| « Poprzednia | Następna » |
|---|
Skąd dowiedziała się Pani o Chocolate Graphics i dlaczego zdecydowała się Pani na współpracę z tą firmą?
O firmie Chocolate Graphics (CG) dowiedziałam się z internetu, ze stron poświęconych franczyzie. Od dawna poszukiwałam pomysłu na rozpoczęcie jakiegoś biznesu, zależało mi również na tym, żeby była to produkcja. Skontaktowałam się z przedstawicielem CG odpowiedzialnym za rozwój sieci w Europie północno-Wschodniej, odwiedziłam zakład zajmujący się taką produkcją w Danii i wydało mi się to ciekawym pomysłem, z potencjalną szansą na sukces.
Jak ocenia Pani współpracę ze swoim franczyzodawcą? Jak się ona układa i czy poleciła by Pani współpracę z tą firmą innym zainteresowanym kandydatom na franczyzobiorców?
Po pierwsze - struktura firmy. Chocolate Graphics to międzynarodowa sieć, ale składająca się z pojedynczych zakładów w różnych krajach. To powoduje, że pomimo szczerych chęci franczyzodawcy do pomocy, z większością problemów jest się zdanym na siebie i to już od samego początku. Weźmy pod uwagę chociażby zakup wyposażenia do zakładu i maszyn do temperowania czekolady. Dostawców trzeba było poszukać we własnym zakresie ponieważ w przypadku jakiegokolwiek problemu, muszę mieć zapewniony serwis w Polsce. Podobnie jest w przypadku dostawcy czekolady. Franczyzodawca sugerował jedynie, aby była to czekolada wysokogatunkowa, jednak dostawcy trzeba było poszukać samemu. Gdy nie ma się nic wspólnego z tą branżą, nie jest to takie łatwe. I tak w zasadzie było ze wszystkim: opakowania, wypraski do opakowań itd. Problem stwarza także charakter takiej produkcji. Są to krótkie serie czekoladek natomiast większość krajowych producentów, zarówno opakowań, jak i przede wszystkim wyprasek (są to takie wkłady do bombonierek), nastawionych jest na odbiorcę masowego (produkcję liczoną w setkach tysięcy), a w przypadku krótkich serii koszt jednostkowy jest na prawdę wysoki. W dodatku każdy rynek ma swoją specyfikę i np. opakowania, które cieszyły się popularnością chociażby w Danii niekoniecznie podobają się polskiemu odbiorcy. Trzeba tu było podjąć decyzję i samemu coś zaproponować. Niektóre pomysły bardzo się spodobały, a nad innymi ciągle trzeba popracować. W dodatku nie wszystkie wydatki uwzględniłam w szacowaniu kosztów potrzebnych na uruchomienie produkcji (nie o wszystkich też informował przykładowy biznes plan podawany przez CG) i jak chyba w znakomitej większości przypadków na starcie trzeba było wydać znacznie więcej niż przewidywały moje szacunki.
Samemu także trzeba postarać się o klientów. Marka CG nie jest w ogóle rozpoznawalna w Polsce. Nie jest też zupełnie znana technologia zdobienia czekolady za pomocą czekolady z taką precyzją i dokładnością jak w przypadku technologii CG. Jest to w zasadzie współpraca B2B, a do takiego Klienta trudniej dotrzeć. Franczyzodawca sugerował rozsyłanie ofert drogą mailową, albo listownie. W Polsce takie oferty traktowane są raczej jak spam, poza tym w tej formie nie można przedstawić na czym polega odmienność naszych czekoladek nad licznymi słodyczami obecnymi na rynku, ani przekonać o wysokiej jakości naszych produktów.
Sugestią CG było także docieranie do hoteli, restauracji itp, jako potencjalnych odbiorców. Okazuje się jednak że każdy rynek ma swoją specyfikę, a w naszym kraju mieliśmy niewielu odbiorców z tego segmentu. Po prostu cena czekoladki była zbyt wysoka w stosunku do np. ciasteczka albo czekoladki w papierku, nawet jeśli ta reklamuje kawę, a nie dany hotel czy restaurację.
