Franczyza we własnym domu

Autor: Redakcja
Data dodania: 31 sierpnia 2015
Kategoria:
Foto: Franczyza&Biznes
Franczyza we własnym domu to świetny pomysł na niskonakładowy biznes.

Jeszcze niedawno praca w domu kojarzyła się tylko z zalewającymi gazety ogłoszeniami w stylu „AAA składanie długopisów zlecę”. Ogłoszenia przetrwały – w sumie ciekawe dlaczego? Gdyby było to zadanie dochodowe i potrzebne, do tej pory bylibyśmy bogaci i każdy miałby w domu kilka kartonów po butach wypełnionych długopisami.

Stosunkowo niedawno praca w domu zaczęła być niezłym wyjściem dla wszelkiego rodzaju freelancerów oraz specjalistów, których praca nie wymaga stawiennictwa w biurze czy stałego kontaktu z klientem. W ten sposób pracują programiści, graficy, redaktorzy i korektorzy, część dziennikarzy. Można ich nazwać grupą ludzi wykonujących wolne zawody. Wbrew pozorom praca w domu wcale nie jest łatwa. I nie chodzi tu już tylko brak kontroli, bez której część pracowników nie ruszy palcem w bucie. Wystarczy podpatrzeć dowolne biuro podczas nieobecności szefostwa – część pracowników rozmawia przez telefon, część siedzi na Facebooku czy Snapchacie, są i tacy, którzy czytają książki. Znam człowieka, który w pracy poświęcał wiele godzin na budowanie swojej postaci w World of Warcraft czy innej grze.

Osoba z takim podejściem nie sprawdzi się w samodzielnej pracy, o ile oczywiście nie wykształci w sobie nowych nawyków lub nie zmieni podejścia. Na szczęście nie jest to specjalnie trudne, choć w wielu przypadkach się nie udaje. Ale praca w domu to nie tylko wyjście dla zatrudnianych przez korporacje czy firmy specjalistów, to także ciekawy i – co ważne – niskonakładowy sposób na własny biznes we franczyzie.

W języku angielskim istnieje zgrabne pojęcie „home-based franchise” - franczyza ulokowana w domu. To dość szeroka kategoria, obejmująca w zasadzie wszystkie biznesy, do których prowadzenia nie trzeba mieć biura czy oficjalnej siedziby. Dla wygody stwórzmy sobie więc polskie pojęcie „franczyzy domowej”. W Polsce istnieje pewne przekonanie, że porządna firma musi mieć biuro. Owszem, jest to przydatne w bardzo wielu tradycyjnych przypadkach. Biurko, komputer, kanapa i woda czy kawa dla klientów znajdą się w każdym szanującym się serwisie samochodowym, myjni, w kąciku socjalnym w sklepie osiedlowym (gdzieś trzeba przyjąć np. handlowca). Ale czy biura potrzebuje szkoleniowiec, korepetytor, agent ubezpieczeń czy handlowiec? Coraz częściej obywa się bez niego.

PRACA DOMOWA MA PLUSY

Dlaczego ludzie coraz chętniej decydują się na franczyzę domową? Z jednej strony jest ona stosunkowo niedroga w uruchomieniu. Po wtóre – jest bardzo wygodna. Nie oznacza całkowitej zmiany trybu  życia. Pamiętajmy, że wiele tradycyjnych franczyz oznacza dla biorców licencji nawet przeprowadzkę na drugi koniec kraju, często z rodziną. Do obowiązków z uruchamianiem biznesu dochodzi więc stres, szukanie nowej szkoły dla dziecka, poznawanie nowych sąsiadów i znajomych, szukanie nowej pracy dla współmałżonka i mnóstwo innych uciążliwych drobiazgów. Nawet otwarcie zwykłego sklepu spożywczego oznacza na ogół konieczność wstawania o świcie.

Franczyza domowa nadaje się dla przedsiębiorców, którzy niekoniecznie lubią rutynę, cenią elastyczność i dobrze sprawują kontrolę nad swoją pracą. Ważna jest też jakość życia – bo praca w domu lub działanie na konkretne zlecenia pozostawia sporo czasu dla rodziny. I to nawet podczas pracy – w końcu nawet podczas negocjacji telefonicznych można mieć dziecko na oku a kontrahenci wykazują się przy tym sporym zrozumieniem. Zadania można zaplanować tak, by zdążyć odwieźć dzieci do szkoły, mieć czas na ugotowanie obiadu czy zrobienie prania. Kolejnym atutem, niepodważalnym i niezaprzeczalnym jest fakt, że nikt nie zwróci uwagi na to, czy pracujesz na kanapie, w wygniecionej piżamie i kapciach. Tym bardziej, że osoba, z którą rozmawiasz czy mailujesz może mieć na sobie szlafrok w groszki.

