Jak odpocząć z benzyną we krwi?

Data dodania: 13 maja 2015
Plejady - Zlot Subaru

W zasadzie każda marka samochodu ma w Polsce swój – na ogół nieoficjalny – fanklub. Co więcej – każdy niemal model prawie każdej marki taki fanklub posiada. Zrzeszają się zarówno miłośnicy maluchów czy aut z NRD, starych citroenów, amerykańskiej motoryzacji czy właściciele Porsche i Ferrari.

Praktycznie wszystkie kluby miłośników aut opierają się na internetowych forach. To konstrukcje, nieraz bardzo archaiczne, potrafią odstręczać wyglądem.  powstały kilka bądź kilkanaście lat temu. Ale nie dajcie się zwieść. To prawdziwe skarbnice wiedzy o danej marce, czynnościach eksploatacyjnych i zlotach. A nic nie buduje poczucia wspólnoty bardziej niż doroczne spotkania. Koncerny motoryzacyjne nierzadko wspierają kluby swoich fanów, choć nie jest to regułą.

Po co w ogóle zapisywać się do klubu? Raczej nie dla szpanu. To z jednej strony niezła rozrywka, z drugiej projekt niemal edukacyjny. Rozrywka, bo kluby na ogół organizują zloty miłośników marki. To fajne wycieczki, imprezy turystyczne i sportowe. Edukacyjny, bo obok historii marki czy modelu można poznać kawałek świata i techniki bezpiecznej jazdy.

Z GRUBEJ RURY

Dość znany klub miłośników marki ma Porsche. Nic dziwnego – drogie i ekskluzywne marki muszą dbać o swoich klientów. Jest ich stosunkowo niewielu a każdy wart sporo pieniędzy. Początki Porsche Club Poland sięgają końca lat dziewięćdziesiątych. Kilku fanów i posiadaczy Porsche z Lublina postanowiło poszerzyć swój krąg znajomych o osoby o podobnej pasji. Udało się – w 2000 roku odbyło się pierwsze spotkanie porschemaniaków, ochrzczone jako I Ogólnopolski Zlot Miłośników Porsche „Komancz & Misiek Lublin 2000”. W imprezie udział wzięło 13 załóg z całej Polski.

Przez następne kilka lat organizatorzy skupiali się na stworzeniu klubu, który byłby oficjalnie uznany przez koordynatora klubów Porsche na świecie. Udało się to w 2003 roku i stowarzyszenie otrzymało dokumentację stwierdzającą przynależność do organizacji należącej do Porsche A.G. czyli Porsche Club Poland. Przez kolejne lata oficjalnej działalności zorganizowano dziesiątki imprez, skupiając wokół siebie ponad 200 posiadaczy samochodów Porsche. Za nadrzędny cel działalności klub stawia promowanie idei bezpiecznej jazdy, szerzenie zamiłowania do motoryzacji oraz wspieranie kierowców w dążeniu do polepszenia swoich umiejętności.

Jednym z bardziej znanych członków Klubu był Cezary Pazura – swego czasu miał kilka modeli tej firmy i był nimi zachwycony. - Brachu, wciskasz gaz i nic innego Cię nie obchodzi – mówił mi na jednym ze spotkań. Ku zgryzocie (zapewne) marketingowców firmy z Zuffenhausen, przesiadł się na inne niemieckie marki. Klub organizuje sporo imprez turystycznych – są i wyjazdy w Polskę, jak i na rajdy turystyczne czy wyścigi, np. 24h w Le Mans. Pozwala też na realizację sportowej pasji, organizując wyjazdy na tory wyścigowe, zarówno w Polsce (Tor Poznań i Miedziana Góra pod Kielcami), jak i za granicami (Spa-Francorchamps, Paul Ricard i legendarne Nordschleife).

Pomoże także rozwinąć pasję do Porsche, poznać historię legendy, zgłębiać techniczne aspekty aut z Zuffenhausen i wymieniać się wiedzą i doświadczeniami (Muzeum Porsche, prezentacje nowych modeli dla klubowiczów, testy nowych aut przy wsparciu Porsche AG). Zabawa nie jest tania, sama przynależność do klubu kosztuje 500 zł rocznie, ale kto bogatemu zabroni?

