Franczyza w Polsce

Autor:
DATA DODANIA: 22 grudzień 2016
O swoim biznesie opowiadają  Anna Kulec i Bobbys Karampotis.

Foto: Anna Kulec

Zostawił dobrze prosperującą restaurację w Nowym Yorku, by stworzyć znaną markę fryzjerską w Polsce. Zdecydowała o tym miłość do żony Polki i jej pasja do fryzjerstwa – o tym jak początkowo nieznana firma zbudowała sieć ponad 60 salonów opowiadają właściciele Trendy Hair Fashion, Anna Kulec i Bobbys Karampotis.

Dlaczego są Państwo w tej branży?

Bobbys Karampotis: Fryzjerstwo to pasja mojej żony, którą ja podzielam. Nasza firma powstała z jednego maleńkiego salonu z pasji do tego rzemiosła. Następnym krokiem było stworzenie większego biznesu, ale nie traktowaliśmy naszej firmy w kategoriach stricte biznesowych. Obecnie jest to firma rodzinna, wspólna pasja i sposób na życie.

Bobbys Karampotis

Od jak dawna jest Pan w Polsce?

Mieszkam w Polsce od 25 lat. Pochodzę z Aten, ale mieszkałem też przez dłuższy czas w Nowym Yorku i tam poznałem młodziutką fryzjerkę z Polski, która kupowała w mojej restauracji lunche, a ja strzygłem włosy w salonie, gdzie ona pracowała. Tak poznaliśmy się z moją żoną. To ona była powodem, dla którego znalazłem się Polsce.

Wie Pan o strzyżeniu i pielęgnacji włosów już wszystko?

Teoretycznie znam się na tym - ale powtarzam - tylko teoretycznie. W naszej firmie fryzjerstwem zajmuje się moja żona Ania. Ja z kolei zajmuje się zarządzaniem. Generalnie mam smykałkę do biznesu, lubię tworzyć i rozwijać ciekawe projekty, czego dowodem jest to, że kiedy przyjechałem do Polski, to z jednego małego 20 m² saloniku - jaki wówczas prowadziła moja żona - udało nam się wspólnie stworzyć markę Trendy Hair Fashion.

Jakie są plusy i minusy prowadzenia firmy wraz z żoną?

Zdecydowanie widzę większość plusów. Faktem jest, że tematy związane z pracą
przenoszone są do domu, ale nasza firma jest firmą rodzinną. To znaczy, że aktualnie dołączył do nas nasz syn Nikos, który wspólnie pracuje z nami. Dodatkowo, w naszej firmie pracują ludzie, z którymi jesteśmy związani ponad 20 lat. Dołączali do nas jako kilkunastoletnia młodzież, dzisiaj są właścicielami salonów, maja wspaniałe rodziny. Pomimo, że nie ma miedzy nami więzów krwi, jesteśmy wielką firmową rodziną. Wybierając zawód fryzjera planowała

Pani stworzenie marki, pod którą będą chcieli pracować inni?

Anna Kulec: Tak, planowałam. Jednak w znacznie bardziej kameralnych okolicznościach.Nigdy nie sadziłam, że mój maleńki, choć prężnie funkcjonujący salonik, który stworzyłam pod koniec lat 80., funkcjonujący z resztą do dziś, stanie się dużym imperium, w którym codziennie
pracuje kilkuset pasjonatów fryzjerstwa.

Jakie były początki Państwa firmy?

Nasza firma powstała - jak już powiedział mąż - z mojej miłości do fryzjerstwa i pracy z ludźmi. Z końcem lat 80. otworzyłam maleńki salonik w Bielsku-Białej, mieście z którego pochodzę i gdzie do dzisiaj mieszkamy. Należę do osób bardzo kreatywnych, jestem niespokojnym duchem, który potrzebuje stale nowych wyzwań. Dlatego też kiedy w kilka miesięcy po otwarciu mojego saloniku zaczął on pękać w szwach od ilości oczekujących po kilka tygodni na swoją kolejkę klientów, zaczęłam szukać pomysłów na dalszy rozwój.

Nie było to łatwe, bowiem były to jeszcze czasy żelaznej kurtyny, ale ja uwielbiam trudne wyzwania, zawsze stawiam wysoko poprzeczkę. Samo otwarcie prywatnego salonu fryzjerskiego - w czasach kiedy wszystko było państwowe – było ogromnym wyzwaniem. Dlatego też kiedy mój salon po kilku miesiącach wspaniale funkcjonował szukałam pomysłów, co mogłabym wnieść nowego.

Postanowiłam wyjechać na kilka miesięcy do Nowego Yorku, który od zawsze mnie inspirował. Moim początkowym planem była praca w salonie na Manhattanie, ale niestety serce nie sługa i kiedy podczas kupowania lunchu w sąsiedniej restauracji poznałam Bobbysa wszystko się zmieniło. Nigdy wcześniej nie przypuszczałabym, że moje życie nabierze takiego tempa i mój maleńki salonik za sprawą mojej amerykańskiej przygody stanie się imperium fryzjerstwa w Polsce.

Co trzeba zrobić, by nikomu nieznany salon zaczął dobrze prosperować?

To na pewno nie jest łatwe wyzwanie. Kluczem do sukcesu są zawsze ludzie, którzy muszą być bardzo dobrze wykształceni, oferować usługi na najwyższym poziomie. W dzisiejszych czasach nie wystarczy już tylko ładny wystrój i reklama w lokalnych mediach, należy stawiać na ludzi i edukację.

Po jakim okresie działalności, można było stwierdzić, że nastała pora na otwarcie kolejnych salonów?

Po 1,5 roku.

Ile jest obecnie salonów działających pod logo Trendy Hair Fashion?

Ponad 60.

Co Państwo poradzą osobie, która chce otworzyć własny salon fryzjerski, ale ma niewystarczające środki na uruchomienie inwestycji?

Mamy projekt wspierający finansowo wybranych przez nas partnerów. Chodzi w nim o to, że po części jesteśmy w stanie skredytować osoby, które spełniają nasze kryteria.

Modne stało się mieć swojego specjalistę od wizerunku. Czy branża fryzjerska przeżywa renesans?

Fryzjerstwo nigdy nie miało jakiegoś kryzysu czy upadku, ciągle ewoluuje i zmienia się. Klienci cały czas odwiedzają nasze salony. Pod warunkiem, że nadążamy za nowościami i oferujemy im najwyższy z możliwych serwis.

Jakie jest obecnie postrzeganie zawodu fryzjera?

Kiedyś zawód fryzjera uznawało się za coś gorszego. Do osoby, która nie za bardzo chciała się uczyć mówiło się: „to idź na fryzjera”. Mnie to bardzo bolało. Oprócz pasji do tego rzemiosła, zawsze dla mnie istotne było wykształcenie. Nie chciałam pozostać przy zawodowym. Jako jednej z pierwszych osób w Polsce udało mi się zawalczyć u ministra edukacji o państwowe technikum fryzjerskie. Pod koniec lat 80. byłam jedną z pierwszych osób w Polsce, która skończyła takie technikum.

Na przestrzeni tych lat postrzeganie zawodu fryzjera diametralnie się zmieniło. Dzisiaj ludzie po studiach wyższych, nawet z kilkoma fakultetami kształcą się, przebranżawiają się na fryzjerów. Na szczęście postrzeganie fryzjera jako kogoś o gorszym statusie społecznym to już absolutna przeszłość - z czego jestem bardzo dumna.

Jak się kształtują zarobki fryzjera i ile może zarobić fryzjer pracujący w Państwa sieci?

