Chińska kuchnia w Białymstoku

Autor: Redakcja
Kategoria:
American Chinese Food

American Chinese Food

Grzegorz Borowiak ma 15-letnie doświadczenie w branży gastronomicznej. A mimo to uznał, że warto skorzystać z cudzego sprawdzonego pomysłu na biznes. Wybrał sieć American Chinese Food.

Gdzie i od kiedy prowadzi Pan lokal sieci American Chinese Food?

Lokal prowadzę w Białymstoku od lipca 2011 roku.

Co Pana skłoniło do otwarcia lokalu właśnie w ramach tej sieci?

Chęć wprowadzenia nowości, zmiany menu, klienteli. Działam w branży gastronomicznej już od 15 lat. W ostatnim czasie prowadziłem niewielki bar osiedlowy, udało mi się odłożyć trochę środków, które postanowiłem zainwestować właśnie w koncept franczyzowy. Nie chciałem otwierać pizzerii czy kebaba, szukałem konceptu ze zdrową kuchnią, z posiłkami przygotowywanymi ze świeżych składników. Stąd mój wybór padł na AMCF. Liczyłem na to, że sprawdzony pomysł na biznes przyciągnie do mojego lokalu więcej klientów.

Udało się?

Miesiące wakacyjne były lepsze, teraz frekwencja trochę spadła. Szczerze mówiąc, liczyłem na lepsze wyniki. Jednak nie chcę wyciągać pochopnych wniosków. Trzy miesiące to za mało. Bar w nowym kształcie jest cały czas w fazie rozruchu. Daję sobie rok na osiągnięcie zamierzonego efektu.

W jakich kwestiach może Pan liczyć na wsparcie ze strony franczyzodawcy?

Właściwie we wszystkich. Otrzymałem pomoc w urządzeniu kuchni i sali konsumpcyjnej, przepisy, wsparcie w doborze kucharzy, a także dostawców. Franczyzodawca w imieniu sieci negocjuje ceny z hurtowniami, dzięki czemu mogę korzystać ze zniżek na wiele produktów. Jestem też w stałym kontakcie telefonicznym z franczyzodawcą. A jak jest taka potrzeba, to przyjeżdża on do nas, żeby porozmawiać osobiście, pomóc w rozwiązaniu ewentualnych problemów. Teraz właśnie zamierzamy poprosić go o dodatkowe wsparcie w zakresie pomysłów na działania zwiększające sprzedaż, które pozwoliłyby ten biznes szybciej rozkręcić.

Jakiego rzędu środki musiał Pan zainwestować w otwarcie lokalu? Kiedy spodziewa się Pan ich zwrotu?

W moim przypadku było to ok. 30 tys. zł w związku z tym, że posiadałem już lokal przystosowany do działalności gastronomicznej. Wiele znajdujących się w nim elementów mogłem wykorzystać. Otwarcie restauracji od zera, w lokalu, który nie jest do tego przystosowany, wymagałoby znacznie wyższych nakładów, co najmniej 100 tys. zł. Jeśli chodzi o zwrot z inwestycji, to jeszcze go nie uzyskałem. I trudno mi powiedzieć, kiedy się go spodziewam. Obecnie lokal zarabia jedynie na koszty, nie wiem, na jakim poziomie uplasują się docelowe zyski.

W przypadku branży gastronomicznej niezwykle istotny jest wybór lokalizacji. Czym się Pan kierował, wybierając lokalizację pod swoją placówkę? Czy franczyzodawca pomagał Panu w ocenie jej atrakcyjności?

Moja restauracja znajduje się w okolicy trzech dużych osiedli, na których mieszka w sumie ok. 35 – 40 tys. mieszkańców. Miejsce wydaje się więc niezłe, franczyzodawca to potwierdził. Niemniej najlepszym miejscem na działalność gastronomiczną jest centrum miasta. Ja, mając dobrze przystosowany lokal, nie chciałem na tym etapie decydować się na zmianę lokalizacji. Postawiłem na nowy koncept, by poprawić funkcjonowanie tego biznesu. Jeśli się nie uda, nie wykluczam przeprowadzki do centrum. Lokalizacja na pewno jest kluczowym czynnikiem sukcesu w gastronomii

Ale na pewno nie jedynym. Co jeszcze się liczy?

Smaczne posiłki, które sprawiają, że klienci do nas wracają i polecają nas kolejnym osobom oraz dobry personel, na którym można polegać.

Jakie największe trudności w prowadzeniu tej działalności Pan spotyka?

Największe trudności dotyczą niestety personelu. Dużo mówi się o tym, że jest bezrobocie, a tymczasem ja mam problem ze znalezieniem osób do pracy. Dlatego właściciel restauracji powinien być przygotowany na to, że niekiedy wszystko będzie musiał robić sam – ugotować posiłek, dowieźć go do klienta. Dla mnie to nie problem – umiem i lubię gotować. Ale jeśli ktoś się nie chce tym zajmować, liczy na to, że otworzy restaurację, zatrudni odpowiednich ludzi i interes będzie się kręcić, to najlepiej niech się nie zabiera za ten biznes.

Jaka jest, w Pana ocenie, główna zaleta oraz wada działalności w ramach sieci franczyzowej AMCF?

Zaletą są szczegółowe procedury, standardy jakości, które sprawiają, że potrawy zawsze wychodzą tak samo dobre. Wcześniej, działając przez lata w gastronomii, ja i moi pracownicy większość rzeczy robiliśmy po prostu na wyczucie. Teraz trzeba pilnować odpowiednich procedur, ale to jest dobre, umożliwia utrzymanie wysokiej jakości. A prawda jest taka, że klient staje się coraz bardziej wymagający i coraz bardziej zwraca na to uwagę. Wadą są oczywiście opłaty franczyzowe, ale na to nie ma rady. Jeśli ktoś decyduje się przystąpić do jakiejkolwiek sieci franczyzowej, skorzystać z cudzego pomysłu, to musi za to płacić.

Co by Pan doradził osobom zastanawiającym się nad inwestycją w restaurację AMCF? O czym powinny pomyśleć, z czego zdawać sobie sprawę?

Jak planują otwierać zupełnie nowy punkt, to niech od razu celują w możliwie najlepszą lokalizację, najlepiej w centrum miasta. Należy też zarezerwować sobie środki na pierwsze miesiące działalności, gdyż taki lokal nie od razu przynosi zyski. Trzeba się też nastawić na ciężką pracę, od rana do wieczora. Jak wspomniałem, trudno znaleźć zaufany personel w tej branży, trzeba więc potrafić zrobić wszystko samemu.

Rozmawiała Joanna Cabaj - Bonicka

Dołącz do newslettera

Copyright © 2007-2021 ARSS. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Opieka nad stroną: Lembicz.pl
linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram