| « Poprzedni | Następny » |
|---|
TiM Kominki uruchomił w ubiegłym roku trzy salony partnerskie, apetyt na ten rok jest większy – sieć ma urosnąć w granicach 5-10 sklepów.
- Wkrótce kolejny salon TiM Kominki powstanie w Katowicach. Będzie to dwudziesty sklep pod tą marką – mówi portalowi FranczyzawPolsce.pl Jarosław Żołądź z firmy Steinberg, która jest właścicielem marki. Jego zdaniem, taki sklep może się przyjąć w każdym mieście powiatowym, a takich jest w Polsce ponad 300. - Nie twierdzę, że uda nam się tyle uruchomić w stosunkowo niedługim czasie. Na tyle jednak oceniamy potencjał polskiego rynku i oczywiście chcilibyśmy go w jaki największym stopniu wykorzystać. Warto zaznaczyć, że nie jest regułą, że salon musi się znajdować w samym mieście. Najmniejsza miejscowość, w której został uruchomiony nasz salon, liczy zaledwie 1200 mieszkańców, ale znajduje się w pobliżu dużego, 120-tysięcznego miasta – dodaje Jarosław Żołądź.
Firma odnotowała w ubiegłym roku rekordową ilość zapytań o franczyzę, blisko sto. Ale tylko trzy zaowocowały podpisaniem umowy i otwarciem sklepu. - Widać było wyraźne, że ludzie w kryzysie zaczęli być bardziej aktywni, szukać pomysłów na uzyskanie dodatkowych dochodów. Wiele osób się zniechęcało, gdy dowiadywało się, że w TiM Kominki nie wystarczy sprzedawać kominki, ale trzeba chcieć i potrafić je wybudować u klientów. Obecnie właściwie niemal wszyscy klienci życzą sobie taką usługę. Oczywiście jesteśmy w stanie przeszkolić naszego partnera w tym zakresie, ale wiadomo, że nie wszyscy mają chęci i umiejętności do takiej pracy – mówi Jarosław Żołądź.
Inwestycja w salon TiM Kominki to minimum 20 tys. zł dla osoby, która ma już odpowiedni lokal (powinien mieć przewód kominowy, aby można było w nim zainstalować w pełni funkcjonujący kominek). Jest to głównie koszt ekspozycji. - Naszym celem było ścięcie do minium wymagań finansowych, dlatego nie pobieramy żadnych opłat licencyjnych ani miesięcznych. Zarabiamy na sprzedaży naszych produktów do partnerów. Jednak warunkiem otwarcia salonu pod naszą marką jest wybór naszej firmy jako wyłącznego dostawcy produktów – wyjasnia Jarosław Żołądź. Potencjalny partner nie musi na początku inwestować w zakup towaru. W TiM Kominki nie sprzedaje się bowiem najczęściej kominków od ręki, ale sprowadza się je dopiero na zamówienie klienta.
Steinberg uruchamia salony także pod drugą marką – Atelier Kominka. Jest to jednak droższa, bardziej luksusowa marka. Obecnie takich salonów w Polsce jest sześć, a może być ich maksymalnie w granicach 40. Mają szansę się przyjąć i być opłacalne we wszystkich dawnych miastach wojewódzkich.
Branża kominkowa nie należy do najłatwiejszych, rynek na razie jest dość płytki i panuje na nim spora konkurencja. - Nie ma dokładnych liczb, ale wartość sprzedaży kominków w Polsce na pewno nie przekracza 1 mld zł rocznie. Jakie są perspektywy? Z jednej strony, jest to produkt, z którego najłatwiej zrezygnować, urządzając dom czy apartament. Z drugiej strony, Polacy są coraz bogatsi i coraz rzadziej muszą z czegoś rezygnować. Dobry kominek można kupić już za ok. 8 tys. zł - mówi Jarosław Żołądź. Rocznie buduje się kilkaset tysięcy domów, mieszkań czy domków letniskowych, w których taki kominek można zainstalować. Do tego dochodzą miliony już istniejących, których właściciele przy okazji remontu mogą pokusić się o takie rozwiązanie. Na razie, rocznie decyduje się na nie średnio ok. 100 tys. osób.
Joanna Cabaj - Bonicka
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.






Byłem jedną z osób które budowały tą ...
nic, tylko investować
skoro mozna kupic wozek za 8 tys za...
poprostu cos strasznego, oszukali mni...
Pierwsze słyszę, żeby narzekać na ...