztatach upewnił się, czego chce i wybrał to, o czym marzył, czyli architekturę. Oczywiście mam świadomość, że to nie tylko nasza zasługa, ale myślę, że mieliśmy w tym jakiś udział. Dzieci w ogóle przychodzą do nas na warsztaty i mówią, że kuchnia nie jest przyjaznym miejscem, gdzie tworzymy więzi, gdzie możemy porozmawiać, gdzie czegoś się można nauczyć. Po warsztatach czują, że kuchnia jest ważna, wspólnota dookoła stołu daje im moc.

Co jest fajnego w gotowaniu?

W gotowaniu super fajne jest to, że jak już coś ugotujemy, to możemy usiąść z ludźmi, których lubimy, kochamy, z bliskimi do stołu i się tym podzielić i porozmawiać o Wiśle i przemyśle, o tym co się dzieje w naszym życiu. I to dzielenie się tym, co ugotowaliśmy, jest absolutnie wspaniałe.

Czyli gotowanie powinno stać się naszym sportem narodowym? (śmiech)

Tak! Zdecydowanie. (śmiech)

 

Dziękuję za rozmowę

Marta Krawczyk

Artykuły które powinny Ci się spodobać

Ludzie i biznes
Autor: / Styczeń 15, 2020
Ludzie i biznes
Autor: / Lipiec 23, 2019
Ludzie i biznes
Autor: / Lipiec 20, 2018

A może te Cię zaciekawią

Aktualności
Autor: / Styczeń 7, 2021
Aktualności
Aktualności


Konsultacje online

Jak kupić franczyzę

Jak zarządzać franczyzą