W samych Stanach Zjednoczonych liczba osób pracujących domu rośnie lawinowo. Już dziś w ten sposób pracuje jedna piąta Amerykanów, według szacunków ten odsetek wzrośnie do 63% w ciągu najbliższych pięciu lat. Praca w domu ma wiele zalet. Aż 54% pracowników, którzy pracują w domu w pełnym wymiarze czasu jest szczęśliwszych, niż w ich wcześniejszej pracy, w porównaniu do jedynie 27% pracowników pozostających w biurze. Na dodatek pracują lepiej! W Stanach aż 70% przedsiębiorstw działających dłużej niż 3 lata opiera się na „pracy domowej”. Jedynie 30% z nich to firmy typowo „biurowe”. Coś w tym musi być.

Cechą wspólną franczyz domowych jest to, że nie wymagają „oficjalnej” przestrzeni. Nie znaczy to, że nie jest potrzebna żadna przestrzeń. W przypadku prowadzenia biura tłumaczeń, działalności szkoleniowej u klienta i tak musimy wygospodarować miejsce na książki, dokumenty, komputer. W przypadku prowadzenia działalności usługowej jak sprzątanie, mycie etc. powinniśmy dysponować również powierzchnią magazynową, umożliwiającą przechowywanie i serwis sprzętu służącego nam do pracy. W wielu przypadkach wystarczy do tego garaż, własny lub wynajęty.

JAK TO ROBIĄ NAJLEPSI?

Prężny i prestiżowy magazyn i serwis internetowy Entrepreneur od wielu lat przygotowuje zestawienia najlepszych biznesów w danych sektorach rynku. Skupia się także na franczyzie, w tym „domowej”. Spodziewacie się spektakularnych, pełnych finezji konceptów biznesowych? Nic z tych rzeczy. Najwyższą pozycję na liście Entrepreneura zajmuje obecnie firma Jan-Pro Franchising Int’l. Inc.. Zajmuje się sprzątaniem, ma ponad 10 000 oddziałów, głównie w Stanach (ok. 7000) i Kanadzie (ok. 1500). Operuje też w Nigerii, RPA, Australii, Indiach, Brazylii, Meksyku, Peru, Portoryko, Arabii Saudyjskiej i Wielkiej Brytanii. Jest otwarta na nowe rynki. Firma jak na taką skalę działalności jest stosunkowo młoda – powstała w roku 1991, rok później wprowadziła ofertę franczyzową. Zajmuje wysoką, 12. lokatę na liście największych franczyzodawców w USA.

Obecnie oferuje współpracę dla masterfranczyzobiorców na całe kraje bądź regiony, firm sprzątających oraz właśnie biorców licencji domowych. Ci stanowią zdecydowaną większość. W ofercie firmy jest sprzątanie wszelkich powierzchni komercyjnych – salonów samochodowych, siłowni i klubów fitness, banków, kościołów, szkół i biur. Inwestycja we własną franczyzę jest stosunkowo tania, nawet jak na polskie warunki. Wymaga od 1000 do 5000 dolarów, w zależności od lokalizacji. Otrzymujemy za to prawo do używania znaku towarowego, certyfikację standardów, ubrania robocze, sprzęt i środki czystości. Nie musimy zajmować się sprzedażą – to robi centrala, ona przyjmuje zlecenia i rozdziela je między biorców licencji. Firma dba o bycie „eko” - używa środków ze zredukowaną ilością agresywnej chemii, co w sumie i dla franczyzobiorców nie jest bez znaczenia. W końcu dzięki temu mają mniej styczności ze szkodliwymi środkami. Nad dostarczaniem sprzętu i środków czystości, szkoleniami i wszystkimi codziennymi sprawami pieczę sprawuje regionalny menedżer firmy. Biorcy licencji mogą za pośrednictwem centrali przyjmować zlecenia.

Jan-Pro umożliwia w pewnym sensie realizację kariery. Osoby zdeterminowane i ukierunkowane na rozwój mogą budować własny zespół sprzątaczy. Ale przynajmniej na początku sami musimy zasuwać z mopem, takie zasady. 10% zarobku oddajemy centrali, umowa zawierana jest na 10 lat z możliwością przedłużenia. Aha – jak zwykle w Stanach weterani mają 20% zniżki na start.

Czy podobna franczyza ma szansę w Polsce? Tak, ale wymaga to chyba nieco czasu, by się rozwinęła. Usługi sprzątania pozostają gdzieś na uboczu, czasem zaś leżą całkowicie w szarej strefie. Rynek jest po prostu mocno rozdrobniony, firmy działają lokalnie – w miastach lub regionach. Czy trafi się ktoś, kto stworzy jedną silną organizację? Czas pokaże.

