| « Poprzedni | Następny » |
|---|
Błyskawiczny sukces pierwszego No+Vello w Wielkopolsce
Joanna Eliszewska do współpracy z No+Vello przystapiła z założeniem, że uruchomi minisieć takich salonów w Poznaniu. Dziś ma już dwa i planuje otwarcie trzeciego. Pani Joanna z zadowoleniem, ale i lekkim zaskoczeniem przyznaje, że nie musiała dotąd dołożyć do tej działalności ani grosza. Aczkolwiek osiągane zyski nie są jeszcze na takim poziomie, na jaki liczyła.
Joanna Eliszewska do współpracy z No+Vello przystapiła z założeniem, że uruchomi minisieć takich salonów w Poznaniu. Dziś ma już dwa i planuje otwarcie trzeciego. Pani Joanna z zadowoleniem, ale i lekkim zaskoczeniem przyznaje, że nie musiała dotąd dołożyć do tej działalności ani grosza. Aczkolwiek osiągane zyski nie są jeszcze na takim poziomie, na jaki liczyła.
Dlaczego postanowiła Pani zainwestować w tak specyficznej i do niedawna mało znanej w Polsce branży, jaką stanowią salony fotodepilacji? I dlaczego zdecydowała się Pani na współpracę z No + Vello, a nie np. samodzielnie prowadzenie takich placówek?
Jestem z wykształcenia socjologiem i nigdy nie miałam zawodowo do czynienia z branżą kosmetyczną, więc samodzielnej inwestycji nie brałam pod uwagę. Interesowałam się natomiast różnego rodzaju nowinkami kosmetycznymi jako klientka. Zdawałam sobie sprawę z tego, że fotodepilacja w Polsce była bardzo droga i przez to mało przystępna dla klientów. Dlatego pojawienie się w naszym kraju No+Vello z ceną 99 zł za jedną część ciała odebrałam jako rewolucję. Gdy dowiedziałam się, że sieć szuka franczyzobiorców, postanowiłam się zgłosić, gdyż uznałam, że jest to perspektywiczny segment rynku. Dodatkowo zachęciło mnie na pewno to, że nie trzeba było mieć żadnego doświadczenia. Centrala zapewniała wszystko, co potrzebne do wystartowania z taką działalnością.
Prowadzi Pani już dwa salony No+Vello w Poznaniu. Od jak dawna one działają, czy były to inwestycje równoczesne, czy też wyniki pierwszego salonu skłoniły Panią do otwarcia kolejnego?
Pierwszy salon został otwarty wraz z początkiem kwietnia bieżącego roku. Już wtedy wychodziłam z założenia, że jeden punkt to za mało i planowałam stworzenie minisieci No+Vello w Poznaniu. Oczywiście najpierw chciałam się przekonać na przykładzie jednego salonu, jak funkcjonuje ten biznes. Powiem szczerze, że byłam przygotowana na to, że przez pierwsze 2-3 miesięce troszkę będzie trzeba do niego dołożyć, a w najlepszym wypadku salon będzie na siebie zarabiał. Dlatego byłam bardzo zaskoczona, gdy okazało się, że już w pierwszym miesiącu nie tylko nie musiałam dołożyć do działalności ani grosza, ale jeszcze przyniosła ona całkiem przyzwoity zysk. To na pewno przyspieszyło decyzję o uruchomieniu drugiego punktu. Natychmiast rozpoczęłam poszukiwanie lokalizacji, zaś salon ruszył na początku czerwca.
Czy udało się powtórzyć sukces pierwszej placówki?