To naprawdę bardzo trudno określić, rozpiętość jest bardzo duża i są bardzo różne uwarunkowania. Wszystko zależy od umiejętności, stażu, i wielu innych czynników. Na pewno są to pensje dość wysokie i rosnące.

Ilu klientów dziennie musi obsłużyć salon, by biznes był rentowny?

Minimum 8-10.

Na jakich usługach najwięcej się zarabia? Co się opłaca?

Koloryzacja.

Dlaczego franczyza salonu fryzjerskiego nie zyskała na razie szerokiej popularności?

Bo to jest naprawdę duża sztuka. Fryzjerstwo to zawód typowo artystyczny, oparty na indywidualnych umiejętnościach i w dużej mierze na emocjach. Na świecie są firmy liczące po kilkaset salonów. Z jedną z nich - Ash Japan współpracujemy współpracujemy od ponad 10 lat. Mało tego udało nam się nawiązać i rozwijać wspaniale kontakty zawodowe. Wymieniamy się doświadczeniami zawodowymi pomiędzy japońskim a polskim fryzjerstwem, wzajemnie się inspirujemy odwiedzamy w swoich krajach.

Czy pierwszy właściciel franczyzowego salonu Trendy Hair Fashion wciąż działa w sieci?

Tak.

Czy ktoś z poza branży może równie dobrze poprowadzić ten biznes?

Wszystkie osoby które się do nas zgłaszają to ludzie mający do nas zaufanie, znający naszą markę. Nie wszyscy są fryzjerami, często są to biznesmeni, którzy otwierając salony pod logo Trendy Hair Fashion, doskonale funkcjonują korzystając z naszego know-how. Jak już wspomniałam, fryzjerstwo jest oparte na emocjach i artyzmie. Wymaga to szczególnej umiejętności kierowania specyficznym zespołem ludzkim.

Jaką kwotą trzeba dysponować, by otworzyć Trendy Hair Fashion?

Około 70 tys. zł.

Dostosowanie lokalu do przepisów dotyczących zagospodarowania salonów kosmetycznych spędza sen z powiek nie jednemu przedsiębiorcy. Czy te przepisy rzeczywiście mogą zniechęcić do działania?

Dla nas nie jest to aż tak duży problem, mamy zespół profesjonalistów, a do tego know-how jak sobie radzić z tego typu problemami.

A jak jest z trudnymi klientami? Często się skarżą i jakie sposoby mają na to fryzjerzy?

W większości pracujemy ze stałymi klientami, którzy mają zaufanie do naszej marki. Oczywiście ludzie są coraz bardziej wymagający, dużo podróżują, porównują, są zabiegani i nerwowi, ale wszystko to traktujemy w kategoriach wyzwań. Zawsze wychodzimy klientowi naprzeciw a na pierwszym miejscu jest dla nas jego zadowolenie.

Rozmawiała Irina Nowochatko-Kowalczyk

Artykuły które powinny Ci się spodobać

Ludzie i biznes
Zofia Bydałek, współwłaścicielka Yasumi
Autor: / Październik 12, 2015
Ludzie i biznes
Autor: / Wrzesień 24, 2018
Ludzie i biznes
Autor: / Marzec 16, 2015

A może te Cię zaciekawią

Aktualności
O tym się mówi
Bycie restauratorem to nie jest łatwy kawałek chleba.
Autor: / Lipiec 8, 2019
Aktualności
Autor: / Wrzesień 27, 2019

Prezentacje franczyz



Szkolenia

DLA FRANCZYZODAWCÓW

ZARZĄDZANIE SIECIĄ FRANCZYZOWĄ - 03.12.2019

ROZWÓJ FIRMY POPRZEZ FRANCZYZĘ - 26.11.2019

DLA KANDYDATÓW NA FRANCZYZOBIORCÓW

FRANCZYZA - SPOSÓB NA WŁASNY BIZNES - 19.11.2019

Jak kupić franczyzę

Jak zarządzać franczyzą