BIURO PODRÓŻY WE WŁASNYM POKOJU

Drugie miejsce w rankingu Entrepreneura zajmuje Cruise Planners – biuro podróży. Jest to jednocześnie 22. największa sieć franczyzowa w Stanach. Ma ponad 1850 oddziałów, z czego tysiąc to franczyzy domowe. Pomysł firmy na biznes opiera się na oferowaniu głównie rejsów. Rocznie ok. 18 mln Amerykanów wybiera statek jako miejsce spędzenia urlopu, aż 50 mln planuje taką wycieczkę w ciągu najbliższych 3 lat. Oczywiście Cruise Planners sprzedaje też wycieczki i wczasy na lądzie, ubezpieczenia turystyczne, wypożyczanie samochodów i inne usługi. Firma powstała w 1994 roku, model franczyzowy wdrożyła w 1999. Rozwija się tylko w Stanach, w zasadzie całe siły sprzedażowe scedowała na franczyzobiorców, od kilku lat ma tylko jedno własne biuro. Sprzedażowe to zresztą za mało powiedziane.

Każdy franczyzobiorca jest doradcą klienta, silnie wspieranym przez centralę. Dostaje do dyspozycji pakiet materiałów marketingowych, dostęp do systemu zarządzania, rezerwacji, materiały elektroniczne, stronę internetową i mnóstwo innych narzędzi. A są potrzebne, bo to franczyza domowa i praca polega głównie na telefonowaniu i pisaniu maili. Nie trzeba mieć wcześniejszego doświadczenia w branży turystycznej – Cruise Planners wszystkiego Cię nauczą. 85% rejsów wycieczkowych jest sprzedawanych za pośrednictwem agentów, nie internetu. Jednocześnie jest to rynek bardzo szybko rosnący i przynoszący spore zyski. Biorąc pod uwagę, że cały amerykański rynek turystyczny wart jest ok. 620 mld dolarów – agencje mają się nieźle. Cruise Planners chwali się, że po 7 latach działalności 91% nowych franczyzobiorców nadal z powodzeniem działa w tym biznesie. Minimalna inwestycja przekracza lekko 2 tys. dolarów, regularna opłata to 3% od obrotu. Umowy zawierane są na 3 lata, z możliwością przedłużenia a weterani oczywiście otrzymują sporo zniżek na start.

Czy ten biznes w domowej franczyzie ma szansę rozwinąć się w Polsce? Trudno powiedzieć. Nasz rynek opanowany jest przez kilku, kilkunastu poważnych touroperatorów. Istnieje spora sieć biur sprzedających wczasy czy wycieczki, wszystko można kupić też przez internet. Pewną niszą mogą być podróże służbowe. Korporacje są obsługiwane przez wyspecjalizowane biura. Jednak wiele firm małych i średnich wciąż zamawia loty czy hotele własnym sumptem. Jeśli ktoś je przekona, że zrobi to szybciej, taniej i lepiej – może liczyć na sukces. Choć okupiony ciężką pracą.

Trzecie miejsce na liście najlepszych franczyz domowych zajmuje kolejna firma sprzątająca - Vanguard Cleaning Systems. Powstała w 1984 roku, ma ponad 3000 lokalizacji i jest na 26. miejscu wśród  największych amerykańskich franczyz. Ma ponad 10 000 klientów (miejsc do czyszczenia). Działa podobnie jak Jan-Pro, również szuka masterfranczyzobiorców i osób do franczyzy domowej. Od tych drugich również wymaga zaangażowania, pobiera opłatę w wysokości 10% obrotu i również ma zniżki dla weteranów. Franczyza w Vanguard jest droższa, niż w przypadku Jan-Pro – wymaga zainwestowania od 3700 dolarów wzwyż.

USA muszą być bardzo czystym (albo bardzo brudnym) krajem, bo w pierwszej setce rankingu znajduje się jeszcze przynajmniej kilkanaście dużych firm sprzątających z ofertą franczyzy domowej. Różnią się szczegółami – niektóre są nastawione na placówki medyczne, inne piorą dywany i zasłony, niektóre oferują również drobne naprawy, mordowanie roztoczy etc. Ciekawe są miejsca czwarte i piąte. Zajmują je firmy Snap-on Tools i Matco Tools. Pierwsza firma powstała już w roku 1920. W tych czasach każde narzędzie mogło wykonać jedną pracę, jedno zadanie. Wtedy Joseph Johnson wpadł na innowacyjny pomysł. Wraz z Williamem Seidemannem rozpoczął produkcję dziesięciu różnych gniazd, które współpracowały z różnymi końcówkami. Stąd wzięły się śrubokręty z różnymi bitami, grzechotki z wymiennymi oczkami i wiele innych patentów. Dziś Snap-on Tools oferuje ponad 22 000 produktów, w tym narzędzia ręczne, elektronarzędzia, narzędzia diagnostyczne, szafy i szafki narzędziowe, wyposażenie sklepów. I ma genialny system sprzedaży - raz w tygodniu do klienta przyjeżdża mobilny sklep. Ciężarówka wypełniona produktami firmy dociera bezpośrednio do salonu samochodowego, mechanika, do portu lotniczego czy na przystań jachtową - czyli wszędzie tam, gdzie narzędzia są niezbędne.