Patrząc na to z perspektywy czasu, w zasadzie jedynym wkładem franczyzodawcy jest technologia, za którą trzeba płacić naprawdę duże pieniądze, zarówno na starcie, jak i później w comiesięcznych opłatach.
O ile wstępna opłata związana z udostępnieniem technologii wydaje się uzasadniona (abstrahując od jej poziomu), o tyle wnoszenie cyklicznych opłat za używanie marki CG jest dla mnie kwestią mocno problematyczną. Szczególnie biorąc pod uwagę, że resztę problemów trzeba rozwiązać samodzielnie, natomiast działanie CG odnośnie zwiększenia rozpoznawalności znaku firmowego ograniczają się do Australii. Także poza technologią nic nie jest za darmo, za wszystko trzeba zapłacić oddzielnie, nie dostaje się żadnego "pakietu startowego" w ramach opłaty wstępnej - jak ma to miejsce w innych sieciach. Natomiast sugestie i strategie marketingowe, nie bardzo sprawdzają się w polskich warunkach, albo nie wychodzą poza ramy przeciętnego podręcznika poświęconego skutecznej sprzedaży.
Czy współpracujecie Państwo z agencjami reklamowymi, sieciami hoteli, restauracji albo firmami, które kompleksowo organizują śluby i wesela?
Jesteśmy zbyt małą firmą, by budować własną sieć sprzedaży, dlatego zdecydowałam się na współpracę z agencjami reklamowymi, które mają już swoich klientów i przy okazji współpracy z nami mogą zaproponować im coś nowego.
Myślałam, że najowocniejsza będzie współpraca z agencjami które specjalizują się w sprzedaży słodyczy (często zresztą podają się także za producenta), okazuje się jednak że jest to sprzedaż marginalna. Dużo lepiej przedstawia się współpraca z agencjami oferującymi szeroki asortyment gadżetów. Z wieloma agencjami współpracuję już od lat i bardzo cenię sobie tą współpracę.
Dlaczego zdecydowała się Pani na pracę w tej branży? Tradycja rodzinna, interesujący pomysł na biznes, ciekawość?
Nie miałam żadnych doświadczeń ani w branży słodyczy, ani w reklamie, pod każdym względem byłam osobą całkowicie "zieloną". Miałam jednak dużo entuzjazmu i pewność, że mi się uda, nie przewidując nawet ile po drodze trzeba będzie pokonać trudności.
Jak duża jest konkurencja w branży słodkich upominków reklamowych?
W ciągu mojej współpracy z Chocolate Graphics miałam okazję przekonać się także, jak silna jest konkurencja w branży słodyczy reklamowych. Na rynku reklamowym najmocniejszą pozycję ciągle mają słodycze w opakowaniach z logo i ewentualnie danymi teleadresowymi. I ciągle jeszcze bardziej liczy się jakość opakowania niż jej zawartość. Jest to produkcja masowa, można ją wykonać "na zapas", a później jedynie opakować we właściwy papierek albo pudełko. W przypadku naszej produkcji, czekoladki robione są pod konkretne zamówienie. Dlatego mamy okresy, że musimy wspomagać się dodatkowymi osobami (przede wszystkim do pakowania, albo składania opakowań) w przypadku kumulacji zamówień, bo w reklamie przeważają zamówienia "na wczoraj". Trudniej jest także o zdobycie kontraktów terminowych , w których klient decyduje się na zamówienie większej partii w kilku częściach. W zasadzie w większości są to zamówienia jednorazowe, chociaż często wznawiane. Mamy także klientów, którzy zamawiali już u nas kilkakrotnie z różnych okazji - czekoladki z życzeniami świątecznymi, targowe, na spotkania pracownicze.
Czy odczuwa Pani sezonowość w tej branży?
Jest to oczywiście produkcja niesamowicie sezonowa. Kumulacja zamówień to okres wrzesień-grudzień, w związku ze Świętami Bożego Narodzenia i Nowym Rokiem. Natomiast lato (ku zadowoleniu pracowników) to wspaniały czas na wykorzystanie urlopów, bo w tym czasie produkcja jest niewielka.
