| « Poprzedni | Następny » |
|---|
Cotygodniowe nowości zachęcają do odwiedzania Okay'a
Franczyzę w branży odzieżowej zdominowała w ostatnich latach zasada towaru w depozycie. Niemniej sklep, którego właściciel kupuje odzież, także może świetnie funkcjonować, a jego otwarcie wcale nie musi wiązać się z wysokimi kosztami. Potwierdza to Rafał Łatuszyński, franczyzobiorca sieci Okay Multibrand Shop z Bytowa.
Franczyzę w branży odzieżowej zdominowała w ostatnich latach zasada towaru w depozycie. Niemniej sklep, którego właściciel kupuje odzież, także może świetnie funkcjonować, a jego otwarcie wcale nie musi wiązać się z wysokimi kosztami. Potwierdza to Rafał Łatuszyński, franczyzobiorca sieci Okay Multibrand Shop z Bytowa.
Proszę opowiedzieć o początkach współpracy z siecią Okay. Kiedy i gdzie otworzył Pan swój sklep? Dlaczego zdecydował się Pan właśnie na tę markę?
Mój sklep został otwarty w grudniu 2009 roku w Bytowie, przy głównej ulicy w mieście. Okay jest siecią wywodzącą się z moich okolic. Firma jest tutaj znana, ma dobrą opinię, dobry, różnorodny towar. Nawet nie rozważałem innych ofert.
Wiele sieci odzieżowych oferuje depozyt, bardzo dobrze postrzegany przez franczyzobiorców, gdyż nie muszą oni wówczas ponosić kosztów zatowarowania. W Okay franczyzobiorca jednak kupuje ubrania. Nie zniechęciło to Pana?
Nie, tak jak wspomniałem, miałem zaufanie do tej firmy. Od samego początku kontakt z osobami odpowiedzialnymi za rozwój sieci układał się bardzo dobrze. Koszty inwestycji, mimo konieczności zakupu towaru, nie były wysokie. Nie miałem więc powodów, by rozglądać się za innymi ofertami. A teraz jako osoba, która ma już doświadczenie w prowadzeniu sklepu odzieżowego, mogę spokojnie powiedzieć, że zakup towaru, zarządzanie dostawami nie jest sprawą uciążliwą. To mój pracownik, a nie franczyzodawca decyduje o tym, jaki towar znajdzie się w sklepie i po jakich cenach będzie sprzedawany. Daje mi to możliwość maksymalizacji zysków, nie jestem uzależniony od prowizji wyznaczonej przez franczyzodawcę. Poza tym po paru miesiącach współpracy firma wydłużyła mi terminy płatności, nie muszę już płacić za towar z góry, pokrywam te koszty z bieżących wpływów, tak więc nie potrzebuję depozytu.
Jakiego rzędu nakłady musiał Pan ponieść na uruchomienie placówki?
Mój sklep ma niedużą powierzchnię, poniżej 30 mkw., dlatego też nakłady inwestycyjne były adekwatne do wielkości. Remont lokalu kosztował ok. 3 tys. zł, ale to dlatego, że zakres prac był dość spory. Koszt zakupu mebli to ok. 120 zł na mkw., czyli w sumie też ok. 3 tys. zł. Przygotowanie oświetlenia to ok. 2 tys. zł. Wszystkie materiały reklamowe, kasetony, oznakowanie sklepu zostały dostarczone przez centralę sieci na jej koszt. Ja musiałem jeszcze pokryć oczywiście koszt pierwszego zatowarowania – było to w granicach 30-40 tys. zł. Wtedy jeszcze nie miałem wydłużonych terminów płatności, więc musiałem posiadać środki na ten cel.
Czy sklep od razu był rentowny, czy też konieczne było zabezpieczenie środków na pierwsze miesiące działalności?
Otworzyłem placówkę w grudniu, w okresie przedświątecznym i wtedy sprzedaż była bardzo dobra. Jednak kolejne miesiące, styczeń, luty i marzec, kiedy to panowała bardzo ostra zima, były dość słabe. W tych miesiącach musiałem trochę dołożyć do tej działalności. Udało się to jednak nadrobić latem, kiedy to uruchomiłem sklep sezonowy w Karwi. Koszty takiego przedsięwzięcia były niewielkie - musiałem jedynie opłacić wynajem niewielkiej, 15-metrowej budki - a przychody okazały się bardzo przyzwoite.
Jakie wsparcie otrzymał Pan od franczyzodawcy na starcie, a także później, w trakcie codziennej działalności?
Franczyzodawca pomógł mi zweryfikować lokalizację, ocenić, czy prowadzenie sklepu w tym miejscu będzie rentowne. Otrzymałem także pomoc przy wyborze asortymentu. Cały czas mój sklep odwiedzany jest przez opiekunkę regionalną, która pokazuje, jak eksponować towar w sklepie, doradza, co warto kupić, jaki towar się obecnie najlepiej sprzedaje.
A o co musiał się Pan zatroszczyć we własnym zakresie?
Ja się musiałem zatroszczyć o przygotowanie lokalu, remont, zatrudnienie pracownika.
Jak wygląda Pana standardowy dzień pracy jako franczyzobiorcy Okay?
Nie pracuję na co dzień w moim sklepie. Zarówno obsługą klientów, jak i zamawianiem towaru zajmuje się mój pracownik. Przyjeżdżam tam jednak 2-3 razy w tygodniu. Sprawdzam, czy towar jest regularnie domawiany, czy niczego nie brakuje. Poza tym mam zainstalowane w sklepie 4 kamerki przemysłowe, nagrania z których można na bieżąco podglądać przez Internet.
Jak szybko rotuje towar, jak często trzeba go zamiawiać?
Duże zmiany w asortymencie, a więc i duże zamówinie następują tylko 4 razy do roku, gdy zmieniają się pory roku. Niemniej należy dbać o to, by w sklepie nieustannie pojawiało się coś nowego – najlepiej raz w tygodniu, a na pewno nie rzadziej niż raz na dwa tygodnie. Daje to impuls naszym klientom, by odwiedzali nas częściej. Przy czym te cotygodniowe zamówienia są nieduże.
Jaka jest, w Pana ocenie, największa wada i zaleta prowadzenia działalności w ramach sieci Okay?
Prawdę mówiąc, nie widzę wad. Dużą zaletą jest natomiast łatwość, bezproblemowość w kontaktach i współpracy z przedstawicielami sieci. A także niska bariera wejścia do systemu zarówno pod względem finansowym, jak i innych wymogów. Ja osobiście byłem i jestem nadal związany z branżą spożywczą, nie miałem do czynienia z prowadzeniem sklepu odzieżowego. Ale dzięki przystępnie poprowadzonym szkoleniom, wsparciu specjalistów czy to w zakresie doboru asortymentu, czy w zakresie visual merchandisingu nie jest to żadną trudnością.
Jak Pan ocenia obecną sytuację na rynku odzieżowym? W którą stronę, z Pana punktu widzenia, podąża w tym momencie popyt – widać jakieś ożywienie?
Mój sklep działa niespełna rok, więc nie mam porównania, jak było rok czy dwa lata wcześniej i czy kryzys wpływa w jakiś sposób na wyniki sklepu. Widzę, że są w tej branży po prostu miesiące lepsze i słabsze. W przypadku mojego sklepu, mojej lokalizacji takimi najlepszymi miesiącami były miesiące wakacyjne oraz okresy przedświąteczne. W pozostałych miesiącach obrót był na podobnym poziomie, aczkolwiek nieco niższym niż w tych najlepszych.
Wiem, że planuje Pan uruchomienie drugiego sklepu sieci, tym razem w Malborku. Kiedy to nastąpi? I czy zamierza Pan na tym poprzestać, czy może ma Pan w planach uruchamianie kolejnych sklepów?
Jestem cały czas na etapie negocjowania umowy z zarządcą galerii handlowej w Malborku, w której miałby działać sklep. Trochę się obawiam wejścia do galerii w niedużym mieście, gdyż największy ruch jest tam w weekendy, a w tygodniu może być słabiej. Ryzyko minimalizowane jest jednak przez fakt, że umowa ma zostać podpisana tylko na rok. Taki czas wystarczy do tego, by ocenić, czy sklep dobrze funkcjonuje. A z drugiej strony, nie jest to tak długi okres, by narazić się na znaczące straty. A czy będę dalej inwestował w sklepy Okay? Nie wybiegam myślami tak bardzo w przyszłość. Z pierwszej placówki jestem zadowolony, więc planuję drugą. Jak okaże się, że ona też sobie dobrze radzi i jestem na niej w stanie zarobić na kolejną, to wtedy zacznę myśleć o nastepnym otwarciu.
Rozmawiała Joanna Cabaj – Bonicka
Odniosłeś sukces dzięki franczyzie i chciałbyś podzielić się tym z czytelnikami portalu FranczyzawPolsce.pl? Skontaktuj się z nami, a opowiemy Twoją historię: jcabaj@arss.com.pl