Matco Tools również sprzedaje wszelkiego rodzaju narzędzia, w ofercie ma 13 000 pozycji. I również wykorzystuje patent z ciężarówkami odwiedzającymi klientów. Snap-on Tools sprzedaje produkty za ponad 850 mln dolarów rocznie, ma prawie 4600 punktów sprzedaży na całym świecie. Matco sprzedaje swoje narzędzia w 1600 punktach w USA i Kanadzie. Firma powstała w roku 1979. Obie franczyzy mogą być prowadzone z domu, bez użycia biura i stacjonarnego punktu sprzedaży. Wymagają jednak mobilności i codziennego kontaktu z klientem, twarzą w twarz. Inwestycje są spore, choć w  amerykańskich warunkach nie powalają na łopatki. Wymagają wyłożenia 30 – 60 tys. dolarów, przy czym całość inwestycji sięga 80 – 160 tys.

Czy coś podobnego ma szansę w Polsce? Doprawdy – nie wiadomo. Ten model sprzedaży nie jest u nas zbyt dobrze znany a szkoda, bo wydaje się bardzo ciekawy oraz – biorąc pod uwagę wyniki obu firm – całkiem dochodowy. Pewną niewiadomą jest oczywiście rynkowe przyjęcie podobnego konceptu.

FIKANIE NÓŻKĄ WE FRANCZYZIE

Tuż za biznesami narzędziowymi na liście najlepszych domowych franczyz znajdziemy Jazzercise. Pani Judi Sheppard Missett uczyła niegdyś tańca i opracowała własny system treningowy. Uwaga – był rok 1969. W 1977 zaczęła uczyć innych trenerów i rozwijać ten program. Musiał być niezły, skoro w tak dynamicznej branży udało mu się przetrwać i kilkukrotnie zaadaptować do nowych czasów. Na zajęcia uczęszczają nie tylko „mamuśki”, ale panie ze wszystkich grup wiekowych. Obecnie pani Missett zarządza biznesem razem z córką. Mimo, że nie jest już nastolatką, ciągle prowadzi zajęcia. W 30 krajach świata działa ponad 8500 miejsc z zajęciami Jazzercise. Sporo.

Na czy polega franczyza tego konceptu? W wersji all inclusive możemy kupić licencję na prowadzenie klubu, w wersji domowej – jedynie licencję na nauczanie. Kosztuje ona dokładnie 1250 dolarów. Do uruchomienia biznesu potrzebujemy jeszcze sprzętu grającego, mikrofonów czy licencji na muzykę. Całość zamyka się kwotą 3 tys. dolarów. Zajęcia można prowadzić w wynajętych salach, scenach czy na świeżym powietrzu. Tego typu pomysły biznesowe znane są na całym świecie, działają też w Polsce. W zasadzie każdy rodzaj zajęć fitnessowych jest opatentowany a ich prowadzenie wymaga licencji. Bycie trenerem zumby wymaga zrobienia kursu (ok. 1200 zł) i wykupienia muzyki. Coraz popularniejszy crossfit trenować można pod okiem trenera, który za przywilej bycia trenerem musi zapłacić ok. 1 tys. dolarów a opłata za prowadzenie klubu to 3 tys. dolarów rocznie. Oczywiście związki franczyzobiorcy z franczyzodawcą są nieco rozluźnione. Trener musi szukać klubu, który go zatrudni, na ogół prowadzi zajęcia w różnych miejscach. Fakt faktem – nie potrzebuje biura, wykorzystuje jedynie wynajmowaną czasowo powierzchnię.

HANDEL I USŁUGI W DOMU – DA SIĘ

Ciekawą propozycję ma założona w roku 1992 (start franczyzy - 1994) firma Budget Blinds Inc. Pięciu facetów, którzy pracowali w firmie sprzedającej zasłony, rolety i żaluzje postanowiło odejść na swoje, w tej samej branży. Poszło im całkiem nieźle, skoro dziś mają prawie 1000 lokalizacji - ok. 900 w USA, 100 w Kanadzie. Pomysł polega na przeniesieniu sprzedaży „w teren” - to sprzedawca przyjeżdża do klienta i proponuje mu konkretne rozwiązania. Aby rozpocząć z nimi współpracę trzeba mieć ok. 90 tys. dolarów, z czego opłata wstępna to ok. 15 tys. W Polsce większość biznesów sprzedających artykuły wyposażenia wnętrz bazuje na sklepach stacjonarnych. Działającym w Polsce konceptem, najbardziej zbliżonym do Budget Blinds jest chyba sieć Eurofirany. Działa prężnie, ma dziś 51 sklepów franczyzowych i patronackich, 11 własnych salonów, 3 w Czechach oraz 3 na Słowacji. Nie jest to jednak franczyza domowa – trzeba mieć powierzchnię sklepową, od 170 do 500 m². Sprzedaż bezpośrednia nie jest u nas zbyt popularna, szczególnie w takich sektorach.

Również na sprzedaży bezpośredniej bazuje kolejna amerykańska firma - Proforma. 702 jednostki zaopatrują mały i średni biznes w dokumenty, formularze, produkty promocyjne, wydruki i wszelkie inne materiały i usługi biurowe. Działa na rynku dość długo, od 1978 roku, zaś od 1985 oferuje franczyzę. Franczyzobiorcy to w zasadzie agenci sprzedażowi, stąd też nie poświęcimy temu konceptowi zbyt wiele uwagi. Podobną działalność (usługi kurierskie, wydruki, materiały promocyjne) prowadzi polska firma, Ship Center. Wymaga jednak posiadania lokalu albo wydzielonej przestrzeni.

MOBILNOŚĆ KLUCZEM DO SUKCESU

Na 15. miejscu listy Entrepreneura jest w końcu dobrze znany nam akcent. Kona Ice - 657 punktów z lodami. To koncept, który rozwija się bardzo szybko - powiedzieć, że firma powstała w 2007 roku a w 2008 uruchomiła franczyzę. W porównaniu do Stanów Polska nie ma się czego wstydzić - również u nas mobilne lodziarnie szybko podbijają rynek. Dosłownie w ciągu 3-4 lat nastąpił wręcz wysyp  franczyzowych konceptów. Trudno jednak oszacować ich liczbę, gdyż sezon dopiero dobiegł końca, a na podsumowanie przyjdzie czas. Fakty są takie, że wraz z pierwszymi promieniami letniego słońca, jak Polska długa i szeroka, powstają punkty z lodami. Franczyzobiorcy systemów mają do wyboru otwarcie punktu stacjonarnego, np. w galerii handlowej, budki lub przyczepy. Ten pierwszy segment rozwija się średnio. W Polsce nie ma tradycji jedzenia lodów jesienią czy zimą, więc większość z tych punktów to raczej sezonowe wyspy, w chłodne miesiące serwujące np. desery. A to już mniej dochodowe. Wracając do franczyzy domowej - czy budkę z lodami można uznać za takową? Przy dużej tolerancji można. Po pierwsze – nie potrzebujemy kupowania lokalizacji, po prostu czasowo wynajmujemy powierzchnię.

Po drugie – znaczna część z nich jest w pewien sposób mobilna. To po prostu zakotwiczone przyczepy. Same nie odjadą, ale po zakończeniu sezony wystarczy zakręcić zawór, wyjąć wtyczkę i po prostu odholować ją na parking. A są i takie koncepty, które pozwalają na kupno w pełni mobilnej wersji. Takiego lodotrucka możemy sobie dowolnie przestawiać. W sobotę na plażę, w niedzielę pod kościół, w dni powszednie – po parkach i placach zabaw. Wedle wyczucia i uznania, pamiętając jednak, że lokalizacja musi być uzgodniona z zarządcą lub właścicielem terenu.

Ciekawy model biznesowy ma LODOstrefa. To jednocześnie producent maszyn do lodów, jak i franczyzodawca konceptu gotowych lodziarni. Firma chwali się, że ma już 200 zadowolonych klientów. Przed sezonem na własny pawilon - gotowy do zarabiania, zrobiony „pod klucz” czeka się 4 - 5 tygodni, latem ten czas może się wydłużyć o 2 tygodnie. Taki biznes można otworzyć już za 10 tys. zł, choć jest to oczywiście kwota możliwa do uzyskania w specyficznych warunkach.

Dokładnie 168 punktami sprzedaży dysponuje Lodolandia. Skalę rozwoju biznesu może uzmysłowić fakt, że zeszłoroczny (2014) sezon rozpoczynała z 16 placówkami. Ta firma również zapewnia dostarczenie gotowego modelu biznesowego - poczynając od lokalizacji, przez rozwiązania marketingowe, dostawców, po niezbędne pozwolenia i umowy. Marcin Olesiak z Lodolandii przekonuje, że w pół roku można zarobić tyle, że pieniędzy starczy na tyle, by przez pozostałe 6 miesięcy nie musieć nic robić. Potwierdzają to franczyzobiorcy sieci, wykupując kolejne punkty. Zaledwie pięciu biorców licencji Lodolandii ma tylko jeden punkt sprzedaży. Sieć specjalizuje się w sprzedaży lodów świderków z automatu w przyczepach gastronomicznych. Całkowita kwota inwestycji w gotowy do działania punkt mobilny to koszt około 81 tys. zł netto.

