| « Poprzedni | Następny » |
|---|
Z Fornetti od siedmiu lat
Gdy Marcin Stańczuk rozpoczynał współpracę z Fornetti, sam zaprojektował i zbudował całe stoisko. Teraz jednak czasy są inne, standardy inne, ale Pan Marcin nadal chwali sobie ciasteczkowy biznes i jeszcze w tym roku uruchomi dwa kolejne punkty.
Skąd wziął się pomysł otwarcia minipiekarni Fornetti?
Sam często kupowałem ciasteczka w jednym z warszawskich punktów, widziałem, że jest tam duży ruch, duża sprzedaż. Podobał mi się ten koncept. Na pewno na moją decyzję wpłynęła też moja ówczesna sytuacja. Zakończyłem wówczas zlecenie, którym się wcześniej zajmowałem i zastanawiałem się nad tym, co dalej. Kupując po raz kolejny ciasteczka w tym punkcie, co zwykle, pomyślałam, że musi to być opłacalny i przyjemny biznes i zacząłem się nad nim poważnie zastanawiać.
Gdzie i od kiedy prowadzi Pan punkt Fornetti?
Mój punkt działa od 7 lat w Warszawie w CH TESCO przy ul.Górczewskiej.
W jaki sposób wybrał Pan lokalizację? Był Pan w tej kwestii zdany na siebie czy też centrala Fornetti pomogła w doborze odpowiedniego miejsca?
Sam znalazłem miejsce. Zresztą było to niedaleko centrum handlowego, w którym wcześniej kupowałem ciasteczka. Centrala Fornetti potwierdziła w rozmowie ze mną, że rzeczywiście jest to jeden z ich najlepszych punktów. Wyszedłem z prostego założenia, że skoro tam, w analogicznym centrum handlowym, z podobnym przepływem ludzi sprzedaż idzie tak dobrze, to mnie też powinno się udać. Zwłaszcza że częściowo mogłem liczyć na klientów „wychowanych” przez tamtego franczyzobiorcę. Jak wspomniałem, mój punkt otworzyłem w pobliskim centrum, więc część okolicznych mieszkańców z pewnością czasem jeździła na zakupy do tamtego centrum, a czasem właśnie do Tesco na Górczewską.
Ile pieniędzy potrzeba na starcie, po jakim czasie punkt staje się rentowny?
Siedem lat temu przystąpienie do systemu Fornetti wyglądało zupełnie inaczej. Sieć nie miała zestandaryzowanych stoisk. Sam więc zaprojektowałem i zbudowałem stoisko, co kosztowało mnie ok. 8 tys. zł. Do tego doszły kaucje za piece do wypieku ciasteczek – 3,5 tys. za jeden, a ja zamówiłem trzy. Dopiero cztery lata temu Fornetti zaczęło wprowadzać zestandaryzowane stoiska, które rzeczywiście wyglądały dużo lepiej, atrakcyjniej dla klienta. Wówczas ja również dostosowałem się do nowej wizualizacji, co kosztowało mnie ok. 18 tys. zł. Nie był to jednak problem przy tak prosperującym punkcie jak mój, a korzyści z działania w sieci jednolitej pod względem wizerunku są widoczne. Jeśli chodzi o rentowność, to punkt od początku na siebie zarabiał, a wręcz generował zyski. Zresztą w ciągu ostatnich 7 lat, bez względu na sytuację gospodarczą, nie było miesiąca, kiedy musiałbym dokładać do tej działalności. Zwrot inwestycji początkowej uzyskałem po 2 miesiącach, ale to był wynik niskich kosztów oraz bardzo dobrego miejsca o dużym natężeniu ruchu.
Co było dla Pana największą trudnością na etapie uruchamiania punktu bądź w późniejszym okresie działania i jak Pan sobie z nią poradził?
Nie przypominam sobie żadnych trudności. Największym problemem było samo podjęcie decyzji. Środki, które musiałem zainwestować, były dla mnie znaczącą kwotą i obawiałem się, że mogą się nie zwrócić. Ale podjęcie ryzyka opłaciło się.
Jak wygląda Pana standardowy dzień pracy jako właściciela minipiekarni Fornetti?
Pracowicie, na punkcie pracujemy zawsze we dwóch, jeden z nas zajmuje się przygotowaniem oraz wypiekiem produktów, a drugi obsługą klientów. Zwykle trzy raz w tygodniu zamawiam z centrali towar, tj. półprodukty przeznaczone do wypieku oraz opakowania służące do sprzedaży asortymentu. Wiem, że wielu właścicieli punktów Fornetti nie decyduje się na to, by w nich pracować, ale ja myślę, że moje osobiste zaangażowanie jest jednym z powodów tak dużego sukcesu tego punktu. Z jednej strony, odchodzą koszty zatrudnienia dodatkowego pracownika, z drugiej wiadomo, że właściciel zazwyczaj będzie starał się bardziej niż pracownik i jakość usług będzie wyższa, co zachęca klientów do powrotu.
Co ceni Pan sobie najbardziej we współpracy z Fornetti?
Zasady są jasne, klarowne, po prostu współpraca dobrze się układa. Jeśli miałby wymienić jedną rzecz, która bardzo ułatwia mi prowadzenie tej działalności, to jest nią serwis urządzeń, który zapewnia centrala. Nie muszę się więc martwić, gdy coś się przepali, zepsuje. Wygodne jest także to, że nie muszę szukać źródeł zaopatrzenia. Wszystkie półprodukty zamawiane są w centrali, która dowozi je do mnie, na miejsce. Podobnie jest z wszelkimi materiałami reklamowymi, marketingowymi.
A jakieś wady wyniakjące czy to ze współpracy franczyzowej, czy to ze specyfiki prowadzonej działalności?
Prawdę mówiąc, nie widzę żadnych. Wręcz przeciwnie, jestem na tyle zadowolony, że planuje w tym roku uruchomić dwa kolejne punkty, oba w Warszawie. Jedną z lokalizacji wyszukało i zaproponowało mi samo Fornetti, a drugą znalazłem sam.
Dopiero po siedmiu latach? Nie chciał Pan zrobić tego wcześniej?
Chciałem i zrobiłem. Pięć lat temu otworzyłem drugi punkt Fornetti, ale funkcjonował on słabiej. W sytuacji, gdy musiałem zatrudnić tam pracowników i na dodatek miałem ograniczone możliwości kontrolowania ich, ciężko było osiągnąć rentowność. Dlatego zdecydowałem się sprzedać ten punkt osobie, która tam pracowała, która zresztą go do dziś w tamtym miejscu prowadzi. Otworzyliśmy także 4 lata temu jeszcze jeden punkt Fornetti – w Białej Podlaskiej, gdzie pracuje mama mojej żony. Osobiste zaangażowanie i nadzór są bowiem, moim zdaniem, w tym biznesie niezbędne.
Ale w takim razie w jaki sposób zamierza się Pan angażować w dwa nowe punkty skoro jest Pan zajęty pracą w punkcie przy Górczewskiej?
Teraz sytuacja wygląda nieco inaczej. Z wyprzedzeniem skompeletowałem zespoły do obu punktów. Wszystkich zatrudnionych pracowników mogłem poznać i sprawdzić przy pracy w istniejącym punkcie. Poza tym moja żona ma kwiaciarnię, w której nie pracuje osobiście, będzie więc miała czas, by dość często kontrolować oba punkty. Rozwiązaniem może być też zamontowanie kamerki internetowej z podglądem na ladę. Bowiem kluczową sprawą, której pracownik może czasem nie dopilnować, jest wypieczenie ciasteczek w odpowiednim momencie tak, żeby koszyki nie stały puste. Przygotowanie produktów do wypieku oraz sam wypiek trwa ok. 50-60 minut i jeśli się przegapi odpowiedni moment, można zostać bez towaru.
Co doradziłby Pan osobom zastanawiającym się nad uruchomieniem punktu Fornetti? Na co warto zwrócić uwagę?
Na pewno nie warto otwierać punktu w miejscowości oddalonej od naszego miejsca zamieszkania. Powinno to być miejsce, które możemy codziennie odwiedzić. Trzeba też bardzo starannie dobrać lokalizację, bardzo krytycznie ocenić ją pod kątem natężenia ruchu. To jest najważniejsza rzecz, najważniejszy składnik sukcesu.
Rozmawiała Joanna Cabaj - Bonicka
Odniosłeś sukces dzięki franczyzie i chcesz się podzielić tym z czytelnikami portalu Franczyzawpolsce.pl? Zgłoś się do nas, a opowiemy Twoją historię: jcabaj@arss.com.pl