Wykonujemy także czekoladki okolicznościowe, przede wszystkim ślubne, ale także rocznicowe, urodzinowe, komunijne, zarówno na zamówienie wyspecjalizowanych agencji, jak i bezpośrednio. Mamy coraz więcej zamówień z okazji ślubów i chyba rozbudujemy ten segment sprzedaży, chociaż są to zamówienia niewielkie (100-300 sztuk).
Jak kształtują się ceny czekoladek Chocolate Graphics? Rozumiem, że jest to uzależnione od bardzo wielu czynników jednak chciałabym poznać rząd wielkości. Oraz jakie największe zlecenie udało wam się zrealizować?
Ceny naszych czekoladek zależą przede wszystkim od wielkości zamówienia, no i oczywiście od wielkości czekoladek. Z tego co wiem od Klientów, są one naprawdę konkurencyjne, zwłaszcza biorąc pod uwagę jakość. Naszym atutem jest także fakt, że możemy przyjmować małe zlecenia, w przypadku najmniejszych czekoladek (takich do kawy) - od 500 sztuk, w pozostałych przypadkach od 100 sztuk. Jest to ilość która może zainteresować nawet małe rodzinne firmy, których na rynku są tysiące, a które do tej pory nie pomyślały nawet o tym, że mogą mieć słodycze zrobione według własnego projektu. W przypadku większości słodyczy reklamowych minimalne zamówienia liczone są w tysiącach. W dodatku np. czekoladowa wizytówka firmy (czekoladka o wymiarze 100x50x6 mm), wraz z opakowaniem kosztuje maksymalnie 3,10 zł netto. Przy czym zaznaczam jeszcze raz, że jest to cena maksymalna. W odróżnieniu od innych producentów posługujemy się cenami do... zł, a nie od ... zł.
Największe zamówienie jakie do tej pory realizowaliśmy to 10.000 czekoladek 10x10 cm. W przypadku naszej ręcznej produkcji jest to zajęcie prawie na cały miesiąc.
Czy w swojej karierze z firmą Chocolate Graphics zrealizowała Pani jakieś niezwykle oryginalne, nietypowe, ciekawe zamówienie na czekoladki?
Jeśli chodzi o nietypowe zamówienia to robiliśmy na czekoladkach zdjęcia silników, podzespołów komputerowych, opon, ludzkiego serca, plasterki wędlin. Robiliśmy czekoladowe zaproszenia, podziękowania, życzenia, bombonierki z tzw. złotymi myślami. Natomiast mam kilka wzorów, które szczególnie mi się podobały: robione dla salonu samochodowego z wizerunkiem renault laguna, dla pewnego hotelu z okazji 6-lecia, czekoladka - kartka świąteczna (zdobyła zresztą wyróżnienie na międzynarodowym konkursie kalendarzy i kartek świątecznych).
Czy po pracy ma Pani jeszcze ochotę na czekoladę? ;o)
Reasumując mogę powiedzieć, ze jest to z pewnością produkcja sympatyczna, ponieważ jest bardzo twórcza. Czekolada ciągle mi smakuje. Nie jest to jednak łatwy kawałek chleba, o czym świadczy z jednej strony powolny rozwój sieci (np. nie ma podobnego zakładu w Belgii, królestwie czekolady), z drugiej fakt, że nie wszystkim się udało, np. nie ma już zakładu w Danii, w którym ja "pobierałam nauki".
Ciągle jesteśmy firmą mało znaną i z reguły firmy bardzo pozytywnie reagują na naszą ofertę, jednak brakuje także nowości do zaoferowania Klientom, którzy kilkakrotnie już składali u nas zamówienia.
Muszę sama pomyśleć nad rozszerzeniem oferty. Z pewnością chcę pozostać przy czekoladzie, ale muszę mieć do zaoferowania nieco więcej by sprostać konkurencji.
Kasia Foks , 26 marca 2008 r.