500 zł to grosze w porównaniu do 100 tysięcy, jakie trzeba rocznie zapłacić za bycie w innym klubie, nie mówiąc o 10 tysiącach wpisowego. W tym przypadku stajesz się w pewnym sensie jego udziałowcem i dostajesz do dyspozycji najlepsze samochody świata. Jednym z założycieli i posiadaczem karty nr 001 w Supercar Clubie jest Krzysztof Hołowczyc. Pomysł jest prosty – płacisz i możesz jeździć wszystkich autami, których klub jest właścicielem. Do dyspozycji jest kilka Porsche, Ferrari, Lamborghini, Nissan GTR, Aston Martin i kilka bardziej wygodnych aut jak Bentley czy Maserati Quattroporte.

Wyobraź sobie taką sytuację: kupujesz nowe auto w salonie. Zamawiasz, płacisz, odbierasz, z dumą rozpierającą piersi wyjeżdżasz przez bramę parkingu dealera. I w tym momencie słyszysz głośny, przerażający huk. Coś spadło!? Tak, spadło. Wartość Twojego samochodu, o jakieś 30%. Te 30% boli tym bardziej, im droższe jest auto. Po co więc płacić chore pieniądze za jeden supersamochód, skoro można mieć ich kilka? U podstaw działalności klubu leży takie właśnie biznesowe myślenie. Przeciętny (o ile można użyć takiego określenia) posiadacz supersamochodu musi wydać kilkaset tysięcy na sam zakup, kolejne grube tysiące na jego serwisowanie a na tor czy pojeżdżawkę wyjedzie najwyżej kilka razy do roku. Przynależność do Supercar Club, oprócz olbrzymiej przyjemności, jest to po prostu wygodna i bardziej ekonomiczna. Klub organizuje rozliczne sposoby ciekawego spędzania czasu z samochodami - wyprawy gran turismo po najlepszych drogach Europy, jednodniowe i weekendowe wypady na kilka aut, testy nowych modeli, szkolenia torowe, drogowe, wyjazdy na targi, premiery i ciekawe wydarzenia. Jedną z perełek jego oferty jest przejażdżka 300+ po niemieckich autostradach. Warto też podkreślić, że do klubu nie można się po prostu zapisać – trzeba zostać do niego wprowadzonym. To dość elitarna oferta.

Z NAPĘDEM NA 4 ŁAPY

Według mnie najlepszą ofertę zlotową ma Subaru. To bodaj jedyna marka organizująca dla swoich klientów, i nie tylko, tak potężną imprezę. Mowa o Plejadach, corocznym zlocie miłośników i posiadaczy tych japońskich aut. Zloty są organizowane od roku 2004 i trwają praktycznie 4 dni. W Boże Ciało (czwartek) otwiera się baza rajdu, piątek i sobota to czas na rajd i huczną imprezę a niedziela – odpoczynek i powrót. Jednym z podstawowych celów Zlotu jest integracja środowiska „rodziny” Subaru oraz uzmysłowienie uczestnikom jak pięknymi i ciekawymi zakątkami usiany jest nasz kraj. Każdy rajd odbywa się bowiem w innym miejscu. Na uczestników czekają 4 rajdowe trasy, na każdej z nich znajdziecie ciekawe zadania, łamigłówki, próby sportowe i zręcznościowe, piękne i ciekawe miejsca do zwiedzenia i podziwiania. Trasa turystyczno–szosowa wiedzie w zasadzie drogami asfaltowymi i nastawiona jest na zwiedzanie regionu i atrakcje. Turystyczno–terenowa jest układana z naciskiem na aspekty turystyczne, natomiast przebiega głównie drogami nieutwardzonymi. Najbardziej wymagające są trasa terenowa i szosowa. Pierwsza z nich jest kwintesencją lekkiego off-roadu. Grząskie drogi, strome podjazdy, rwąca rzeka, kamieniołomy czy też trudno dostępne górskie stoki świadczą dobitnie o jej charakterze. Szosowa to trasa dla osób, które chcą poczuć emocje najbliższe tym z prawdziwych odcinków rajdowych. Tutaj nie ma miejsca na błędy techniczne. O zwycięstwie mogą zdecydować nawet ułamki sekund. Zlot nie jest jednak imprezą typowo sportową w związku z czym ani na trasie terenowej ani na szosowej nie brakuje zwiedzania, prób zręcznościowych czy innych zadań. Plejady nie są imprezą tylko sportową, bardzo ważny jest wymiar towarzyski. Rozrastają się z roku na rok, ostatnia edycja skupiła kilkaset osób w każdym wieku, również całe rodziny.

