| « Poprzedni | Następny » |
|---|

Daje możliwość uzyskania zwrotu większości zainwestowanych środków już w ciągu 2-3 miesięcy - mówi Robert Momocki, współwłaściciel sieci Toy Planet, która obecnie liczy 20 sklepów, a w ciągu dwóch lat ma się powiększyć do 50.
Czy w branży sklepów z zabawkami można mówić o jakiejś wyraźnej sezonowości? O ile wyższa może być sprzedaż w takich sklepach np. przed Bożym Narodzeniem?
Kiedy wobec tego najlepiej jest zainteresować się otwarciem takiego sklepu? Ile czasu trzeba sobie zarezerwować na przygotowanie placówki, żeby wystartować w najlepszym momencie?
Wszystko zależy od lokalizacji. W przypadku centrum handlowego ten czas może się nieco wydłużyć z przyczyn niezależnych od potencjalnego inwestora, gdyż np. trzeba trochę dłużej poczekać na zwolnienie lokalu albo odbiory techniczne mogą się przeciągnąć. Jednak średnio szacujemy, że wystarczy miesiąc na to, by lokal wyremontować, wyposażyć, zatowarować, czyli przygotować do otwarcia. Ale w rekordowych przypadkach udało nam się to zrobić nawet w dwa tygodnie. W związku z występującymi w branży dwoma pikami sprzedażowymi sugerujemy otwieranie sklepów z zabawkami albo na początku marca, albo na przełomie września i października. Daje to odpowiednio dużo czasu na okrzepnięcie sklepu na rynku, na zapoznanie się potencjalnych klientów z ofertą tak, żeby przed taką okazją jak Mikołaj i Święta Bożego Narodzenia przyszli właśnie tam po prezenty. Otwarcie szczególnie w tym drugim terminie, czyli na jesieni daje możliwość uzyskania zwrotu większości zainwestowanych środków już w ciągu 2-3 miesięcy.
Jakiego rzędu środki trzeba przeznaczyć na inwestycję w taki sklep? I kiedy można liczyć na ich zwrot, jeśli np. otwarcie trochę się przesunie i dana placówka nie wykorzysta w pełni boomu przedświątecznego?
Kwota inwestycji uzależniona jest od powierzchni lokalu, a także jego stanu wyjściowego. Trzeba jednak mieć minimum 100 tys. zł w przypadku mniejszych placówek, zaś ok. 200 tys. zł w przypadku inwestycji w dużych centrach handlowych. To kwota potrzebna na urządzenie i zatowarowanie sklepu. Okres zwrotu nie powinien przekroczyć dwóch lat. Dla każdej lokalizacji, do której się przymierzamy, robimy odpowiednie wyliczenia. I jeśli po analizach istnieje możliwość zwrotu inwestycji w tym czasie, to decydujemy się na otwarcie.
Na ile pewne są te wyliczenia?
Ile sklepów działa obecnie w sieci Toy Planet, ile z nich to placówki franczyzowe i jakie są Państwa dalsze plany rozwoju?
Mamy 12 sklepów własnych oraz 8 franczyzowych. Jest to dobry wynik, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że z systemem franczyzowym wystartowaliśmy dopiero w październiku 2009 roku. W kolejnych latach planujemy znaczące przyspieszenie rozwoju. Za dwa lata chcielibyśmy mieć 50 sklepów. Jest to jak najbardziej realne, gdyż mamy już lokale pod 10 kolejnych sklepów, które powstaną w budowanych właśnie centrach handlowych. Na ukończeniu są też rozmowy związane z pozyskaniem franczyzobiorców, którzy poprowadzą te placówki. Równolegle prowadzimy też rozmowy z kolejnymi kilkunastoma kandydatami, są one jednak jeszcze we wcześniejszej fazie.
Otwierając w tym roku sklep franczyzowy w Augustowie, zapowiadali Państwo dalszy rozwój poza największymi miastami i poza galeriami handlowymi. Podtrzymują Państwo te deklaracje? Rzeczywiście sklepy w takim modelu mogą generować równie zadowalające wyniki jak te w centrach handlowych?
Mogą, jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników sklepu w Augustowie, choć z początku podchodziliśmy nieufnie do tego projektu. Właściciwie to nasz potencjalny wówczas franczyzobiorca zachęcał nas do tego, byśmy zgodzili się udzielić franczyzy w tej lokalizacji. To jest nasz pierwszy sklep poza centrum handlowym. Dotychczas nie wchodziliśmy w takie miejsca, gdyż uważaliśmy, że tylko galerie są nam w stanie zapewnić odpowiedni przepływ potencjalnych klientów. Okazuje się, że może rzeczywiście sprzedaż w centrum handlowym jest większa, ale też dużo wyższe są koszty funkcjonowania takiego sklepu. W innych lokalizacjach, nawet przy nieco mniejszej sprzedaży właściciel może liczyć na podobną rentowność. Dlatego prowadzimy już kolejne rozmowy na temat uruchomienia naszych sklepów w miastach liczących 20-50 tys. mieszkańców.