O firmie Chocolate Graphics (CG) dowiedziałam się z internetu, ze stron poświęconych franczyzie. Od dawna poszukiwałam pomysłu na rozpoczęcie jakiegoś biznesu, zależało mi również na tym, żeby była to produkcja. Skontaktowałam się z przedstawicielem CG odpowiedzialnym za rozwój sieci w Europie północno-Wschodniej, odwiedziłam zakład zajmujący się taką produkcją w Danii i wydało mi się to ciekawym pomysłem, z potencjalną szansą na sukces.
Jak ocenia Pani współpracę ze swoim franczyzodawcą? Jak się ona układa i czy poleciła by Pani współpracę z tą firmą innym zainteresowanym kandydatom na franczyzobiorców?
Po pierwsze - struktura firmy. Chocolate Graphics to międzynarodowa sieć, ale składająca się z pojedynczych zakładów w różnych krajach. To powoduje, że pomimo szczerych chęci franczyzodawcy do pomocy, z większością problemów jest się zdanym na siebie i to już od samego początku. Weźmy pod uwagę chociażby zakup wyposażenia do zakładu i maszyn do temperowania czekolady. Dostawców trzeba było poszukać we własnym zakresie ponieważ w przypadku jakiegokolwiek problemu, muszę mieć zapewniony serwis w Polsce. Podobnie jest w przypadku dostawcy czekolady. Franczyzodawca sugerował jedynie, aby była to czekolada wysokogatunkowa, jednak dostawcy trzeba było poszukać samemu. Gdy nie ma się nic wspólnego z tą branżą, nie jest to takie łatwe. I tak w zasadzie było ze wszystkim: opakowania, wypraski do opakowań itd. Problem stwarza także charakter takiej produkcji. Są to krótkie serie czekoladek natomiast większość krajowych producentów, zarówno opakowań, jak i przede wszystkim wyprasek (są to takie wkłady do bombonierek), nastawionych jest na odbiorcę masowego (produkcję liczoną w setkach tysięcy), a w przypadku krótkich serii koszt jednostkowy jest na prawdę wysoki. W dodatku każdy rynek ma swoją specyfikę i np. opakowania, które cieszyły się popularnością chociażby w Danii niekoniecznie podobają się polskiemu odbiorcy. Trzeba tu było podjąć decyzję i samemu coś zaproponować. Niektóre pomysły bardzo się spodobały, a nad innymi ciągle trzeba popracować. W dodatku nie wszystkie wydatki uwzględniłam w szacowaniu kosztów potrzebnych na uruchomienie produkcji (nie o wszystkich też informował przykładowy biznes plan podawany przez CG) i jak chyba w znakomitej większości przypadków na starcie trzeba było wydać znacznie więcej niż przewidywały moje szacunki.
Samemu także trzeba postarać się o klientów. Marka CG nie jest w ogóle rozpoznawalna w Polsce. Nie jest też zupełnie znana technologia zdobienia czekolady za pomocą czekolady z taką precyzją i dokładnością jak w przypadku technologii CG. Jest to w zasadzie współpraca B2B, a do takiego Klienta trudniej dotrzeć. Franczyzodawca sugerował rozsyłanie ofert drogą mailową, albo listownie. W Polsce takie oferty traktowane są raczej jak spam, poza tym w tej formie nie można przedstawić na czym polega odmienność naszych czekoladek nad licznymi słodyczami obecnymi na rynku, ani przekonać o wysokiej jakości naszych produktów.
Sugestią CG było także docieranie do hoteli, restauracji itp, jako potencjalnych odbiorców. Okazuje się jednak że każdy rynek ma swoją specyfikę, a w naszym kraju mieliśmy niewielu odbiorców z tego segmentu. Po prostu cena czekoladki była zbyt wysoka w stosunku do np. ciasteczka albo czekoladki w papierku, nawet jeśli ta reklamuje kawę, a nie dany hotel czy restaurację.
Patrząc na to z perspektywy czasu, w zasadzie jedynym wkładem franczyzodawcy jest technologia, za którą trzeba płacić naprawdę duże pieniądze, zarówno na starcie, jak i później w comiesięcznych opłatach.