NA SZYBKO – POJEŻDŻAWKI

To typ imprez motoryzacyjnych, skupiających coraz większą liczbę motomaniaków. Czym jest pojeżdżawka? Niezbyt sformalizowaną imprezą, na którą zjeżdżają się osoby chcące się pościgać czy udoskonalić technikę jazdy. Podstawą jest wynajęcie odpowiedniego terenu. Dość popularnym miejscem jest np. Ułęż – stare wojskowe lotnisko przerobione na motopark. Odbywają się tam różnego typu imprezy motoryzacyjne - szkoła doskonalenia jazdy, zloty miłośników różnych marek. Organizator pojeżdżawki zapewnia na ogół instruktora, który pomaga mniej doświadczonym kierowcom oswoić się ze swoim samochodem. To doskonały sposób na spędzenie paru godzin na namiastce toru wyścigowego, których w Polsce praktycznie nie ma. Do dyspozycji mamy bowiem jedynie tory w Poznaniu oraz Kielcach, z listy wypadł Lublin, gdy okoliczni mieszkańcy zaczęli narzekać na hałas. Cóż, budowanie domu obok toru wyścigowego i narzekanie na ryk silników to dość dziwna praktyka.

NA WEEKEND – ZA GRANICĘ

Problemów z mieszkańcami nie mają niemieckie tory, mające dość szeroką ofertę dla klientów indywidualnych. Najbardziej znanym jest oczywiście legendarny Nürburgring ze swoją pętlą Nordschleife. Niki Lauda omal nie stracił tu życia, Jackie Stewart nazwał ją zielonym piekłem. Odbywają się tu nie tylko wyścigi. W zasadzie każdy kierowca może przyjechać swoim samochodem, zapłacić i zrobić parę kółek. Nie jest to też przesadnie droga impreza, pojedyncze kółko kosztuje poniżej 30 euro, w pakietach jest oczywiście taniej. Wrażenia z najbardziej legendarnej trasy wyścigowej na świecie dostajemy gratis. Do dziś każdy szanujący się producent sportowych aut wysyła tam swoje produkty na testy i chwali się uzyskanym czasem. A jeśli chcemy spędzić czas mniej intensywnie, warto wybrać się na Festiwal Prędkości w Goodwood. To organizowane od 1993 roku święto miłośników motoryzacji. Wielki piknik z pięknymi samochodami i plejadą znakomitych kierowców przyciąga nawet 150 tysięcy osób.

Motoryzacyjną pasję można pielęgnować niezależnie od grubości portfela, wieku czy płci. Nie trzeba się jej wstydzić, widok dorosłych mężczyzn skaczących z radości na rajdowych trasach nikogo nie dziwi. Imprezy motoryzacyjne są też doskonałym wytchnieniem od codziennej rutyny. Problem pojawia się tylko wtedy, gdy rodzina woli wyjechać na urlop a nie na Rajd Polski do Mikołajek.

Konrad Bagiński

Zobacz nasz katalog sieci franczyzowych i upewnij się która franczyza będzie dla Ciebie najlepsza.

Dołącz do newslettera

Copyright © ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl  Skład magazynu Franczyza & Biznes: Aera Design