Czy zamierzają Państwo równolegle rozwijać sieć własną?
Tak, ale głównie w największych, najbardziej prestiżowych galeriach handlowych. Będą to projekty generujące najwyższe koszty, ale jednocześnie pozwalające na budowanie prestiżu i rozpoznawalności naszej marki. W większości jednak nowe placówki będą działały w oparciu o franczyzę.
Jak wygląda konkurencja w tej branży? Z punktu widzenia przeciętnego konsumenta wydaje się, że jest Smyk i długo, długo nic... Zastanawiali się Państwo nad tym, by wykorzystać franczyzę do konsolidacji tej branży?
Co jest kluczem do sukcesu sklepu z zabawkami? Bardziej liczy się markowy towar czy też niskie ceny? A może najważniejsza jest lokalizacja i to do niej należy przyłożyć największą wagę?
Wszystkie te czynniki są bardzo istotne. Ale ja bym na pierwszym miejscu postawił otoczenie konkurencyjne, bo to w odniesieniu do niego klienci będą oceniali poziom jakości i cen zabawek. Oczywiście wszystkie te kwestie szczegółowo badamy zanim zdecydujemy się otworzyć Toy Planet w danej lokalizacji.
W jakich jeszcze kwestiach franczyzobiorcy sieci mogą liczyć na pomoc z Państwa strony, a o co muszą się zatroszczyć we własnym zakresie?
Jesteśmy w stanie pomóc w pozyskaniu lokalu w galerii handlowej, wynegocjować czynsz, a także ocenić lokalizację, jeśli zgłasza się do nas osoba, która już dysponuje miejscem pod sklep. Robimy szczegółowe analizy dotyczące wartości inwestycji oraz okresu zwrotu. Jak już mówiłem, nie zdecydujemy się na otwarcie sklepu, jeśli okres ten miałby przekroczyć dwa lata. Przymierzamy się też do pomysłu organizowania dużych, ogólnopolskich akcji reklamowo-marketingowych dla naszej sieci. Będzie to jednak miało sens, gdy osiągniemy większą skalę działania, rzędu 50 placówek, co planujemy zrealizować w najbliższych dwóch latach. Negocjujemy także warunki dostaw zabawek z największymi producentami i dystrybutorami. W zamian za naszą pomoc pobieramy opłatę franczyzową w wysokości 3 proc. miesięcznej sprzedaży. Czego natomiast oczekujemy od biorcy? Nie wymagamy żadnego doświadczenia, ale konieczna jest chęć bezpośredniego zaangażowania się w prowadzenie sklepu, sprawowanie nadzoru nad pracownikami, pilnowanie procedur związanych z obsługą klienta na najwyższym poziomie. Oczywiście niezbędnym wymogiem jest także posiadanie odpowiedniego kapitału.
Jakie są Państwa przewidywania co rozwoju rynku zabawek w Polsce? Nie obawiają się Państwo rosnącej roli Internetu w tej branży? Czy z czasem może on zagrozić tradycyjnie działającym placówkom?
Rynek zabawek, zwłaszcza dobrych zabawek będzie się rozwijał. Rodzice są coraz bardziej świadomi jakości poszczególnych produktów, coraz rzadziej sięgają po tanie, chińskie wyroby, które można znaleźć w hipermarketach. Zwłaszcza, że dzieci ulegają sile reklamy i proszą rodziców o konkretne, markowe zabawki. Dlatego właściciele takich sklepów na pewno nie muszą się obawiać spadku wartości rynku. Jedynym zagrożeniem, jakie obecnie dostrzegam, jest właśnie Internet. Można tam bowiem kupić te same produkty po niższych cenach. Nie należy się jednak obawiać tego, że klienci przestawią się całkowicie na ten kanał sprzedaży. W Polsce wciąż bardzo wiele osób obawia się robić zakupy przez Internet. A duża część woli po prostu bezpośrednio dotknąć, obejrzeć zabawkę, czego w sieci zrobić nie może. Jest też już spora grupa osób, która sparzyła się na internetowych zakupach – mam na myśli sytuacje, gdy zawiodła poczta bądź firma kurierska i zabawka zamówiona pod choinkę dotarła dopiero po Nowym Roku.
Rozmawiała Joanna Cabaj - Bonicka
Dowiedz się więcej o systemie Toy Planet:




Sprzedam całe wyposażenie Agencji PKO...
Wy sobie plujcie jadem, a tym czasem ...
Przepraszam, ale jak już przytaczacie...
Widać wyraźnie, że rozwój i sukces Mu...
Fajnie, że wreszcie polska kuchnia za...