O ile wstępna opłata związana z udostępnieniem technologii wydaje się uzasadniona (abstrahując od jej poziomu), o tyle wnoszenie cyklicznych opłat za używanie marki CG jest dla mnie kwestią mocno problematyczną. Szczególnie biorąc pod uwagę, że resztę problemów trzeba rozwiązać samodzielnie, natomiast działanie CG odnośnie zwiększenia rozpoznawalności znaku firmowego ograniczają się do Australii. Także poza technologią nic nie jest za darmo, za wszystko trzeba zapłacić oddzielnie, nie dostaje się żadnego "pakietu startowego" w ramach opłaty wstępnej - jak ma to miejsce w innych sieciach. Natomiast sugestie i strategie marketingowe, nie bardzo sprawdzają się w polskich warunkach, albo nie wychodzą poza ramy przeciętnego podręcznika poświęconego skutecznej sprzedaży.
Czy współpracujecie Państwo z agencjami reklamowymi, sieciami hoteli, restauracji albo firmami, które kompleksowo organizują śluby i wesela?
Jesteśmy zbyt małą firmą, by budować własną sieć sprzedaży, dlatego zdecydowałam się na współpracę z agencjami reklamowymi, które mają już swoich klientów i przy okazji współpracy z nami mogą zaproponować im coś nowego.
Myślałam, że najowocniejsza będzie współpraca z agencjami które specjalizują się w sprzedaży słodyczy (często zresztą podają się także za producenta), okazuje się jednak że jest to sprzedaż marginalna. Dużo lepiej przedstawia się współpraca z agencjami oferującymi szeroki asortyment gadżetów. Z wieloma agencjami współpracuję już od lat i bardzo cenię sobie tą współpracę.
Dlaczego zdecydowała się Pani na pracę w tej branży? Tradycja rodzinna, interesujący pomysł na biznes, ciekawość?
Nie miałam żadnych doświadczeń ani w branży słodyczy, ani w reklamie, pod każdym względem byłam osobą całkowicie "zieloną". Miałam jednak dużo entuzjazmu i pewność, że mi się uda, nie przewidując nawet ile po drodze trzeba będzie pokonać trudności.
Jak duża jest konkurencja w branży słodkich upominków reklamowych?
W ciągu mojej współpracy z Chocolate Graphics miałam okazję przekonać się także, jak silna jest konkurencja w branży słodyczy reklamowych. Na rynku reklamowym najmocniejszą pozycję ciągle mają słodycze w opakowaniach z logo i ewentualnie danymi teleadresowymi. I ciągle jeszcze bardziej liczy się jakość opakowania niż jej zawartość. Jest to produkcja masowa, można ją wykonać "na zapas", a później jedynie opakować we właściwy papierek albo pudełko. W przypadku naszej produkcji, czekoladki robione są pod konkretne zamówienie. Dlatego mamy okresy, że musimy wspomagać się dodatkowymi osobami (przede wszystkim do pakowania, albo składania opakowań) w przypadku kumulacji zamówień, bo w reklamie przeważają zamówienia "na wczoraj". Trudniej jest także o zdobycie kontraktów terminowych , w których klient decyduje się na zamówienie większej partii w kilku częściach. W zasadzie w większości są to zamówienia jednorazowe, chociaż często wznawiane. Mamy także klientów, którzy zamawiali już u nas kilkakrotnie z różnych okazji - czekoladki z życzeniami świątecznymi, targowe, na spotkania pracownicze.
Czy odczuwa Pani sezonowość w tej branży?
Jest to oczywiście produkcja niesamowicie sezonowa. Kumulacja zamówień to okres wrzesień-grudzień, w związku ze Świętami Bożego Narodzenia i Nowym Rokiem. Natomiast lato (ku zadowoleniu pracowników) to wspaniały czas na wykorzystanie urlopów, bo w tym czasie produkcja jest niewielka.