Podobne rozwiązania proponują wszystkie sieci sprzedające lody – m.in. Lody Marsjano, Lody Bonano czy ICE’N’GO. Ciekawą propozycję ma firma Lody Bonano. Od tego sezonu rozszerza ofertę współpracy o mobilny punkt sprzedaży – Lodobus. To homologowana, jednoosiowa przyczepka o wymiarach 3x2 m, którą można przemieszczać w dowolne miejsce przy pomocy zwykłego samochodu osobowego. Standardowo taka mobilna lodziarnia umożliwia sprzedaż flagowego produktu sieci – amerykańskich „świderków”, a dodatkowo pozwala rozszerzyć ofertę o granity, gofry czy shake’i. Nowa oferta dedykowana jest zarówno dla obecnych franczyzobiorców, którzy chcą od nowego sezonu rozszerzyć swoją sprzedaż o kolejną, tym razem mobilną lokalizację, ale też dla tych wszystkich, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z biznesem franczyzowym. Lodobus wykonano ze specjalnej, warstwowej płyty, co sprawia, że jest stosunkowo lekki i trwały. Przyczepę wyposażono w zabudowę meblową, niezbędne półki, blaty, szafki, ladę i kącik sanitarny. Obrandowany zgodnie z identyfikacją całej sieci Lodobus, posiada rozprowadzoną, gotową instalację elektryczną i wodno-kanalizacyjną z obiegiem zamkniętym. Koszt zakupu Lodobusa to 25 tys. zł netto. Cena nie obejmuje maszyny do lodów, której jednak nie trzeba kupować, a wystarczy wydzierżawić na okres trwającego sezonu. Miesięczny koszt franczyzy to 600 zł. Podsumowując temat lodów - liczba punktów rośnie, sprzedaż szybuje, wszyscy są zadowoleni. Znana marka jest olbrzymią zaletą działania w tej branży. Klienci znają smak lodów,
wiedzą też, że sieć zapewnia odpowiedni poziom zabezpieczeń sanitarnych i jakości produktu.

Bardzo modnym staje się obecnie stołowanie się w tzw. foodtruckach. Nie wiadomo jednak, czy rynek przyjmie ten rodzaj gastronomii na dłużej. Nawet sieci franczyzowe dość ostrożnie rozwijają segment przyczep gastronomicznych. Tę formułę rozwoju zauważyła Telepizza, testując food trucki czy właściciel sieci restauracyjnej 7th Street, który sprzedaje jedzenie z przyczep pod marką Meat & Fit. Jeszcze dalej poszła firma Wojtex, właściciel kilku franczyzowych sieci gastronomicznych, oferując specjalistyczny koncept mobilny – smażalnię ryb. Rybkodajnia to elastyczny model biznesu. Pozwala być zawsze tam, gdzie danego roku zaplanujemy prowadzenie sprzedaży. Koszt zakupu wyposażonej przyczepy wynosi 34 tys. zł. Franczyzodawca nie pobiera opłaty wstępnej i marketingowej.

Z kolei „Meat & Fit” to sieć małopowierzchniowych punktów gastronomicznych stacjonarnych, mobilnych przyczep oraz food trucków. W ofercie znajduje się szeroki wybór dań i przekąsek dostępnych także w restauracjach sieci „7th Street – Bar & Grill” m.in. sałatek przygotowywanych na miejscu, kanapek z grillowaną wołowiną lub drobiem, a także ręcznie panierowanych na miejscu kawałków kurczaka. Minimalna kwota potrzebna do otwarcia punktu stacjonarnego to ok. 30 tys. zł - w przypadku gotowego punktu po innej gastronomii. Kwota wybudowania nowego punktu nie powinna przekroczyć 60 tys. zł w zależności od wielkości i stanu technicznego punktu. Istnieje możliwość leasingu sprzętu gastronomicznego. Według franczyzodawcy kwota potrzebna do otwarcia punktu mobilnego w postaci przyczepy to dokładnie 98,7 tys. zł netto. Istnieje możliwość leasingu całej przyczepy. Kwota niezbędna do otwarcia punktu mobilnego w postaci foodtrucka to również 98,7 tys. zł netto plus koszt zakupu samochodu nowego lub używanego. Samochody nadające się do zabudowy muszą mieć konstrukcję na ramie i mogą to być m.in. Fiat, Mercedes, Iveco, Peugeot, Renault. Istnieje możliwość leasingu całego foodtrucka wraz z samochodem.

