Franczyza w Polsce

Koszyk jest pusty

28 styczeń 2011
Przedszkole_100_BajekMiejsc w przedszkolach publicznych jest za mało. Państwo zachęca więc do otwierania placówek niepublicznych, oferując im dotacje. W mediach sporo jest  jednak relacji osób, które sparzyły się na tym biznesie. Czy rzeczywiście jest on aż tak trudny?



Niedawno temat prowadzenia własnego przedszkola został poruszony na łamach "Gazety Wyborczej". Bohaterką artykułu była Pani Ewa Ziółkowska, właścicielka Centrum Zabaw Twórczych "Edward" z Gdańska, która radzi: "Za żadne skarby świata nie otwieraj przedszkola. Pieniądze, które chcesz na nie przeznaczyć, włóż na lokatę, wydaj na podróż dookoła świata albo oddaj potrzebującym. I śpij spokojnie".*  

Tak radykalna opinia nie dziwi, gdy poznamy wyniki finansowe placówki, którą Pani Ewa założyła razem z przyjaciółką: "Wychodziłyśmy na minus, czasem na zero. (..) Z trudem udawało się nam wyszarpać po 800 zł pensji dla siebie. (...) koszty utrzymania były wysokie, a po dwóch latach funkcjonowania wciąż rosły długi. Zlikwidowałam lokaty, pożyczyłam pieniądze od brata i przyjaciół".*

Historia Pani Ewy pokazuje, że biznes przedszkolny na pewno nie jest łatwy, a na przedsiębiorcę, który chce go prowadzić, czeka szereg nie zawsze przyjemnych niespodzianek. Nie oznacza to jednak, że nie warto rozpoczynać takiej działalności. Dowodem na to jest Pani Monika Lorek, właścicielka przedszkola 100 Bajek z Chrzanowa pod Krakowem.

- Prowadzę przedszkole niepubliczne od ponad 5 lat. Na początku pracowałam po 14 godzin dziennie, ale tak było tylko przez pierwsze pół roku. Po ok. 3 latach działalności mogłam sobie pozwolić na półroczny urlop macierzyński. Mam w tej chwili śliczną 2-letnią córeczkę Alę, która już niedługo będzie uczęszczała do mojego przedszkola - opowiada Monika Lorek.

Przedszkole 100 Bajek stale się rozwija. Ma już trzy oddziały, do których zapisane jest 72 dzieci. Na każde z nich Pani Monika pozyskuje dotacje od gminy, które wystarczają na pokrycie większości kosztów. Czesne wpłacane przez rodziców (kilkaset złotych od maluszka) idzie na ewentualne inwestycje oraz stanowi zysk firmy.

- Ja na moim przedszkolu całkiem nieźle zarabiam, choć dobro dzieci jest zawsze dla mnie ważniejsze niż zyski - podkreśla Monika Lorek.

Niemniej Pani Moniki nie dziwią historie o nieudanych biznesach przedszkolnych, sama z najbliższego otoczenia zna ich kilka. W jej ocenie, wiele sytuacji, które doprowadziły do niepowodzenia, można było przewidzieć wcześniej, innym zaś zaradzić w odpowiednim momencie. Jej sukces jest niewątpliwym dowodem na to, że jest ona najwłaściwszą osobą do udzielania porad tym, którzy taką działalność dopiero planują. Jakie więc są to rady?

Rada nr 1: Od razu planuj otwarcie przedszkola

Wiele osób, które chcą pracować z dziećmi, rozważa alternetywne wobec przedszkola biznesy, związane z różnego rodzaju dodatkowymi zajęciami dla maluchów. Tak zresztą było także w przypadku bohaterki artykułu "GW", która dopiero po pewnym czasie, gdy projekt się nie powiódł, zaczęła myśleć o założeniu przedszkola. Wówczas jednak okazało się, że jej lokal nie spełnia niektórych wymogów.

Zdaniem Moniki Lorek, warto od razu zaplanować otwarcie przedszkola, gdyż jest to bardziej opłacalne. Takie placówki otrzymują bowiem dotacje z gminy. Ponadto przy okazji działalności przedszkolnej można przecież prowadzić także dodatkowe zajęcia, które są kolejnym źródłem przychodów. Dla przykładu, przy przedszkolu 100 Bajek funkcjonuje ognisko  muzyczne i gabinet terapeutyczny (logopeda, pedagog, psycholog), które ściągają dzieci także z innych  przedszkoli.

Rada nr 2: Dobrze zbadaj lokalizację

- W sąsiedniej miejscowości otworzyło się nowe, śliczne przedszkole, niestety oddalone od centrum około 5 km, w pobliżu są tylko jednorodzinne domki i kilka bloków mieszkalnych, istnieje tam też niewielkie przedszkole publiczne. Wiem, że nowa placówka boryka się z problemem naboru  dzieci - opowiada Monika Lorek.

Wniosek: jakość i szybkość  dojazdu  są  dla  rodziców  bardzo ważne, tempo życia jest teraz tak szybkie, że oszczędzamy czas, gdzie się da. Placówka musi być więc zlokalizowana możliwie jak najbardziej po drodze potencjalnych klientów z domu do pracy.

Rada nr 3: Bez doświadczenia ani rusz


Lokalizacja to nie wszystko. Trudno jest prowadzić przedszkole, jeśli nie ma się ani wykształcenia kierunkowego, ani doświadczenia zawodowego w tym zakresie, ani nawet doświadczenia w prowadzeniu własnej firmy.

- Sama znam kilka przykładów firm, które nie poradziły sobie w branży właśnie z tych powodów, np. moi poprzednicy, którzy prowadzili przedszkole dokładnie w tym samym  miejscu, co  ja - im  się nie udało, ja cały czas rozwijam placówkę - opowiada Monika Lorek.

Właścicielka przedszkola 100 Bajek radzi osobom, które nie posiadają odpowiedniej wiedzy, a mimo to chciałyby otworzyć przedszkole, wsparcie się na cudzym doświadczeniu. Można udać się np. do zaprzyjaźnionego przedszkola i porozmawiać z dyrekcją, a najlepiej do niepublicznego przedszkola i tam uzyskać potrzebne informacje (o ile znajdziemy kogoś, kto zechce nam ich udzielić). Pewniejszym sposobem będzie udział w odpowiednim kursie lub szkoleniu bądź skorzystanie z oferty franczyzowej. Franczyzę na naszym rynku oferują już trzy przedszkola, jednym z nich jest właśnie 100 Bajek. Według kalkulacji firmy, otwarcie od podstaw przedszkola, które będzie mogło działać w sieci, to koszt rzędu 330 tys. zł. Zwrot tych nakładów można uzyskać już w 16 miesięcy.

Rada nr 4: Licz się z kosztami

Porządny biznes plan to podstawa. Powinien być sporządzony przy pomocy kogoś, kto zna branżę, gdyż niektóre kwoty mogą zaskakiwać.

- Bardzo dużym kosztem zimą jest ogrzewanie. W moim przypadku wiąże się z wydatkiem rzędu 15 tys. zł (opał + wypłaty dla palacza) za sezon. Trzeba też przewidzieć regularną wymianę zabawek, które bardzo szybko się niszczą - pochłania to kilkaset złotych co kilka miesięcy. Największym kosztem stałym jest jednak praca personelu pedagogicznego i obsługowego. W moim przedszkolu jest to ok. 20 tys. zł netto miesięcznie - opowiada Monika Lorek.

Rada nr 5: Walcz o dotacje


Znacznym ułatwieniem dla osób planujących działalność przedszkolną mogą być dotacje. W jaki sposób można otrzymać zastrzyk gotówki?

Jedynymi pewnymi pieniędzmi, na które można liczyć, są dotacje z gminy przyznawane działającym już placówkom w zależności od liczby dzieci, które do niej uczęszczają. Gmina, zgodnie z ustawą o oświacie, ma obowiązek wypłacać te środki, o ile tylko przedszkole spełnia wszystkie warunki (m.in. posiada pozytywną opinię sanepidu i straży pożarnej).

- Dofinansowanie w różnych gminach może się różnić. Dlatego musimy wiedzieć przed podjęciem działalności, ile wynosi w naszej gminie, by wziąć pod uwagę w biznes planie odpowiednią kwotę - podkreśla Monika Lorek.

W grę wchodzą jednak sumy niebagatelne. Dotacje, które otrzymuje przedszkole 100 Bajek, wystarczają na wypłaty dla pracowników, ZUS, podatek od wynagrodzeń, opłaty związane z wynajęciem i bieżącym utrzymaniem budynku i na podstawowe potrzeby edukacyjne dzieci. Opłaty uzyskiwane od rodziców są przeznaczane na różne cele, w zależności od potrzeb, np. na  remonty, inwestycje. Pozostała część stanowi zysk firmy.

Inne dotacje, o które warto się starać to m.in. dofinansowanie z Urzędu Pracy (osoba bezrobotna zakładająca działalnośc może otrzymać ok. 20 tys. zł; ponadto dotacje są przyznawane także w sytuacji zatrudnienia osoby zarejetrowanej jako bezrobotna). Zdaniem Moniki Lorek, na te dotacje nie można jednak liczyć w 100 proc. Warto się o nie starać, ale na wszelki wypadek trzeba zabezpieczyć środki własne.

Podsumowując pokrótce swój poradnik dla przyszłych właścicieli przedszkoli, Monika Lorek podkreśla, że ostateczny sukces przedsięwzięcia zależy nie tylko od odpowiednich kalkulacji, wyliczeń, parametrów. Liczy się też satysfakcja wszystkich osób tworzących placówkę.

- Ważne jest, by personel był zadowolony z pracy i płacy. Atmosfera,  jaka  panuje wśród pracowników, rzutuje  na  dzieci, więc  trzeba  o  nią  dbać. To przede wszystkim  ludzie  tworzą przedszkole, a nie mury i zabawki. Prowadzenie przedszkola daje dużo  satysfakcji i zadowolenia z wykonanej pracy, a uśmiechy dzieci wynagradzają kłopoty, które nas czasami spotykają. Podobnie jak każda nowa mama, która przychodzi do nas i mówi, że ktoś jej polecił nasze przedszkole, bo był zadowolony z  naszej pracy - mówi Monika Lorek.

Joanna Cabaj  - Bonicka

* Źródło cytatów:
http://wyborcza.biz/Firma/1,101966,8956185,Nie_daj_sie_zaciagnac_do_przedszkola.html



Oceń: 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1
Komentarz w tym Artykule

SONDA - MIEJ WŁASNE ZDANIE!

Jaki sektor gastronomii we franczyzie wydaje Ci się najbardziej interesujący?

kawa i słodkości - 23.7%
fast food - 29.5%
restauracje z obsługą kelnerską - 11.5%
zdrowe jedzenie - 25.9%
sezonowe punkty (np. z lodami) - 8.6%

Szkolenia

DLA FRANCZYZODAWCÓW

ZARZĄDZANIE SIECIĄ FRANCZYZOWĄ - 25.09.2014

ROZWÓJ FIRMY POPRZEZ FRANCZYZĘ - 24.09.2014

DLA KANDYDATÓW NA FRANCZYZOBIORCÓW

FRANCZYZA JAKO BEZPIECZNA METODA PROWADZENIA WŁASNEJ FIRMY - 17.09.2014