Wykonujemy także czekoladki okolicznościowe, przede wszystkim ślubne, ale także rocznicowe, urodzinowe, komunijne, zarówno na zamówienie wyspecjalizowanych agencji, jak i bezpośrednio. Mamy coraz więcej zamówień z okazji ślubów i chyba rozbudujemy ten segment sprzedaży, chociaż są to zamówienia niewielkie (100-300 sztuk).
Jak kształtują się ceny czekoladek Chocolate Graphics? Rozumiem, że jest to uzależnione od bardzo wielu czynników jednak chciałabym poznać rząd wielkości. Oraz jakie największe zlecenie udało wam się zrealizować?
Ceny naszych czekoladek zależą przede wszystkim od wielkości zamówienia, no i oczywiście od wielkości czekoladek. Z tego co wiem od Klientów, są one naprawdę konkurencyjne, zwłaszcza biorąc pod uwagę jakość. Naszym atutem jest także fakt, że możemy przyjmować małe zlecenia, w przypadku najmniejszych czekoladek (takich do kawy) - od 500 sztuk, w pozostałych przypadkach od 100 sztuk. Jest to ilość która może zainteresować nawet małe rodzinne firmy, których na rynku są tysiące, a które do tej pory nie pomyślały nawet o tym, że mogą mieć słodycze zrobione według własnego projektu. W przypadku większości słodyczy reklamowych minimalne zamówienia liczone są w tysiącach. W dodatku np. czekoladowa wizytówka firmy (czekoladka o wymiarze 100x50x6 mm), wraz z opakowaniem kosztuje maksymalnie 3,10 zł netto. Przy czym zaznaczam jeszcze raz, że jest to cena maksymalna. W odróżnieniu od innych producentów posługujemy się cenami do... zł, a nie od ... zł.
Największe zamówienie jakie do tej pory realizowaliśmy to 10.000 czekoladek 10x10 cm. W przypadku naszej ręcznej produkcji jest to zajęcie prawie na cały miesiąc.
Czy w swojej karierze z firmą Chocolate Graphics zrealizowała Pani jakieś niezwykle oryginalne, nietypowe, ciekawe zamówienie na czekoladki?
Jeśli chodzi o nietypowe zamówienia to robiliśmy na czekoladkach zdjęcia silników, podzespołów komputerowych, opon, ludzkiego serca, plasterki wędlin. Robiliśmy czekoladowe zaproszenia, podziękowania, życzenia, bombonierki z tzw. złotymi myślami. Natomiast mam kilka wzorów, które szczególnie mi się podobały: robione dla salonu samochodowego z wizerunkiem renault laguna, dla pewnego hotelu z okazji 6-lecia, czekoladka - kartka świąteczna (zdobyła zresztą wyróżnienie na międzynarodowym konkursie kalendarzy i kartek świątecznych).
Czy po pracy ma Pani jeszcze ochotę na czekoladę? ;o)
Reasumując mogę powiedzieć, ze jest to z pewnością produkcja sympatyczna, ponieważ jest bardzo twórcza. Czekolada ciągle mi smakuje. Nie jest to jednak łatwy kawałek chleba, o czym świadczy z jednej strony powolny rozwój sieci (np. nie ma podobnego zakładu w Belgii, królestwie czekolady), z drugiej fakt, że nie wszystkim się udało, np. nie ma już zakładu w Danii, w którym ja "pobierałam nauki".
Ciągle jesteśmy firmą mało znaną i z reguły firmy bardzo pozytywnie reagują na naszą ofertę, jednak brakuje także nowości do zaoferowania Klientom, którzy kilkakrotnie już składali u nas zamówienia.
Muszę sama pomyśleć nad rozszerzeniem oferty. Z pewnością chcę pozostać przy czekoladzie, ale muszę mieć do zaoferowania nieco więcej by sprostać konkurencji.
Kasia Foks , 26 marca 2008 r.



Chciałam otworzyć Agencje PKO W Płock...
artykół
A czy napisał że mu źle? Naucz sie cz...
Witam Ja rowniez bardzo prosze o adr...
ale pierdolisz głupoty :) pojecia nie...