Ciekawym pomysłem jest kosztujący ponad 40 tys. zł Bike Coffee, czyli mobilna kawiarenka napędzana siłą mięśni franczyzobiorcy systemu. Mobilne koncepty franczyzowe można znaleźć też poza gastronomią. I tu sezonowość nie odgrywa znaczącej roli w odróżnieniu od biznesu restauracyjnego. Mowa o przenośnych myjniach parowych. Jak zaznaczają przedstawiciele branży, jest to segment, w którym nie narzeka się na brak zapotrzebowania na usługi. Dzieję się tak z kilku powodów. Po pierwsze, to myjnia przyjeżdża do zamawiającego usługę. Po drugie, mycie parą jest przyjazne dla środowiska - znacząco redukuje zużycie wody i wszelkiego rodzaju detergentów oraz jest całkowicie bezpieczne dla lakieru mytych pojazdów. Zwykle mobilne myjnie nie ograniczają się do pielęgnacji samochodów. W swojej ofercie mają m.in. parowe pranie mebli, dywanów i wykładzin. Zapotrzebowanie na tego typu usługi jest przez cały rok. Jedną z największych franczyzowych sieci mobilnych myjni parowych jest SteamArt Mobile. Marka jest obecna także w Danii. Dojeżdżając do klienta oferuje mycie aut, biur czy magazynów. Da franczyzobiorców korzystne jest m.in. to, że przedsiębiorca nie potrzebuje jakichkolwiek pozwoleń środowiskowych na prowadzenie myjni i nie musi zatrudniać pracowników. Otrzymuje natomiast gotowe narzędzie pracy w postaci mobilnej myjni parowej.

Czy można prognozować wzrost rynku usług mobilnych? Owszem – w Stanach w zasadzie każda usługa może być zrealizowana przez biorcę licencji. W ten sposób działają firmy dbające o trawniki, drożność kranów, deratyzację, czyszczenie okien, zabijanie roztoczy etc. Ciekawy pomysł na biznes ma np. franczyzowa sieć Mosquito Squad. Pracuje dla niej 300 franczyzobiorców, urosła pięciokrotnie w ciągu 3 lat. Zajmuje się walką z komarami a raczej przepędzaniem ich z działek, trawników, parków i boisk. Franczyzobiorca musi zainwestować całkiem sporo – ok. 60 tys. dolarów, z czego prawie połowa to opłata licencyjna. Reszta to auto, sprzęt i marketing. Podobnie działa franczyza Bed Bug Chasers. Biorcy licencji oczyszczają domy klientów z roztoczy. Koszt inwestycji to od 100 do 145 tys. dolarów, w to wliczona jest opłata za przystąpienie do sieci w wysokości 25 tys. dolarów. Pracę można zacząć od razu po szkoleniu – jako że BBC nie wykorzystują żadnych chemikaliów, nie są wymagane żadne specjalistyczne licencje. Tego typu usługi w Polsce są jeszcze rzadkością, ale powinny się rozwinąć. To tylko kwestia czasu i odwagi inwestorów. W końcu „ktoś musi zacząć pierwszy”.

A MOŻE GAZETA?

Wysoką, 16. pozycję w Stanach, ma franczyza o nazwie Coffee News. Firma wydaje bezpłatny tygodnik, dystrybuowany do restauracji, kawiarni i hoteli. Zawiera lokalne informacje, dowcipy, horoskopy oraz oczywiście reklamy, na których zarabia. Koncept działa również w Polsce, obecnie ma sześciu partnerów – w Bełchatowie, Pruszkowie, Gorzowie Wielkopolskim, Warszawie, Krakowie i Łodzi. Z rynku wypadła edycja poznańska. To zajęcie dla dobrego handlowca. Jego zadaniem jest zdobycie punktów dystrybucji (kawiarni, restauracji, salonów fryzjerskich czy klubów fitness) i sprzedaż 30-32 miejsc reklamowych w Coffee News. Druk odbywa się przez centralę, franczyzobiorca dystrybuuje potem wydania do punktów dystrybucji. W Polsce działa też podobny koncept. Nazywa się Free TV. To bezpłatna gazeta z programem TV na 14 dni i krzyżówką oraz reklamami lokalnych firm. Wall Street Invest Group, właściciel sieci ma obecnie 55 partnerów (Coffee News ma ich prawie 800) i do końca roku chce pozyskać 30 kolejnych. Firma poszukuje franczyzobiorców w miastach powyżej 20 tys. mieszkańców. Start działalności możliwy jest w ciągu 30 dni od podpisania umowy. Korzyści wynikające z działania w sieci to m.in. dostęp do know-how prowadzenia biznesu, wyłączność terytorialna, dostęp do drukarni, szkolenia firmowe oraz przejrzysty model rozliczeń.

KOSZENIE TRAWY, A W ZASADZIE TRAWKI

Jeśli chcemy pracować w domu i niespecjalnie się przy tym narobić, możemy produkować wyroby medyczne. A konkretnie medyczną marihuanę. Oczywiście w Stanach, w Polsce na razie tematem zajmują się politycy a nie lekarze, co dość mocno zaciemnia sytuację. W USA z powodzeniem działa sieć Your Cannabis Biz. Franczyzobiorcy systemu sami hodują marihuanę, przygotowują do konsumpcji i dystrybuują wśród klientów, którym lekarze przepisali ten specyfik. Brzmi dość dziwnie, ale dział i to zgodnie z prawem wielu stanów.