Niestety nie. Pierwszy salon funkcjonuje wyraźnie lepiej, była to pierwsza taka placówka w Wielkopolsce, dlatego od razu udało nam się pozyskać bardzo wielu klientów. Aczkolwiek myślę, że duży wpływ na wyniki drugiej placówki miał moment otwarcia. Lato nie jest najlepszym okresem na start, gdyż skóra po zabiegu z użyciem IPL nie powinna być wystawiana na słońce. Oczywiście wystarczy zastosować krem z filtrem, by było to w pełni bezpieczne. Niemniej zdecydowanie mniej osób decydowało się na te zabiegi latem. Co prawda, nie był to zupełnie martwy okres i oba salony na siebie zarabiały, jednak osiągane obroty były dalekie od satysfakcjonujących. Wrzesień przyniósł już wyraźną poprawę, w pierwszym salonie jest nawet lepszy niż kwiecień, czyli miesiąc, w którym wystartowaliśmy. Cały czas nie jest to jednak poziom docelowy, na jaki liczyłam. Niewykluczone jednak, że i jeden, i drugi punkt potrzebuje po prostu jeszcze trochę więcej czasu.
Kiedy, w Pani ocenie, jest najlepszy moment na rozpoczęcie takiej działalności?
Zdecydowanie wrzesień. Mamy teraz przed sobą przynajmniej 8-9 miesięcy nieprzerwanie dobrego okresu na tego typu zabiegi. Najgorsze jest zaś lato. Startując w tym okresie, lepiej zabezpieczyć środki na pierwsze miesiące funkcjonowania, gdyż w wakacje może się zdarzyć, że salon na siebie nie zarobi.
A jak Pani ocenia rolę lokalizacji w tym biznesie? W jaki sposób poszukiwała Pani miejsc pod swoje salony, czym się Pani kierowała przy ich wyborze?
Uważam, że lokalizacja nie jest kluczowa. Nie ma sensu inwestować w wynajem bardzo drogiego lokalu w centrum miasta. Klient zainteresowany tą usługą na pewno dojedzie, do mojego salonu przyjeżdżają osoby z miejscowości oddalonych nawet o 60-100 km od Poznania. Niemniej lokalizacji pod pierwszy salon poszukiwałam dość długo i uważnie. Zależało mi na dobrym miejscu, ale także na takim rozkładzie i standardzie pomieszczeń, by lokal nie wymagał zbyt wysokich nakładów na adaptację. Udało mi się pozyskać lokal przy ul. Katowickiej. Jest to miejsce, w którym praktycznie nie ma ruchu pieszego, znajduje się ono na uboczu, poza centrum. Jednak mieści się tam jedno z najbardziej znanych zagłębi kosmetycznych w Poznaniu. W okolicy znajduje się ok. 30 salonów związanych z urodą, fryzjerstwem, kosmetyką. Mimo więc że konkurencja jest bardzo duża, to wszystkie punkty funkcjonują bardzo dobrze. Przy wyborze miejsca pod drugi salon zastosowałam zupełnie inne kryteria. Mieści się on przy ul. Słowiańskiej, nieopodal przystanku, na którym krzyżuje się sześć linii tramwajowych, co generuje bardzo duży przepływ ludzi. Setki osób przechodzą codzinnie koło tego salonu. Paradoksalnie, wcale nie przekłada się to na większą bazę klientów.
Czy centrala sieci pomagała Pani w ocenie lokalizacji?
Pomoc centrali ograniczyła się przede wszystkim do oszacowania nakładów w przypadku konkretnego lokalu. Oczywiście uzyskałam też informację dotyczącą pozytywnej oceny lokalizacji, aczkolwiek jej wyszukaniem zajmowałam się samodzielnie.
Jakiego rzędu środki musiała Pani przeznaczyć na inwestycję w jeden punkt? Czy w obu przypadkach były one podobne, a jeśli nie, to z czego wynikały różnice?
Różnica była niewielka i wynikała z nakładów na adaptację. W przypadku pierwszgo punktu było to ok. 25 tys. zł, a w przypadku drugiego – ok. 18 tys. zł. Do tego w jednym i drugim przypadku doszła inwestycja w wyposażenie i sprzęt w całości dostarczane przez No+Vello, których koszt jest szacowany na 120 tys. zł netto za jeden salon. Przy czym ja się zdecydowałam na leasing większości tego sprzętu, więc nie musiałam ponosić pełnych kosztów na starcie. Raty leasingowe wliczam zaś do stałych kosztów działania, a te z kolei jestem w stanie pokryć z bieżących zysków.
Jakie zalety i wady działania w branży salonów fotodepilacji oraz współpracy z siecią No+Vello Pani dostrzega?
Zaletą samej działalności na pewno jest fakt, że skuteczna fotodepilacja to cykl zabiegów trwających kilka miesięcy, a więc raz pozyskani klienci zapewniają nam ciągłość funkcjonowania przez dłuższy okres. Nie jest więc tak, że są to jednorazowe wizyty i co miesiąc trzeba pozyskiwać nowych klientów. Natomiast zaletą współpracy akurat z No+Vello jest duże wsparcie marketingowe, jakie zapewnia centrala sieci. Wcześniej byłam zawodowo związana z biznesem, który potrzebował dużo działań marketingowych i wiem, że na ten cel idą naprawdę duże pieniądze. Tymczasem w przypadku No+Vello nie musiałam wydać do tej pory ani złotówki na lokalny marketing. Klientki dowiadują się o sieci z ogólnopolskich pism kobiecych. Poza tym gdy wchodzą na stronę internetową i widzą, że jest to sieć ponad 800 salonów na świecie, to także je przekonuje do skorzystania właśnie z naszych usług.
A minusy?
Myślę, że dosyć drogi start – 120 tys. zł to sporo dla wielu osób, które boją się ryzykować, zwłaszcza, że branża jest stosunkowo nowa w Polsce. Poza tym cena usługi skalkulowana jest na dość niskim poziomie i aby prowadzić zyskowną działalność, musimy nastawić się przede wszystkim na ilość. Niemniej właśnie obniżka ceny usługi udostępnia ją większemu gronu potencjalnych klientów.
Od kilku miesięcy można zauważyć prawdziwy wysyp ofert w tym segmencie rynku. Nie obawia się Pani gwałtownego wzrostu konkurencji, która zresztą poszła w ślady No+Vello i także oferuje zabiegi po 99 zł?
Na pewno rodzi to pewne obawy. Gdy otwierałam swój pierwszy salon, była to pierwsza taka placówka w Wielkopolsce. Dziś w samym Poznaniu działają trzy No+Vello, gdyż oprócz mnie jest jeszcze jeden franczyzobiorca oraz dwa salony należące do innych sieci. Nie mam wpływu na konkurencję i nie mogę mieć pretensji o to, że chce się rozwijać. Mogę jedynie mieć wpływ na działania No+Vello w Poznaniu, gdyż mam zagwarantowany pewien obszar na wyłączność. Niemniej fakt, że w Poznaniu jest już w stanie funkcjonowac 5 salonów fotodepilacji pokazuje, jak rozwojowy jest to rynek.
Czy zastanawia się Pani nad uruchomienie kolejnego salonu No+Vello?
Tak, chce uruchomić trzecią placówkę. Wstępnie planowałam to zrobić na przełomie września i października. Jednak ten dużo słabszy okres letni spowodował, że postanowiłam się wstrzymać jeszcze trochę i popracować nad lepszymi wynikami drugiego punktu. Uruchomienie kolejnego będzie miało sens, gdy zobaczę, że moce przerobowe dwóch pierwszych są niewystarczające i klienci muszą zbyt długo czekać na wizytę. Taką inwestycję realizuje się dosyć szybko, wystarczy niecały miesiąc. W przypadku mojego drugiego salonu było to nawet krótcej – dwa tygodnie.
Rozmawiała Joanna Cabaj – Bonicka
Odniosłeś sukces dzięki franczyzie i chciałbyś się podzielić tym z czytelnikami portalu FranczyzawPolsce.pl? Napisz do nas, a opowiemy Twoją historię: jcabaj@arss.com.pl