Wiele razy pisaliśmy o tym, że rośnie rynek usług polegających na opiece nad osobami starszymi czy zniedołężniałymi. Wpływa na to starzenie się bogatych społeczeństw a wbrew pozorom nasze może się do nich zaliczać. Niski przyrost natualny i coraz dłuższe życie skutkują zapotrzebowaniem na tego typu usługi, i to we franczyzie. W Niemczech działa Hausengel, w Wielkiej Brytanii National Framework Agreement on TeleCare, w Stanach choćby Seniors Helping Seniors czy Home Helpers - pomagający też np. młodym matkom, pracującym rodzicom oczy osobom dochodzącym do zdrowia. Tego typu franczyza nie jest jednak dla każdego. Owszem, nie wymaga posiadania biura czy powierzchni, ale wiąże się z trudną pracą u klienta. To zajęcie dla rehabilitantów, pielęgniarek i pielęgniarzy, osób z dużą empatią.

W grupie franczyz domowych znajduje się też wiele konceptów edukacyjnych. Jakim cudem? Aby napić się piwa, nie trzeba kupować browaru. Aby uczyć, nie trzeba mieć szkoły. Albo inaczej – szkolnych murów, ław i tablic. Można je wynajmować na godziny, stosunkowo niskim kosztem. Niezbyt droga jest też sama licencja franczyzowa. Działanie w tej formule przypomina wspomniany już model z zajęciami fitness. Mniej niż 10 tys. zł netto kosztują licencje np. na prowadzenie mobilnej szkoły językowej Moose w miejscowości do ok. 100 tys. mieszkańców, zajęć w systemach RoboCAMP czy Twój-Robot.pl.

JAK WYWALCZYĆ PRODUKTYWNOŚĆ?

Wspomniane wyżej przykłady biznesów wskazują jasno, że aby prowadzić własny biznes wcale nie trzeba dysponować biurem czy inną dedykowaną pracy powierzchnią. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że praca w domu nie jest łatwa. Dzieci krzyczą, sąsiad wierci dziurę w ścianie, kot kładzie się na klawiaturze, pies chce wyjść na spacer. Jak w takich warunkach można być produktywnym? Warto trzymać się kilku podstawowych zasad. Po pierwsze – domownicy muszą wiedzieć, że choć jesteś w domu, to pracujesz i nie wolno ci przeszkadzać. Nie, nie wyrzucisz teraz śmieci, nie ugotujesz obiadu, nie pobawisz się z dzieckiem. Pracujesz. Zarabiasz. Kiedyś jednak musisz wykonać te domowe obowiązki. Ustal więc godziny pracy i się ich trzymaj, oczywiście w granicach rozsądku. Jeśli nie musisz być dyspozycyjny w ogólnie przyjętych godzinach pracy (np. 8-16 czy 9-17), swoją pracę możesz wykonywać wcześnie rano lub wieczorem. To kwestia preferencji. Ustal również przerwy, bo produktywność spadnie. Dobrym kompromisem jest 10 minut co godzinę i jedna dłuższa na parę godzin.

Odpowiednio zorganizuj miejsce pracy, gromadząc w jednym miejscu wszystko, co jest ci potrzebne. W ten sposób również symbolicznie oddzielisz strefę pracy od strefy domu. Nie pracuj też za dużo, pracoholizm nikomu nie wyszedł na dobre. Ale nie obijaj się. Im szybciej wypełnisz plan, tym więcej czasu ci zostanie. Praca własny rachunek może być bardzo ciekawa, pasjonująca i dochodowa. Jak widać da się to również robić w biznesie franczyzowym. Posiadanie biura, powierzchni handlowej czy magazynowej jest przeszkodą dla wielu osób, które nie mają na to środków. A przecież sensem pracy jest wykorzystywanie własnych umiejętności i talentów do zarabiania pieniędzy, życia na godnym poziomie i zapewnianiu przyszłości swoim bliskim. Owszem, odpowiednie narzędzia jak powierzchnia w wielu biznesach są niezbędne i potrafią przyspieszyć rozwój firmy. Ale jak się okazuje nie są niezbędne.

Dołącz do newslettera

Pozostałe artykuły - Raporty

Data dodania: 24 sierpnia 2021
Nadeszły dobre czasy dla franczyzy
Data dodania: 9 sierpnia 2021
Sposoby gastronomii na przetrwanie kryzysu
Data dodania: 28 maja 2021
Franczyza - do usług
Data dodania: 25 marca 2021
Pośrednictwo finansowe wciąż daje zarobić

zobacz więcej

Data dodania: 22 października 2021
Sieć Al.Capone ma już ponad 80 sklepów w Polsce
Data dodania: 21 października 2021
Intermarché rozwija sieć otwierając kolejny sklep
Data dodania: 20 października 2021
Greenpoint stawia na mniejsze miasta
Data dodania: 19 października 2021
Jedzenie „z okienka” – biznes odporny na kryzys
Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram